Witam! Pisze Pani, że czuje się niepotrzebna innym, ale ma Pani znajomych i przyjaciół. Oni Pani potrzebują. Dla swojego otoczenia jest Pani bardzo ważną osobą. Każdy z nas jest członkiem społeczeństwa i jest tak samo ważny. Nie ma tu znaczenia, czy jest się bogatym, czy ma się rodzinę albo wpływy. Samotność jest bardzo trudnym stanem i ciężko jest patrzeć na szczęście innych. Jednak związek lub mężczyzna nie jest miarą wartości kobiety. Musi Pani zrozumieć, że jest Pani bardzo wartościową osobą i jest Pani bardzo ważna. Z miłością różnie bywa - jedni trafiają na swoją połówkę jeszcze w podstwówce, inni całe życie szukają; są tacy, co przed miłością uciekają i tacy, którzy na nią oczekują. Myślę, że powinna Pani przede wszystkim uwierzyć w siebie i postarać się aktywnie poszukać partnera. Jest Pani w wieku, kiedy może Pani bez problemów założyć związek i cieszyć się nim długie lata. Warto, żeby postarała się Pani poszukać partnera na portalach randkowych, w miejscach spotkań, czy przez biuro matrymonialne. Nie można powiedzieć, że wszystkie osoby korzystające z takiej pomocy są bezwartościowe lub mają znaczne wady. Często są to osoby takie jak Pani - szukające szczęścia u boku ukochanej osoby. Może Pani spróbować w ten sposób poszukać. Nigdy nie wiadomo, kiedy miłość i szczęście zapukają do Pani drzwi. Pozdrawiam
Fajnie. Wywołałam małą burzę jednym postem, zobaczę jak tym razem. Ten tytuł to prowokacja czy to co chodzi mi po głowie od dawna? Macierzyństwo kojarzy mi się z tyloma negatywnymi zdarzeniami albo: tyle negatywnych zdarzeń
Bardzo często matki boją się tego, że komornik zajmie ich świadczenia socjalne na dzieci, na przykład 500+. Równie często pada z ich ust pytanie o to, czy komornik może zająć zwrot podatku samotnej matce. Wszystkie niewiadome może rozwiązać prawnik z biura antywindykacyjnego, można także samodzielnie poszukać odpowiedzi.
Samotnych matek w Polsce przybywa. Powody są różne – rozwody, przypadek, czasem świadoma decyzja, by dziecko wychowywać w pojedynkę. Statystyki mówią, że nawet co czwarte dziecko wychowuje się w rodzinie niepełnej, zazwyczaj mieszka z mamą. Różne są historie kobiet i różna jest ich sytuacja zawodowa oraz finansowa. Badania pokazują, że większość samotnych matek to kobiety w wieku 27-45 lat – w wieku, kiedy mogłyby pracować, rozwijać się i wykorzystywać szansę na budowanie lepszej przyszłości dla siebie i dzieci. Dla wielu samotne macierzyństwo to jednak walka o byt, zawodowa próżnia i bezsilność – bez wsparcia rodziny, nie decydują się na ryzykowne posunięcia. – Dlatego tak ważne jest pokazywanie przykładów kobiet, którym się udało – mówi Urszula Wiśniewska, samodzielna mama nastoletniej córki, założycielka Independent Economic Experts’ Institute i specjalistka w zakresie bankowości. O tym, czym był dla niej rozwód, przed jakimi wyzwaniami stanęła, jak wesprzeć inne samotne matki, jak godzi realizowanie kolejnych projektów z wychowaniem dorastającej córki, czego stara się ją nauczyć i jaki jest koszt samotnego macierzyństwa opowiada Dagny Kurdwanowskiej. Jakiś czas temu napisałaś do nas, proponując podjęcie tematu samotnych matek, które osiągają sukces zawodowy i wyzwań, przed którymi stają. Jesteś jedną z nich. Początkowo trochę obawiałam się, że rozmowa sprowadzi się do narzekania o tym, jak jest ciężko. Tymczasem na naszym pierwszym spotkaniu zobaczyłam kobietę sukcesu, która wie, czego chce i nie zamierza narzekać. Samodzielnie wychowujesz nastoletnią córkę, rozwijasz właśnie nowy projekt, Akademię Start&Up, którą tworzysz z myślą o wsparciu przedsiębiorców. Jak byś określiła punkt, w którym teraz się znajdujesz? Jestem kobietą spełnioną. Żyję realizując swoje pasje. Mam dużą satysfakcję z tego, co robię. Czuję, że warto było poświęcić ten czas, energię i emocje, żeby dojść tu, gdzie jestem. Zaczynam wykorzystywać to wszystko, co zainwestowałam w swój rozwój osobisty i zawodowy. Kilka lat temu byłaś w zupełnie innym miejscu – na życiowym zakręcie. Kilka lat temu moje życie było ustabilizowane – mąż, kilkuletnia córka, dobra praca. Ale coś nie grało. W końcu podjęliśmy z mężem trudną decyzję o rozwodzie. Niektórzy uważają, że rozwód to porażka. Mnie zmobilizował do działania – potraktowałam go jako szansę. Na co? Rozwód i szansa – brzmi przewrotnie. Na rozwój. W małżeństwie były rzeczy, z których świadomie zrezygnowałam, bo uznałam, że rodzina jest priorytetem. Kiedy rozpadło się moje małżeństwo miałam do wyboru – zostać w swoim mieście, gdzie miałam poczucie bezpieczeństwa, pracę, rodziców, którzy pomogliby mi w opiece nad dzieckiem albo spakować wszystko i przenieść się do Warszawy, do której mnie ciągnęło od dawna i gdzie czekały na mnie nowe szanse i wyzwania. Nie było strachu – jak ja sobie poradzę sama, z małym dzieckiem? Były chwile, że miałam ochotę schować się pod kołdrę. Rozwód to ogromne emocje, nieraz pojawiają się łzy, które przełyka się w kącie po cichu. Zadawałam sobie pytanie – i po co ci to było? Ale stało się tak, jak się stało. Uznałam, że nie ma sensu rozpaczać. Zamiast tego wolę wyznaczać sobie cel i konsekwentnie go realizować. Wtedy celem stała się Warszawa. Samotna matka w wielkim mieście – jak wyglądały początki? Cała przeprowadzka trwała kilka miesięcy. Wiele okoliczności mi sprzyjało. Moja córka akurat szła do tzw. „zerówki”, co ułatwiało znalezienie szkoły. Zawodowo udało mi się przenieść w ramach tej samej firmy. Nie było tak źle. Dużo się działo. Zaczęłam robić studia Executive MBA. Postanowiłam podnieść sobie poprzeczkę i studiowałam po angielsku. Lubisz stawiać sobie ambitne cele? Niektórzy mówią, że jestem przesadnie ambitna, ale dla mnie ta ambicja była zawsze źródłem ogromnej motywacji. Także do tego, żeby zmieniać swoje życie. Nigdy nie miałam ambicji, żeby być najlepszą, żeby zbierać awanse. Moje ambicje zawsze skupiały się na tym, żeby się rozwijać. Decydując się na wyjazd do Warszawy, chciałam dać sobie szansę na realizację swoich zamierzeń. Mam świadomość, że była to odważna decyzja. Zwłaszcza, że była kilkuletnia córka, której też zmieniało się całe życie. Moja córka jest dla mnie całym światem. Od początku, kiedy się urodziła i kiedy musiałam o nią walczyć, bo była wcześniakiem. Ale ja jestem konsekwentna i uparta. Wiedziałam, że to, co robię, robię nie tylko dla siebie, ale także po to, żeby moja córka miała lepszą przyszłość. Zawsze jej powtarzam, że ten wysiłek jest potrzebny, żeby nam się lepiej żyło. Nie w sensie materialnym, ale w sensie możliwości realizacji siebie, realizacji swoich marzeń. To prawdziwy sens tego, co robię. Przeczytaj także: Ponad 42% prywatnych przedsiębiorców na działania prorodzinne nie przeznacza ani złotówki A jak ona to widziała? Jestem pracującą mamą. Wiem, że nie było jej z tym łatwo. Były takie momenty, kiedy popłakiwała w poduszkę, gdy późno wracałam. Miała na mnie różne sposoby, na przykład nie chciała odrobić lekcji, póki nie wróciłam z pracy. Mnie z kolei było ciężko, gdy zdałam sobie sprawę, że czasami najbliższą jej osobą była niania, z którą siedziała popołudniami. Przez cały czas uczyłam się jej, jej potrzeb, słuchałam tego, co mówi i starałam się być świadomą mamą. Kiedy sobie nie radziłam, prosiłam o radę psychologa, żeby pomóc jej z trudnymi emocjami, które pojawiły się w związku z rozwodem, z przeprowadzką, z nowym otoczeniem. Od początku postawiłam na szczere rozmowy. Nigdy niczym jej nie zaskakiwałam, zawsze jej tłumaczyłam, co się dzieje, co się wydarzy. Dziś jest już nastolatką i jesteśmy w bliskich relacjach. Staram się być dla niej wzorcem, a jednocześnie nie traktować jej jak dziecka. Często popełniamy błąd uznając, że nasze dziecko to tylko dziecko. Nieprawda. To mały człowiek, który też ma emocje i rozumie więcej niż nam się wydaje. Dlatego te rozmowy były tak ważne. Nie miałaś wyrzutów sumienia? Poczucie winy i wątpliwości, czy dość czasu poświęcamy własnemu dziecko to coś, co zabija samotne matki. Pojawiają się też wokół nas osoby, które będą nam przypominać, że jesteśmy „wyrodne”, bo siedzimy w pracy, a dziecko czeka w domu. Dylematy pojawiają się każdego dnia i musimy sobie z nimi poradzić. Jak Ty sobie z nimi radzisz? Wychodzę z założenia, że wszystko, co robię, robię po to, żebym była szczęśliwsza i żeby moja córka była szczęśliwsza. Tak ułożyło się moje życie. Nie ma sensu się umartwiać, narzekać i płakać nad sobą. Lepiej się realizować i skupić na budowaniu relacji z dzieckiem, bo to jest najważniejsze. Zdarzyło się, że miałam wykłady w Gdańsku dwa dni pod rząd. Pojechałam rano i wieczorem wróciłam. Przenocowałam w domu, a następnego dnia rano znów ruszyłam w trasę. I nie myślałam – „Och, jak ja się poświęcam”. Myślałam – „Moja córka mnie potrzebuje”. Dla mnie ważne jest to, że wstaję rano, patrzę w lustro i myślę – Jestem spełniona. Widzę jak to procentuje – w relacjach zawodowych, w relacjach z moją córką. Takie podejście wyniosłaś z domu czy uczyłaś się go „po drodze”? Pochodzę z rodziny, w której mama poświęciła się naszej rodzinie. Stworzyła fantastyczny, ciepły dom. Podziwiam ją za to, co zrobiła, ale ja byłam inna. Jestem bardzo niezależną i samodzielną osobą i chyba to zdecydowało, że chciałam żyć inaczej. Jestem samotną mamą pracującą, czasami ktoś pomaga mi w opiece nad dzieckiem, sprząta dom i prasuje, ale moja córka nigdy nie jadła obiadów w szkole. Zawsze przygotowywałam jej obiady sama. Nawet jeśli kosztem była nieprzespana noc. Myślę, że jest to kwestia priorytetów i umiejętności zorganizowania sobie życia. To, co mi bardzo pomogło, żeby ułożyć sobie to samodzielne życie z córką to moja samodyscyplina. I nie chodzi o to, że nie potrafię sobie czasem odpuścić. Są momenty, kiedy poleżę przed telewizorem i obejrzę dobry film, uwielbiam jogę, kino i dobrą sztukę w teatrze. Z przyjemnością spotkam się ze znajomymi. Ale na co dzień wiem, że jeśli chcę realizować się zawodowo i być mamą dla mojej córki muszę być konsekwentna, dobrze zorganizowana i zdyscyplinowana. Mój dzień jest dokładnie zaplanowany – to, o której wstaję, kiedy wychodzę z domu, co robię, kiedy odbieram córkę ze szkoły lub z dodatkowych zajęć. Nie jest ci z tym czasem ciężko? Czasem myślę sobie, o ile byłoby mi łatwiej, gdybym miała partnera, który by mnie wsparł w tym wszystkim, z pewnych rzeczy odciążył, a przede wszystkim był moim przyjacielem. Ale skoro tak się ułożyło moje życie, to trzeba sobie z tym poradzić najlepiej jak się da. Poza tym nauczyłam się prosić o pomoc innych, na przykład kiedy coś mi wypada i trzeba odebrać moją córkę z zajęć. Często mamy obawy, że ktoś odmówi, że nie powinniśmy innym zawracać głowy swoimi sprawami. A ja z doświadczenia wiem, że jest inaczej. Większość osób mówi „Fajnie, że dzwonisz i że możemy pomóc”. Mam wokół siebie wielu fantastycznych ludzi, którzy wiele wnoszą w moje życie. Ja też staram się wiele z siebie dawać w tych relacjach. Uwielbiam ludzi mądrzejszych od siebie. Kiedy zaczynałam swoją drogę i czułam się jeszcze zakompleksioną młodą dziewczyną, pomyślałam, że jeśli chcę to zmienić, muszę otaczać się ludźmi, od których mogę się uczyć. Kiedyś moja nauczycielka wpisała mi do pamiętnika słowa, które stały się moim życiowym motto: „Żyj tak, aby ślady twoich stóp przeżyły ciebie”. Staram się zostawiać coś z siebie także w innych ludziach. Wróćmy do wyzwań zawodowych, które stoją przed samotną matką. Teraz, podobnie jak wiele innych mam w Polsce rozwijasz swoją firmę. Wcześniej pracowałaś w korporacjach. Czy firma wspierała cię w godzeniu ról – mamy i pracownika? Nie. A zabiegałaś kiedykolwiek o to? W firmie wiedziano, że byłam samotną mamą. Nie ukrywałam się z tym. Ale też starałam się tego nie wykorzystywać. Tak wszystko organizowałam, żeby moi współpracownicy i szefowie tego nie odczuwali. Prawda jest taka, że odbywało się to czasem kosztem mojego dziecka i miałam z tym bardzo duży problem. Uparłam się, żeby to wszystko pogodzić. Dziś widzę, że może za bardzo, że nic by się nie stało, gdybym czasem wzięła więcej wolnego. Zauważyłam, że my-kobiety często się krygujemy z tym, że jesteśmy mamami. Tak jakbyśmy się bały, że jeśli sobie trochę odpuścimy, to przełożeni stracą do nas zaufanie i nie pozwolą nam się już więcej realizować. Statystyki pokazują, że dla wielu kobiet to samodzielne macierzyństwo jest bardzo trudne – ledwo wiążą koniec z końcem, wiele z nich nie może znaleźć pracy, byli mężowie zalegają z alimentami. To duży problem. Przede wszystkim samotne kobiety mają przed sobą wyzwanie ekonomiczne – musimy zarobić za dwie osoby. Musimy utrzymać dom, dzieci. Nie mamy siatki bezpieczeństwa, kiedy tracimy pracę lub zaczynamy gorzej zarabiać. Wiele z nas nie ma luksusu, żeby powiedzieć – ta praca mi się nie podoba, więc rzucam ją i biorę pracę gorzej płatną, w której będę realizować swoje pasje. W organizację naszego życia, w obowiązki wkładamy dwa razy więcej wysiłku, bo musimy z tym wszystkim poradzić sobie same. To, że wiele kobiet nie radzi sobie w tej sytuacji jest zrozumiałe. Wiele z nas nie wie, co może zrobić. Zamykamy się więc w swoim świecie i boimy się wyjść, by sięgnąć po więcej. Bardzo ważne jest więc uświadomienie tym kobietom, że są fantastycznymi, utalentowanymi osobami, w których drzemie ogromna siła. Już sam fakt, że samodzielnie radzą sobie z wychowaniem dzieci pokazuje, jaki w nich drzemie potencjał. Wielu pracodawców niechętnie go dostrzega. Dla nich samotna matka to tylko kłopoty. Obawiają się, że nie weźmie na siebie odpowiedzialnych zadań, co chwila będzie chodziła na zwolnienia. Są niestety kobiety, które samotne macierzyństwo wykorzystują, żeby mieć w pracy taryfę ulgową. Ale wiele samotnych matek jest świetnymi pracownikami, bo są lepiej zorganizowane i bardziej efektywne, właśnie przez to, że muszą pogodzić więcej obowiązków. Pracując kilkanaście lat w bankowości i w korporacjach, starałam się zawsze wnosić coś ekstra. I nie chodziło o to, że musiałam komuś coś udowadniać, ale o to, by realizować swój potencjał. Moje doświadczenie mówi, że kiedy dajemy z siebie dużo, to procentuje i czasem nawet ten groźny szef okazuje się tolerancyjną i elastyczną osobą. Nie zamykajmy się i nie zakładajmy, że coś jest niemożliwe. Niektórym kobietom brakuje odwagi. Czują się zagubione, niepewne. Boją się ryzyka, bo są same z dziećmi i to je paraliżuje. Życie nauczyło mnie, że jeśli nie wyjdziemy do świata i nie powiemy, że szukamy swojej szansy, to świat nie wpadnie na to, żeby nam ją dać. Dziś podejście „Siedź w kącie, a znajdą cię” już nie działa. Trzeba wyjść do ludzi, powiedzieć – „Chcę się zmienić, chcę zmienić swoje życie, pomóż mi”, żeby dostać możliwości. Myślę, że najważniejsza jest umiejętność świadomego kształtowania swojego życia. To najdłuższa i najtrudniejsza praca, bo wiele z tych barier jest w naszych głowach. Każdego z nas spotykają w życiu momenty (rozwód, choroba, śmierć bliskiej osoby, utrata pracy), kiedy – mamy wrażenie – że świat nam się zawalił. Pojawia się myśl – jak sobie z tym wszystkim poradzę? A później zaczynamy żyć i okazuje się, że ze wszystkim sobie świetnie radzimy. Dlatego tak ważne jest, żeby kobiety, którym się udało mówiły o tym głośno. Pokazały innym kobietom, że jest to możliwe. Tak, to jest trudne, ale życie mamy jedno. Warto pomyśleć o swoich marzeniach i o tym, że tylko my możemy je dla siebie zrealizować. Nikomu nie służy, kiedy wiecznie zestresowana matka biegnie, bo musi odebrać dziecko, choć powinna jeszcze zrobić tysiąc innych rzeczy. Jeśli to zmieniamy i pokazujemy, że radzimy sobie, że jesteśmy świadome siebie i gotowe na wyzwania, to świat zaczyna nas zupełnie inaczej postrzegać. Kiedy my same dajemy sobie szansę, inni też chcą nam ją dawać. Tego uczysz swoją córkę? Uczę ją podejmowania wyzwań, decyzji, tego, że warto podjąć wysiłek, żeby osiągnąć swój cel. Jest nastolatką, więc czasem zdarza jej się, że nie ma ochoty iść na zajęcia dodatkowe, bo woli spotkać się z przyjaciółkami. Staram się jej więc pokazać, że obie te sfery są ważne, a jedna nie powinna cierpieć kosztem drugiej. Dlatego uczę ją planowania – tak, żeby znaleźć czas i na pracę, i na przyjaciół. Widzę, że to działa. Niedawno musiałyśmy podjąć decyzję o wyborze gimnazjum. Wybrała takie, gdzie poziom jest wyższy, choć trudniej się do niego dostać. I udało się – już wiemy, że dostała się do jednego z najlepszych gimnazjów. Ja z kolei staram się ją wspierać i dawać jej różne możliwości poznania swoich pasji. Pokazuję jej, że zawsze warto realizować siebie i swoje marzenia. I, że nie zawsze prosta droga jest dla nas najlepsza. Czasem musimy z czegoś zrezygnować, żeby w zamian coś dostać. Zdarza ci się czasem zrobić coś tylko dla siebie? To jeden z problemów samotnych matek – my ciągle uważamy, że nie mamy czasu, że wszystko jest ważniejsze, tylko nie my. A od tego powinnyśmy właśnie zacząć – od zadbania o siebie. Zdarza mi się wyjeżdżać bez córki na weekend lub krótki urlop. Ale zawsze wszystko jej tłumaczę – dlaczego tak robię, dlaczego tak się dzieje. Bywało, że podczas takich wyjazdów brakowało mi jej. Kiedy wracałam mówiłam jej po prostu – byłam w fantastycznym miejscu, do którego chciałabym cię zabrać. Teraz ja pokażę ci świat. I pokazuję. Obie uwielbiamy podróżować. *** Gościem wywiadu była Urszula Wiśniewska. Założycielka i Partner Zarządzający Independent Economic Experts’ Institute, w ramach którego organizowana jest Akademia Start & Up – ogólnopolski projekt edukacyjny skierowany do mikro, małych oraz średnich przedsiębiorstw, a także dla przyszłych przedsiębiorców z pomysłem na biznes. Posiada kilkunastoletnie doświadczenie zawodowe w zarządzaniu w różnych obszarach na różnych poziomach bankowości. Zajmowała się zagadnieniami ładu korporacyjnego w bankowości. Tworzyła oraz realizowała projekty edukacyjne łączące naukę z biznesem. Dodatkowo tworzy nowe kierunki rozwoju kadry bankowej na ogólnopolskich uczelniach, prowadzi wykłady z finansów, bankowości i zarządzania, uczestniczy w konferencjach, wydaje publikacje naukowe. Pracowała w dużych korporacjach międzynarodowych należących do jednych z największych grup finansowych na świecie ( Pekao Bank Zachodni WBK współpracowała z Komisją Nadzoru Finansowego oraz Związkiem Banków tytuł doktora nauk ekonomicznych Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie – specjalizacja bankowość. Ukończyła studia Executive MBA w Szkole Biznesu Politechniki Warszawskiej. Pracuje nad habilitacją dotyczącą modelu zarządzania bankiem.
Poznaj dziewczynę na miejscowej dyskotece. Dyskoteka czy pub to nie ma większego znaczenia, każde z miejsc, które służy do wyjścia i zrelaksowania się będzie dobrym pomysłem na szukanie samotnych kobiet. Podstawową zaletą takich miejsc jest to, że nikogo nie dziwi tam, że ktoś pyta nas o numer telefonu czy zagaduje.
Ania z Przewijaka popełniła ostatnio post o tym, że jest samotną, ale szczęśliwą mamą. Lubię Anię podczytywać i lubię wspierać kobiety na ich macierzyńskiej ścieżce, więc pod postem tym popełniłam komentarz, który ujmował sprawę nieco inaczej, czyli, że dziecko wychowane przez samotną matkę też może być szczęśliwe. Ku mojemu zdumieniu komentarz ten zaczął żyć własnym życiem, a przewijakowa Ania zainspirowała mnie do popełnienia wpisu na ten temat za co niniejszym dziękuję. Co myślą o tym naukowcy? Otóż po pierwsze Ania nie jest odosobniona w swoim samotnorodzicielskim szczęściu. Spośród badań na ten temat najciekawsze są te przeprowadzone przez kilka ośrodków badawczych w … Polsce [1]. Czemu w Polsce? Bo po pierwsze wsparcie socjalne dla samotnych rodziców w naszym kraju wypada blado na tle innych krajów UE, a po drugie społeczna akceptacja dla samotnego rodzicielstwa jest – no same wiecie jaka. Polska jest zatem wyśmienitym miejscem do zbadania jak naprawdę kształtuje się zadowolenie z życia samotnych matek. Co wykazały te badania? To co każda samotna matka doskonale wie – pomimo ewidentnych trudności (problemy finansowe, brak wsparcia itp.) wiążących się z samotnym rodzicielstwem nie ma absolutnie żadnych podstaw ku temu by stawiać znak równości pomiędzy samotną i nieszczęśliwą. Wykazano bowiem, że pojawienie się dziecka albo nie zmieniało albo wręcz zwiększało poziom zadowolenia z życia badanych kobiet. Co więcej samotne mamy deklarowały, że dziecko dodaje im siły, napędza do działania i pozwala podejmować życiowe decyzje, których nie były w stanie podjąć przed pojawieniem się dziecka. Muszę dodawać, że czasami podjęcie trudnej i rzutującej na całe życie decyzji może stać się początkiem drogi ku szczęściu właśnie? Innymi słowy badania potwierdziły to co Ania i inne blogerki już dawno wiedziały. I napisały. Przejdźmy więc do tego co wszystkich tak bardzo zainteresowało, czyli czy samotny rodzic może wychować szczęśliwe dziecko? W zeszłym roku przeprowadzono zakrojone na szeroką skalę badania, sprawdzające to jak szczęśliwe są dzieci w zależności od modelu rodziny w jakim przyszło im dorastać (samotny rodzic, rodzice biologiczni, rodzic biologiczny + macocha/ojczym i inne tego typu konfiguracje) [2]. Grupa badawcza była imponująca bo obejmowała aż 12 000 siedmiolatków. Oczywiście poziom ich szczęśliwości nie był analizowany jakimiś wysublimowanymi metodami badawczymi, tylko najzwyczajniej w świecie pytano je czy i jak często czują się szczęśliwe. W grupie dzieci wychowywanych przez samotnych rodziców 36% maluchów deklarowało „zawsze jestem szczęśliwy”. Zastanawiacie się pewnie jaki odsetek dzieci wiecznie szczęśliwych był w grupie wychowywanej przez rodziców biologicznych lub przez rodzica biologicznego i macochę/ojczyma? Dobrze się domyślacie. Taki sam! 36% dzieci deklaruje, że ma szczęśliwe dzieciństwo i to niezależnie od tego w jakim modelu rodziny się wychowuje. Badania, które z pewnością pochłonęły nieco pieniędzy potwierdziły kolejny truizm – nie ilość a jakość ma znaczenie. I wiecie co? Ja dorosłe już dziecko, które było samotnie wychowywane przez mamę też bez wahania odpowiedziałabym zawsze jestem szczęśliwa. Co więcej rozmawiałam z Wirgiliuszem na temat naszych znajomych, których samodzielnie wychowały mamy. Wyszło nam że wszyscy wyglądają na całkiem zadowolonych z życia. Ba! Wbrew ponurym statystykom sugerującym, że ich szanse na wykształcenie i sukces życiowy są marne, wszyscy są wykształceni i całkiem dobrze sobie radzą w życiu. Nie oznacza to oczywiście, że zawsze jest tak różowo – ponure statystyki w końcu skądś się biorą. Oznacza to jedynie, że jak się chce to wszystko można. Sama zresztą mam 29 lat, od wielu lat jestem w szczęśliwym związku, mam dwójkę fajnych dzieci, przyjaciół na których mogę liczyć, doktorat i parę sukcesów zawodowych na koncie. I choć wiem, że punkt w którym się teraz znajduję jest wypadkową wielu czynników to wiem też że w dużej mierze przyczyniła się do tego moja mama i jej samotne macierzyństwo. Czemu? Bo szybciej niż rówieśnicy dowiedziałam się, że życie bywa trudne, krótkie i nieprzewidywalne, a to uczy pokory i pomaga zachować dystans. Bo patrząc jak moja mama staje na głowie żeby nas jakoś utrzymać (a łatwo nie było!) szybko nauczyłam się, że z (prawie) każdej sytuacji jest jakieś wyjście nie zawsze idealne, ale zawsze jakieś. Bo od dzieciństwa miałam okazje na żywym organizmie obserwować, że niezależnie od wszystkiego trzeba być w życiu samodzielnym, a świadomość tego motywuje i każe ruszyć cztery litery. Bo, co najbardziej istotne, mam mamę która musiała być i mamą i tatą jednocześnie, ale była przy tym na tyle mądra, że łącząca nas więź jest z gatunku bezpiecznych i bardzo silnych (więcej tu). Każdy neurobiolog albo psycholog powie Wam, że taka więź z przynajmniej jednym opiekunem to fundament na którym można zbudować naprawdę fajne życie. Nie twierdzę, że moje życie byłoby mniej szczęśliwe gdyby był w nim obecny tata. Twierdzę jedynie, że na pewno nie byłoby bardziej. I na tym pozwolę sobie zakończyć te ckliwe wynurzenia bo to nie jest moja domena i trochę tabloidowo mi wychodzi. Samotne matki zapewniam zatem, że nie ma przeszkód ku temu by Wasze dzieci byłe bardzo szczęśliwe. Musicie tylko być dla nich fajnymi, mądrymi i kochającymi rodzicami. No i czytać bo u nas dużo ciekawych rzeczy znajdziecie. Na przewijak też zaglądajcie! Prawie zapomniałam o najważniejszym! Droga samotna matko! Świetnie sobie radzisz i nie musisz szukać zapewnienia o tym na jakimś blogu w internecie (skoro tu trafiłaś to domniemywam, że tak było). Najlepszy dowód na to że świetnie dajesz radę jest w pokoju obok i bawi się swoimi zabawkami. Idź do niego i zobacz to szczęście w oczach jak Cię zobaczy. No już zmykaj! Zdjęcie szczęśliwych maluchów dzięki uprzejmości i talentowi Happy Photos.
W dniu 1 lipca 2022 roku nastąpiła likwidacja ulgi dla samotnej matki w wysokości 1 500 zł. Rząd postanowił wrócić do wcześniej obowiązującej formy preferencji, czyli możliwości wspólnego rozliczenia z dzieckiem. Pojawiły się jednak znaczące zmiany, które wpłyną korzystnie na ostateczną kwotę obniżenia podatku.
Według raportu "Rodzic bez pary" główną przyczyną zostania samotnym rodzicem był rozwód lub rozstanie z partnerem (76 proc.). To oznacza, że większość samotnych mam ma już pewne, zwykle negatywne doświadczenia, które rzutują na ich obecne podejście do sprawy nowego partnera. Do tego dołącza problem obciążenia psychicznego i fizycznego oraz konieczność podołania obowiązkom obojga rodziców. Jak w tej sytuacji znaleźć czas tylko dla siebie i otworzyć się na nowy związek? Czy mama singielka – rzucona w wir samotnego rodzicielstwa – ma szansę na miłość? - Fajnie byłoby mieć przy sobie mężczyznę, który byłby przy mnie i wspierałby – tak w ogóle, nie tylko w sprawach związanych z moją córką, ale dość długa przerwa w randkach i spore straty w życiu towarzyskim spowodowały, że zupełnie nie wiem, jak mogłabym go szukać, próbuję więc w sieci – przyznaje Ewa, mama 4-latki. - Czas na miłość znalazłby się, ale ja niestety jestem matką, ojcem, złotą rączką, kucharką, sprzątaczką – mówi dalej Ewa. – Nie jest przyjemnie oglądać szczęśliwe pary z dziećmi na placu zabaw, gdzie ja zawsze przychodzę z córką sama, czasem z koleżanką. Przybrany ojciec Blisko połowa samotnych mam przyznaje, że nowe relacje próbuje nawiązywać przede wszystkim w sieci, w serwisach randkowych, przy czym zwykle uważają, że samotnemu rodzicowi trudniej jest znaleźć partnera niż bezdzietnemu singlowi. Wśród oczekiwanych cech potencjalnego partnera, najczęściej wymieniają troskę o rodzinę, miłość i wierność. Jednak tylko co szósty rodzic wprost deklaruje, że aktywnie szuka nowego partnera. Do takich rodziców należała Idiomka, mama 13-letniego dziś Mikołaja, która przez pięć lat spotykała się z mężczyznami poznanymi w serwisie randkowym Niektóre nawiązane tam znajomości kończyły się już po pierwszym czy drugim spotkaniu, zdarzyła się też jedna dłuższa znajomość, ale nie skończyła się happy endem. - Samotną mamą zostałam w wieku 24 lat, mój syn miał wtedy pięć miesięcy i prawdę mówiąc, zmiana mojego stanu nie była dla mnie jakąś gigantyczną niespodzianką – spodziewałam się jeszcze przed porodem, że coś takiego może nastąpić, choć nie wiedziałam, że tak wcześnie – tłumaczy. – W momencie, kiedy okazało się, że jestem skazana na siebie, wiedziałam, że nie chcę być samotną do końca życia, że mój syn będzie potrzebował substytutu ojca, że będę chciała się z kimś związać. Nie wszystkie mamy potrafią się jednak zdecydować na podobny krok. Czasem myśl o nowym, obcym mężczyźnie w ich życiu, wywołuje ich ostry sprzeciw. - Nie wyobrażam sobie wprowadzenia jakiegokolwiek mężczyzny do domu – pisze Samotna Matka. – Mężczyzna musi nauczyć się kochać własne dziecko, nauczyć się zbudować z nim więź, którą matki mają wrodzoną. Nigdy nie pokocha tak obcego dziecka. Prawdą też jest, że zawsze będzie tym drugim. Nie sądzę, że byłby w stanie to znieść. - Obcy facet nigdy nie zaakceptuje mojego dziecka, kilkakrotnie już się o tym przekonałam i nie chcę tego powtarzać więcej – potwierdza Andaluzja. - Mamy powinny pamiętać o tym, aby brać pod uwagę zarówno potrzeby dziecka, ale też i własne - tłumaczy Małgorzata Ohme, psycholog i redaktor naczelna magazynu "Gaga". - Warto więc szukać fajnego partnera dla siebie, ale także fajnego ojczyma i opiekuna dla dziecka. Potrzeby dziecka są dla kobiety najważniejsze i tych dwóch spraw nie można rozdzielić, dlatego nawet, jeśli na początku wydaje się, że nowy partner idealny, po pewnym czasie, gdy przestaje się go widzieć przez pryzmat różowych okularów, może się okazać, że nie stał się on równocześnie dobrym opiekunem dla dziecka. Wtedy prawdopodobnie nie uda się stworzyć z nim związku. Mimo wszystko często się to udaje - niezwykle rzadką jest sytuacja, gdzie partner nie staje równocześnie kimś ważnym w życiu dziecka. Kryzys kobiecości Brak zaufania i obawa przez zranieniem są postrzegane jako duży problem przez te mamy, które nie szukają ani nowego partnera, ani przybranego ojca dla swojego dziecka. Wśród barier pojawiają się te związane z konsekwencjami nowego związku dla dziecka i brak akceptacji dziecka przez partnera. Najważniejsze są jednak osobiste doświadczenia z poprzednich związków. Idiomka twierdzi, takich obaw miała znacznie więcej, szczególnie na początku, gdy została sama, a sprawa rozstania z poprzednim partnerem była dość świeża.. - Miałam kryzys kobiecości. Zastanawiałam się, czy nadal jestem kobietą, czy już przede wszystkim matką - wspomina. - Również okupione stresem było pierwsze pójście do łóżka z mężczyzną, po stosunkowo długiej przerwie. Odbierałam to bardziej jako sprawdzian swojej seksualności, fizjologicznej kobiecości niż jako naturalną konsekwencję budowanej relacji. Myślę, że na moje ówczesne postrzeganie wielu spraw, negatywny wpływ miały dość powszechne stereotypy, mówiące o negatywnych zmianach zachodzących w ciele kobiety po porodzie oraz o roli matki. - Na początku, gdy zostałam sama, byłam załamana - mówi z kolei Ewa. - Pomyślałam sobie: który facet będzie chciał taką starą babę jak ja, w dodatku z dzieckiem? Byłam pewna, że nikt nie zainteresuje się 40-letnią kobietą po przejściach. Choć w pewnym sensie pomyliłam się, bo mężczyźni dość chętnie nawiązują ze mną kontakt. - Takie myślenie jest pokłosiem zamierzchłych czasów, to podejście naszych babć czy mam, dla których bycie matką z dzieckiem było czymś nienaturalnym i społecznie nieakceptowanym. To typowe kierowanie się stereotypami, bo ani wiek matki, ani dziecka nie ma znaczenia. W każdym momencie życia dziecka pojawią się jakieś problemy. Dla młodych matek z małymi dziećmi kłopotem może być to, że dziecko wymaga więcej uwagi, ale z drugiej strony łatwiej się przywiązuje. Z kolei starsze dziecko jest bardziej samodzielne i kobieta nie ma tak dużego problemu wygospodarowania czasu dla partnera, ale z kolei ten musi już sobie "zapracować" na akceptację nastolatka. Matka samotnie wychowująca dziecko w zestawie Ewa uważa jednak, że mężczyznom w jej wieku zależy jedynie na zabawie, chwilowym flircie. O zaangażowaniu nie ma mowy, bo – jej zdaniem – żaden z nich nie chce wziąć na siebie odpowiedzialności za nie swoje dziecko. Często słyszy, że jest atrakcyjna i że niczego jej nie brakuje, jednak gdy ona zaczyna dawać do zrozumienia, że liczy na większe zaangażowanie, znajomość po prostu się kończy. Wiele mam, podobnie jak Ewa, ma złe doświadczenia związane z informowaniem potencjalnych partnerów o posiadaniu dziecka. Prawie wszystkie (94 proc.) uważają jednak, że o fakcie należy poinformować drugą stronę już na początku znajomości. Idiomka nigdy nie ukrywała, że ma syna. Wszyscy, z którymi się spotykała wiedzieli, że jest "w zestawie", bo uważa, że w przypadku najistotniejszych kwestii należy być szczerym od początku. W swoim profilu w Sympatii jasno określiła swoją sytuację rodzinną, co – jak twierdzi – oszczędziło jej obserwowania reakcji panów niemile zaskoczonych faktem jej macierzyństwa. Zaznacza też, że nie każdy z mężczyzn, z którymi się spotykała, miał okazję poznać jej syna. - Będąc nastolatką, obejrzałam film "Kochankowie mojej mamy" – wspomina. – Kiedy zostałam samotną matką, przypomniał mi się tamten obraz i przyszło mi do głowy, że nie chcę, aby mój syn miał okazję obserwować korowód mężczyzn przemykających przez moje życie. Dlatego od początku wprowadziłam zasadę, że oddzielam dwa światy – świat moich prywatnych relacji z mężczyznami od świata mojego syna, do czasu, kiedy uznam, że znajomość z kimś dobrze rokuje. Dzięki tej zasadzie, przed moim obecnym partnerem, mój syn poznał tylko jednego mężczyznę, z którym się spotykałam. Samotne matki szukają partnera w sieci Ewa przyznaje, że z obawy przed odrzuceniem zdarza jej się ukryć fakt posiadania dziecka przed mężczyznami, których poznaje wirtualnie. Chciałaby się z kimś związać, ale wszystkie podjęte przez nią próby kończą się fiaskiem, co przypisuje temu, iż jest matką. Próbuje kogoś poznać za pośrednictwem kilku serwisów randkowych i rozmawiając na czatach, a robi to od czasu, gdy jej córka skończyła trzy miesiące. Włączenie komputera, gdy jej córka już zaśnie, i rozmowy przez internet stały się jej codziennym rytuałem. Szuka kogoś, kto ją wesprze i zaakceptuje jej sytuację. Niestety bez skutku, dlatego przestaje wierzyć w sukces. Internet to jej okno na świat i – jak uważa – jedyna możliwość kontaktu z mężczyznami. Jednak ci, gdy usłyszą, że ma małe dziecko, zaczynają jej unikać. Czy warto związać się z matką czyjegoś dziecka? Zapraszamy was do dyskusji na forum! >> Sylwia Stodulska-Jurczyk Artykuł ukazał się w serwisie: Boisz się kobiet 4S? ❯Samotna matka to niestety coraz częstszy przypadek na tle „rodzinnych obrazków”. Niezależnie od tego, dlaczego kobieta samotnie sprawuje opiekę nad dzieckiem, zawsze jej matczyne obowiązki są wzmożone, ponieważ wymagają zapewnienia dzieciom nie tylko opieki w domu, ale również zaplecza finansowego, bytu materialnego. Samotna matka, nie mogąc często wyegzekwować od ojca dzieci należnych alimentów, zmuszona jest pójść do pracy i samodzielnie dźwigać ciężar samotnego rodzicielstwa. Zobacz film: "Jak zadbać o prawidłowe relacje z dzieckiem?" spis treści 1. Problemy matek samotnie wychowujących dzieci 2. Co znaczy samotne macierzyństwo? 3. Samotna matka a dzieci 1. Problemy matek samotnie wychowujących dzieci Samotne matki zawsze były obecne, żyją i na pewno będą dalej istnieć. Dawniej wychowywanie dziecka bez ojca było wręcz niedopuszczalne, dziś znajduje coraz więcej zrozumienia i poparcia w społeczeństwie. Czasem jest to jedyna słuszna decyzja, jaką może podjąć matka, aby chronić siebie i dziecko, czasem jest to wynik tragicznego zdarzenia, czasem po prostu świadomy wybór. Niezależnie od przyczyny tego stanu, samotne matki stają przed obliczem wielu problemów: osobistych, rodzinnych, wychowawczych, społecznych itd. Jeśli kobieta decyduje się samotnie wychować dziecko z nieślubnego związku, często jest skazana na ostracyzm społeczny i niezrozumienie, ponieważ, jak mówi wielu: „sama jest sobie winna”. Niejednokrotnie ludzie z otoczenia kobiety wydają też niesprawiedliwe wyroki i rozgłaszają nieuczciwe opinie, gdy odchodzi ona od męża z powodu jego alkoholizmu, psychicznego znęcania się nad rodziną, molestowania czy bicia. Taka kobieta musi nie tylko poradzić sobie z psychicznym rozchwianiem, ale także umieć znieść społeczne, często raniące i nieprawdziwe osądy. Nie mniej bolesnym doświadczeniem dla samotnej matki jest śmierć męża, pozostanie samą z dziećmi, z ogromną raną i poczuciem osamotnienia po stracie ukochanej osoby. Samotne matki muszą być silne, ponieważ zdają sobie sprawę, że tylko do nich należy teraz zaspokajanie potrzeb bytowych rodziny i wychowywanie dzieci. Gdy samotne macierzyństwo związane jest ze śmiercią męża, dodatkowo kobiety muszą umieć wyjaśnić dzieciom stratę i starać się być dla nich duchowym oparciem, mimo tego, że same czują ogromny żal, są samotne, zdruzgotane i zrozpaczone. To wszystko nie jest łatwe, rodzi problemy, cierpienie, grozi psychicznym załamaniem. Dobrze jest, jeśli samotna mama z dzieckiem może liczyć na pomoc ze strony rodziny, np. własnej matki czy babci. Wtedy wie, że nie została z problemami sama. Samotne mamy stają często przed koniecznością godzenia obowiązków domowych (sprzątanie, gotowanie, pranie itp.) z obowiązkami zawodowymi. Jeśli wcześniej nie pracowały, teraz muszą podjąć pracę, by zapewnić dzieciom właściwy byt, odpowiedni status materialny. Często martwią się o to, jak wychowają dzieci, czy same sobie poradzą, czy czegoś nie zaniedbają. Nie mają czasu dla siebie, oddając się dzieciom i pracy zarobkowej. Mimo że czują się osamotnione, często nawet skrzywdzone i boją się o własną oraz dzieci przyszłość, nie chcą tego okazywać, kumulując w sobie negatywne emocje. Przeciążenie pracą, zmęczenie i permanentny stres grożą osłabieniem stanu zdrowia nie tylko fizycznego, ale i psychicznego. 2. Co znaczy samotne macierzyństwo? Problemy z wychowywaniem i utrzymaniem dzieci są wspólne dla rodzin matek niezamężnych, wdów, jak i kobiet rozwiedzionych. Brak ojca w rodzinie często wiąże się z gorszą od przeciętnej sytuacją ekonomiczną. Z reguły na trudności finansowe najbardziej narażone są wdowy do tej pory niepracujące, lecz zajmujące się wychowaniem dzieci oraz matki niezamężne, tzw. panny z dziećmi. Wdowieństwo kobiet zależnych budżetowo od męża wymaga całkowitego przeorganizowania życia. Kobieta musi niejednokrotnie dokształcać się czy pójść na jakieś przygotowanie zawodowe, by móc podjąć pracę umożliwiającą utrzymanie domu i dzieci. Często wiąże się to z przełamaniem jej lęku dotyczącego obecności na rynku pracy. Często matki samotnie wychowujące dzieci mają problemy lokalowe, np. nie posiadają własnego mieszkania. Czasami ich wykształcenie jest średnie, a nawet tylko podstawowe. W wielu wypadkach rodziny matek niezamężnych tworzą środowiska patologiczne. Ponieważ kobiety te wywodzą się z takiego otoczenia socjalnego, często obniża to wartość tych rodzin jako środowiska wychowawczego. Jeżeli nie radzą sobie z samotnym macierzyństwem, mogą liczyć na pomoc w domach samotnej matki. Pogodzenie obowiązków zawodowych i domowych przez kobietę samotnie sprawującą opiekę nad dzieckiem wymaga niezwykle dużego wysiłku i zaangażowania. Jako jedyna żywicielka rodziny musi ona często podejmować dodatkowe prace zarobkowe, by zapewnić dzieciom niezbędne warunki materialne. Do tego dochodzi także doglądanie edukacyjnego rozwoju dzieci (sprawdzanie prac domowych, zapewnianie pomocy naukowych, kupowanie zeszytów, podręczników i innych przyborów edukacyjnych, chodzenie na wywiadówki itp.). Obowiązki domowe, praca zawodowa, wypełnianie obowiązków rodzicielskich sprawiają, że pozostaje mało czasu na dłuższe kontakty z dziećmi, na wspólne rozmowy i bycie z sobą. 3. Samotna matka a dzieci Wzory wychowawcze, jakie narzucają samotne matki swoim dzieciom, nie różnią się zasadniczo od wzorów wychowawczych z rodzin pełnych. Samotne mamy pragną, na miarę swoich możliwości, zapewnić pociechom dobre warunki materialne w przyszłości. Dążą do tego, by ich dzieci zdobyły wykształcenie, dobry zawód i pozycję społeczną. Pragną wykształcić w dzieciach dobre cechy charakteru, a ich autorytet i zachowanie mają niebagatelny wpływ na proces socjalizacji maluchów. Brak autorytetu matki wśród dzieci, nieliczenie się z jej zdaniem i często ignorowanie jej osoby (związane z ukaraniem za brak ojca) skutkują negatywnymi relacjami na linii matka-dzieci, stają się źródłem konfliktów i pogłębiają poczucie samotności. Uzyskanie autorytetu przez matkę ułatwia jej skuteczne stosowanie środków wychowawczych. Oddziaływanie wzorców osobowych matek jest tym silniejsze, im większa więź emocjonalna z dziećmi, naturalne właściwości moralne i rodzaj naśladowanych zachowań. Dzieci akceptują sytuację wychowywania się w niepełnej rodzinie, jeśli czują się akceptowane, bezpieczne i kochane. Brak ojca i męża w rodzinie często jednak grozi zachwianiem postawy matki. Kobiety samotnie wychowujące dzieci, zwłaszcza rozwódki i kobiety niezamężne, mają często negatywny obraz mężczyzny. Nie odczuwają potrzeby obecności mężczyzny w rodzinie, czasami pragną pokazać swoją zaradność i umiejętność życia w pojedynkę. Niejednokrotnie odbija się to na dzieciach i ich postrzeganiu w przyszłości własnego życia rodzinnego. Brak ojca w rodzinie grozić może zaburzeniami przygotowania córki czy syna do pełnienia roli związanej z płcią. Chłopcy poznają tylko kobiece wzorce zachowania i nie mają możliwości konfrontowania ich z męskimi zachowaniami. Dziewczynki natomiast, zwłaszcza w okresie dorastania, pozbawione są możliwości wypracowania obrazu męża na podstawie ojcowskiego wzorca. Brak ojca w rodzinie, ograniczone z nim kontakty, upośledzają życie rodzinne, co przejawia się wysokim poziomem niepokoju u matek i u dzieci, poczuciem lęku i obawami o przyszłość. Po rozwodzie niekiedy niepokój występuje w mniejszym nasileniu, ponieważ zmienia się sytuacja rodzinna (np. odcięcie się kobiety od męża alkoholika). Cała rodzina odczuwa jednak swoją niepełność. Lęk i poczucie niepewności jest zwykle bardzo silne u wdów, które całe życie podporządkowały do tej pory wychowywaniu dzieci. Rosnąca w nich obawa czasem jest tak duża, że popycha do nałogów, w których szuka się zapomnienia, np. do alkoholizmu. Niektóre matki przejawiają silną tendencję do zacieśniania więzów z dziećmi, chcąc niejako zrekompensować im brak ojca. Wykazują postawę nadmiernie ochraniającą, co może rodzić w dzieciach chęć odcięcia się od matki, agresję, stronienie od wzajemnych kontaktów i dążenie do izolacji. Czasem postawa nadmiernie ochraniająca w przypadku synów skutkuje wypaczeniem u nich pojmowania roli kobiety w związku i grozi trudnościami w przyszłych relacjach uczuciowych syna z kobietami. Chłopiec może w przyszłości bowiem oczekiwać od kobiety nie partnerki życiowej, lecz matki, pocieszycielki i „rozwiązywacza problemów”. polecamy.