Kiedy zaczynamy czytać słowo Boże, wtedy ono „czyta” nasze życie. My „czytamy” Boga, a On „czyta” nas. Na tym polega Boże czytanie — lectio divina. Duch Boży, który tchnie kędy chce, wyznacza czytającemu drogę do spotkania z życiem zawartym w Jego słowie. To słowo Boże wyznacza rytm życia, a więc także rytm modlitwy serca — „rytm” naszych słów. Boże czytanie nie jest sposobem modlitwy, ustalonym przez człowieka. Jest modlitwą „ustalaną” w człowieku przez słowo Boże. Starożytni chrześcijanie unikali proponowania metod modlitwy, ponieważ nie chcieli, aby duch ludzki przywiązywał się do metod, zamiast do słowa Bożego, które przekracza wszelkie schematy rozumowania. Słowo jest nieprzewidywalne, prowadzi zawsze drogami nowymi, do tej pory nieznanymi. Zanim nastały szkoły duchowości, a z nimi metody modlitwy myślnej, podkreślano jedną modlitwę — tę zakorzenioną w tekście biblijnym. Modlitwa — według starożytnych pisarzy — jest jak drabina oparta o „ziemię” — o tekst biblijny i sięga aż do nieba — prowadzi przez medytację słowa i modlitwę serca do kontemplacji. Wszystko rodzi się i owocuje z ziarna słowa. To znamienne, że Jan Paweł II w programie na trzecie tysiąclecie zapisał powrót do tej właśnie modlitwy słowem. „Konieczne jest zwłaszcza — stwierdził — aby słuchanie słowa Bożego stawało się żywym spotkaniem, zgodnie z wiekową i nadal aktualną tradycją lectio divina, pomagającą odnaleźć w biblijnym tekście żywe słowo, które stawia pytania, wskazuje kierunek, kształtuje życie” (NMI, 39). Począwszy od średniowiecza, próbowano opisać modlitwę, która rodziła się z Bożego czytania. Podczas modlitewnego spotkania ze słowem Bożym zaobserwowano cztery „momenty”: lectio, meditatio, oratio i contemplatio. Należy je rozumieć nie tyle jako kolejne stopnie modlitwy, ile raczej jako uzupełniające się momenty w jednym jedynym doświadczeniu żywego spotkania ze słowem. To, co dzieje się z czytającym, kiedy z wiarą otwiera się na żywe słowo, przedstawił kartuz Guigo II, któremu nota bene przypisuje się ów klasyczny „podział na cztery” w opisie lectio divina: „To tak, jakby czytanie podawało ustom jeszcze stałe pożywienie, medytacja je przeżuwała i przełamywała, modlitwa je smakowała; kontemplacja utożsamia się także ze słodyczą, która wzbudza radość i pokrzepienie”. Lectio divina zatem to spotkanie ze słowem, które karmi nas życiem Bożym. W lectio czytający otwiera „usta” na treść słowa; w meditatio „trawi” je; w oratio „smakuje” słowa, tak iż serce, dotknięte jego smakiem, zaczyna modlić się do Boga — raz Go uwielbia, innym razem błaga czy korzy się przed Nim; w contemplatio zaś doświadcza łaski takiego stanu rozmiłowania w słowie, że wręcz utożsamia się z jego treścią, więcej: jednoczy się ze Słowem Osobowym, tak iż może powiedzieć: „Już nie ja żyję, lecz żyje we mnie Chrystus” (Ga 2,20). Konkretne wydarzenie Najpierw uchwyćmy tekst (Łk 24,13-35) w jego całości. Dokonajmy krótkiej syntezy lektury duchowej, by potem, krok po kroku, „zbierać” i zgłębiać słowo. Łukasz w niezwykle żywy i obrazowy sposób relacjonuje historię dwóch uczniów, którzy — rozgoryczeni wydarzeniami „ostatnich dni” — uchodzą z Jerozolimy do Emaus. Nie wiedzą, że idą donikąd. „Zgarbieni” przez cierpienie, potrafią dzielić się jedynie bólem. Podczas gorącej wymiany zdań, która bardziej przypominała kłótnię niż dialog, spotykają, nie wiedząc o tym, Zmartwychwstałego. Rozmawiają z Nim w drodze, aż do wieczora, a z każdym krokiem zmienia się ich stan ducha. Ujęci osobą i słowami Nieznajomego, nalegają, by pozostał z nimi. Wchodzą razem do domu. Siadają do stołu i rozpoznają Go przy łamaniu chleba, ale wtedy On znika im sprzed oczu. Ich serca płoną. W tej samej chwili wstają od stołu i wracają do Jerozolimy — dokładnie tam, skąd uciekli. Spotykają innych, którzy już wiedzą o Jego zmartwychwstaniu. Oni też dzielą się swoim doświadczeniem. Razem „smakują” życie. Dlaczego Łukasz opisał to wydarzenie? Z pewnością kierował się jakąś intencją. Przywołanie historii dwóch uczniów musiało mieć duże znaczenie dla wspólnoty. Dla niej je zredagował. We wspólnocie Łukasza prawdopodobnie pojawił się kryzys wiary, spowodowany sytuacją historyczną i społeczno-religijną. I oto Ewangelista, pasterz wspólnoty, przypomina doświadczenie uczniów Jezusa, którzy żyli bardzo blisko Niego, ale pośród historii uwikłanej w grzech, pośród niezrozumiałych wydarzeń i cierpienia, nie potrafili odnaleźć sensu życia i obecnego wśród nich Jezusa. Nie widzieli Go i nie doświadczali Jego bliskości. Byli rozczarowani, bo spodziewali się, że On przemieni świat i ich wyzwoli. I chociaż inni z przekonaniem powtarzali, że On żyje, oni wątpili. Nie dostrzegali Jego działania we własnej codzienności. Nie zauważyli, że historia ich życia jest historią zbawienia. Łukasz, opisując pod natchnieniem to wydarzenie, pozostawił i nam żywe słowo, w którym tchnie Duch. Ewangelizuje nas samych, nasze wspólnoty, ilekroć z wiarą i uważnym sercem słuchamy. Duch bowiem tchnął nie tylko w chwili, gdy Łukasz zapisywał konkretne słowa, ale tchnie także „tu i teraz”, gdy czytamy je z wiarą. On zapewnia Pismom „wieczną młodość” (św. Ireneusz). Słowo jest „żyjące i skuteczne” (por. Hbr 4,12). Historia idących do Emaus powtarza się codziennie w Kościele i w świecie. Wszystko, co wydarzyło się w drodze, ma miejsce w naszym życiu, które toczy się między Jerozolimą a Emaus. Pamiętajmy, że Łukasz pisze Ewangelię dla uczniów, którzy, jak my, znali prawdę o zmartwychwstaniu Chrystusa, ale którzy pośród doświadczeń zdają się ją gubić, jakby pozostając przy wydarzeniach Wielkiego Piątku. Gdy ponownie odkryją dobrą nowinę o tym, że Jezus żyje, stanie się ona światłem, które rozświetli ich mroczną historię i zawróci ich z drogi rozczarowania i zwątpienia. Pozwoli im wrócić do Jerozolimy i na nowo odnaleźć siebie i swoją wspólnotę. Nam ta Ewangelia może codziennie wyjaśniać to, co aktualnie przeżywamy. W tradycji Kościoła wydarzenie opisane przez Łukasza przedstawiane jest jako „ikona” lectio divina. Jest to, w rzeczy samej, pierwsza lectio divina w chrześcijańskim znaczeniu (L. Saraceno). Pokazuje, na czym polega Boże czytanie Biblii w codzienności, jak prowadzi ono do „pałania serca” i kontemplacji, jak pomaga odczytać na nowo kierunek i sens życia. Mistrzem na tej drodze jest sam Jezus i Jego słowo. Spróbujmy w takim właśnie kluczu spotkać się z ewangelicznym opisem Łukasza. Chciejmy zgłębiać w tym wydarzeniu słowo, które „czyta nasze życie” i pomaga nam zobaczyć, co wydarza się w nas, gdy przyjmujemy je z wiarą. Obserwujmy przy tym uważnie, w jaki sposób nas ono prowadzi, jakie doświadczenia w nas budzi i do czego wzywa. Lectio: odnaleźć i usłyszeć serce tekstu Żywa i skuteczna lectio zakłada należytą auditio. Można bowiem czytać słowo i go nie słyszeć. Tymczasem pierwsze jest: „Słuchaj”. Trzeba najpierw usłyszeć słowo, uchwycić jego sens, jego główne przesłanie. Bez tego „usłyszenia” tekst pozostaje dla nas niemy i „bez sensu”. Tak było z uczniami idącymi do Emaus. Znali Pisma. Znali także samego Jezusa, słuchali Go często. Nie potrafili jednak czytać wydarzeń tak, jak czyta je Bóg. Ich oczy i uszy były na uwięzi własnych przeżyć. Słyszeli głównie siebie, swój ból, swoje oczekiwania... i rozczarowania. Nie byli w stanie usłyszeć więcej. Jest to sytuacja ucznia, który, choć jest „uczonym w Piśmie”, nie jest zdolny — w takim stanie — do duchowej lektury Pisma. Być może przebrnął nawet przez lekturę egzegetyczno-naukową, ale nie potrafi czytać do końca — w Duchu. Oczywiście, czytanie i rozumienie „litery” jest ważne. Bez uchwycenia sensu litery niemożliwe jest czytanie w Duchu. Samo określenie „Pismo” mówi nam, że spotkanie z żywym słowem dokonuje się najpierw przez spotkanie ze słowem pisanym. Jednak spotkanie z „literą” jest dopiero początkiem słuchania słowa. Pierwsze doświadczenie w lectio jest zwykle trudne. Oto pragniemy spotkać się ze słowem niezgłębionym, a napotykamy na ograniczoność „martwych” słów, które nierzadko są jak kamień (M. Masini). Pragniemy spotkać się z żywym słowem, a napotykamy na nieprzystępność litery. Św. Grzegorz tak zapala nas do lectio: „Jak z zimnego kamienia uderzanego młotem wyskakują gorące iskry, tak z czytania słowa Bożego, za natchnieniem Ducha Świętego uwalnia się ogień”. I zachęca: „Ucz się poznawać serce Boga w słowach Boga”. Warto podjąć trud przejścia poprzez „literę” słowa, ponieważ pod nią ukrywa się wciąż nam się udzielające życie Boga. Tym życiem — jak wyraźnie wskazuje św. Łukasz — jest sam Jezus, który wyjaśnia Pisma. W Nim każde wydarzenie staje się zbawcze. To On stanowi centrum tekstu Łukaszowego — nie uczniowie, nie ich oczekiwania czy rozczarowania. Należy rozpoczynać od wsłuchiwania się w Słowo. Kiedy uczniowie zaczynają skupiać się na Nim i słuchać Go, wówczas życiu zostaje przywrócony porządek i właściwy kierunek. Spostrzegamy, że przez Jego słowo wszystko staje się zrozumiałe. Meditatio: słowo dla mnie i o mnie Kiedy udaje nam się odnaleźć serce tekstu, owo centrum, którym jest sam Jezus, wtedy odnajdujemy sedno przesłania. Ono staje się dla nas kluczem do duchowej lektury. Dzięki niemu możemy teraz „zbierać” i zgłębiać słowo dla nas. Rozpoczyna się meditatio. W niej wszystko jest ważne: słowo, które jest zgłębiane, a także ten, kto je zgłębia. Słowo bowiem jest zawsze o mnie i dla mnie. Bóg mówi do mnie, aby przywrócić mi życie, oczyścić je, pogłębić. Im głębiej odczytuję słowo, a w nim Boga, tym głębiej odczytuję swoje życie. Tak dzieje się z dwoma uczniami idącymi do Emaus. Kiedy odczytują sens słowa, to znaczy poznają Jezusa, wtedy poznają głębiej siebie: poznają, że serce w nich pała. Zauważmy jednak, jak poznają Jezusa — serce Pism. Poznają Go przez Pisma. Taka właśnie jest istota medytacji: Pisma interpretują Pisma: scriptura sui ipsius interpres. Słowo wyjaśniane jest przez słowo. Gdy pojawia się Ten, który uczy czytać w Duchu, wtedy rozpoczyna się Boże czytanie. Zwróćmy najpierw uwagę na dynamikę wydarzenia. Dominuje w nim obraz drogi, na której nie brakuje momentów ciemności, bólu, beznadziei, zawodu, ale także pytań, poszukiwań, wielkich pragnień pałającego serca, światła, rozpoznania Chrystusa, który wciąż żyje — zarówno wtedy, gdy uczniowie Go nie rozpoznają, jak i wówczas gdy Go rozpoznają i gdy znika im sprzed oczu. Jest to droga, na której nie brakuje chwil odejścia, ucieczki, zatrzymania i powrotów. Każdy człowiek wierzący może na niej odnaleźć siebie ze wszystkimi swoimi uczuciami, pytaniami, ze smutkiem i z radością (kard. C. M. Martini). Droga, którą podążają dwaj uczniowie, zaczyna się w Jerozolimie, w jej najwyższym punkcie: gdy wszyscy znajomi Jezusa „stali z daleka” (Łk 23,49), patrząc, jak konał i modlił się: „Ojcze, przebacz im, bo nie wiedzą, co czynią” (Łk 23,34). Jezus modlił się także za dwóch uczniów, którzy nie wiedzą, co czynią, opuszczając górę i schodząc w dół, do Emaus, najniżej położonej części Judei. Szli coraz bardziej w dół, coraz bardziej pozbawieni nadziei, światła, radości, w dół własnego smutku i rozczarowania. Schodzili — można by powiedzieć — w dół, aż do granicy pytania o sens życia, aż do granicy rozpaczy. Św. Łukasz doskonale wydobył ich stan ducha. Być może przypomina to nasze doświadczenie życia, chwile, gdy „schodziliśmy w dół”, gdy smutek przeważał nad na-dzieją, apatia i lęk nad sensem życia. Kim są uchodzący z Jerozolimy uczniowie? Łukasz napisał: „dwaj z nich”. A więc — jak wynika z kontekstu wydarzenia opisanego wcześniej — dwaj spośród tych, którzy słyszeli od Magdaleny, Jana, Marii, Jakuba, że Jezus zmartwychwstał. Lecz wtedy ich słowa „wydały im się czczą gadaniną i nie dali im wiary” (Łk 24,11). Skąd taka reakcja? Kiedy byli na Kalwarii, widzieli z daleka, jakby z zewnątrz, na własne oczy, jak Jezus męczył się i umierał, jak „wyzionął ducha” (Łk 23,46). Nie mogli przebić się przez to, co zewnętrzne, i dostrzec jutrzenkę nadziei, życie pośród koszmarnej ciemności. Ich spojrzenie było czysto ludzkie, takie jak ich serce — nieskore do wierzenia. Tego spojrzenia wiary nie potrafili im także przywrócić inni, którzy byli przy pustym grobie i mieli widzenie aniołów, że On żyje (por. Łk 24,23). Im, uwięzionym w bólu, wydawało się, że tamci „wygadują niestworzone rzeczy”. „Tego samego dnia” — jak podkreśla Łukasz — uczniowie ci opuszczają Jerozolimę; „tego samego dnia”, czyli w stanie bólu i rozgoryczenia. Właśnie dlatego, że byli odurzeni bólem i mieli zamroczone spojrzenie, nie czuli, nie wiedzieli, nie widzieli, że idąc do małej wsi, oddalając się od miejsca, gdzie Jezus nie tylko umarł, ale i zmartwychwstał, idą donikąd. Przez opisany stan przeżyć i zachowanie uczniów natchniony tekst dotyka stanu naszego ducha — tego, co miało lub ma miejsce w naszym życiu: bólu, rozgoryczenia, zwątpienia, mylenia kierunków życia. Warto potem, na modlitwie, wrócić do tego, co wywołuje w nas Łukaszowy opis, starać się zachowywać w sercu słowa, które poruszają nas i konfrontują z naszym życiem. Teraz Łukasz pokazuje nam owych uczniów z bliska. Ujawnia jakby ich ból na twarzach, stan ducha, wspólne cierpienie. Pokazuje ich rozmawiających ze sobą. Nie jest to jednak zwyczajna rozmowa dwóch ludzi, którzy spacerują i sobie gwarzą, idąc do „spokojnej wsi”. Oni „rozmawiali i rozprawiali ze sobą”, żywo dyskutowali. Chodzi więc o ludzi, którzy coś bardzo mocno przeżywają, którzy — jak za chwilę napisze Łukasz — są rozczarowani. Co to znaczy? Czują się zranieni w swych oczekiwaniach, zawiedzeni: „A myśmy się spodziewali...” (w. 21). Kiedy dwóch zranionych mówi o swoich ranach, wtedy ranią się jeszcze bardziej i ból ulega pomnożeniu. Ból rozczarowania więzi ich oczy (zob. w. 16). Ich trudne uczucia mają władzę nad nimi. Widzą tylko ból i nie rozpoznają w przechodniu Jezusa — właśnie Tego, za którym tęsknili, z którym wiązali ogromne nadzieje i po którym się tyle spodziewali. To właśnie o Nim namiętnie dyskutowali. Tymczasem jest On dla nich jak obcy. Doskonale wydobył to Łukasz, pisząc, że kiedy Jezus dołączył do nich i zapytał, o czym rozprawiają, „zatrzymali się smutni” (w. 17), mówiąc do Jezusa: „Ty jesteś chyba jedynym z przebywających w Jerozolimie, który nie wie, co się tam w tych dniach stało” (w. 18). W bólu i w zdenerwowaniu wypowiadają prawdę nie tyle o Jezusie, ile o sobie, choć nie są tego świadomi. Do tej pory byli w stanie wielkiego cierpienia, zagubienia, rozczarowania. Te uczucia jeszcze bardziej ujawniły się w rozmowie z Jezusem. Ale to właśnie On jest centrum Ewangelii. On jest w sercu także tego wydarzenia. Tam, gdzie jest Jezus, dokonuje się przełom. Następuje on właśnie wtedy, gdy do schodzących „w dół” zbliża się Zmartwychwstały. Jego podejście, nacechowane wielką subtelnością, oraz pytania, jakie stawia, ujawniają niezwykłą pedagogię. Jezus zadaje pytanie, o czym rozprawiają, nie dlatego, że nie wie, ale dlatego, aby oni sami opowiedzieli, co się w nich dzieje, aby usłyszeli siebie wobec trzeciej osoby, której na razie nie rozpoznają, aby w ten sposób nabrali dystansu do swoich przeżyć. Najpierw następuje wybuch emocji: są smutni, zdenerwowani, ujawniają swoje rozczarowanie: „A myśmy się spodziewali” (w. 21). Okazuje się, że opowiadają ewangeliczny kerygmat, ale tylko do połowy (kard. C. M. Martini). Ból nie pozwala im pójść dalej. Mówią w szczegółach o śmierci Jezusa i toną w pesymizmie. Nie widzą dalszych wydarzeń i nie widzą życia dla siebie w Jerozolimie. W ich relacji istnieje jedynie negatywne przesłanie. Był to, mimo wszystko, bardzo ważny moment. Jezus podprowadził ich do wypowiedzenia zalegającej w sercu goryczy. Kiedy już się wyżalili, wówczas Jezus zaczyna mówić. Używa mocnego słowa, które dla zasklepionych w lęku i bólu jest jak uderzenie młotem, ale jest także pierwszą iskrą światła wyprowadzającą ich z ciemności. Jezus mówi: „O nierozumni (anoetoi)”, co oznacza także: bezmyślni, twardzi, twardogłowi. Słowo to zwraca uwagę nie na chorobę ich rozumu, ale serca. To ich schorzałe serce jest powodem takiego patrzenia na wydarzenia. Jezus mówi, że jest „nieskore (bradeis) do wierzenia”, czyli powolne, opieszałe. Jezus dobiera trudne, ale żywe słowa, które skutecznie „reanimują” ich serca. Być może już w tym momencie ich serca zaczęły pałać (zob. w. 32). Jezus, chociaż jeszcze tego nie dostrzegają, przez słowo uzdrawia ich serca. Z chwilą gdy zaczyna im wyjaśniać Pisma, ich droga zmienia kierunek. Chociaż fizycznie są w drodze do Emaus, duchowo już zaczynają powracać do Jerozolimy. Owoc słowa ujawni się w swoim czasie. Ale ziarno już znalazło glebę i rozpoczęło „bieg życia”. Tak więc Jezus przywołuje słowa Pisma. Do tej pory ich ludzkie słowa, pochodzące z chorego serca, coraz bardziej ich zamykały. Jezus wprowadza w ich serce słowa Pisma, słowa życia. Zwróćmy jednak uwagę, że słowa Pisma stają się żywe, ponieważ odczytuje je Jezus. Uczniowie mogą przez Jezusa odczytać Pisma. Tylko w ten sposób. To Jezus, Słowo ostateczne, prowadzi do ostatecznego wyjaśnienia Pisma. W Nim każde, nawet najbardziej trudne słowo z czasem staje się zrozumiałe. Bez Jezusa uczniowie nie byli w stanie odczytać Pisma. On stał się ich światłem, dzięki któremu rozumieją to, co przecież już wcześniej czytali. Podobnie jest z naszym odczytywaniem słowa. Łukasz pisze, że Jezus „wykładał im” (w. 27), czyli otwierał zamknięte przed nimi drzwi do objawionej prawdy. Wyjaśniał słowa, które odnosiły się do Niego, a więc odwrócił ich uwagę od nich samych, a skupił na Nim samym. Kiedy Jezus zaczyna wyjaśniać im Pisma, wtedy także zaczyna się wyjaśniać ich życie. Jak długo sami interpretowali słowo przez swoje twarde serce i obciążone spojrzenie, ich życie pozostawało w mrokach niewiedzy, a słowo — tak im się zdawało — zawodziło. Kiedy zaczęli słuchać słowa, tak jak Jezus je słyszy, zaczęło ono interpretować ich życie. Wtedy odsłoniło się znaczenie nawet najbardziej bolesnych wydarzeń. Zaczęli nawet dostrzegać sens cierpienia: „Czyż Mesjasz nie miał tego cierpieć?” (w. 26). Co się dzieje? Zauważmy, że Jezus jest bardzo cierpliwy, nie skraca drogi. Zniża się do ich poziomu. Idzie z nimi w dół. Tłumaczy, wyjaśnia i czeka, aż ich serce będzie zdolne przyjąć słowo. „Ludzie — jak mówi mądrość żydowska — są w stanie usłyszeć tylko to, co są gotowi usłyszeć”. Spotkanie uczniów z Jezusem, Słowem Wcielonym, przypomina, że Bóg mówi do każdego z nas w sposób indywidualny, uwzględnia naszą siłę i przygotowanie (M. Masini). Św. Grzegorz Wielki wyraził tę prawdę w doskonale sformułowanej sentencji: Scriptura crescit cum legente — „Pismo rośnie wraz z czytającym”. Zwraca ona uwagę na doświadczenie, w które wchodzimy za każdym razem, gdy otwieramy Biblię i zaczynamy czytać pierwsze litery i słuchać pierwszego dźwięku, w którym objawia się pokorne słowo Boga. Podczas każdego czytania Biblii dzieje się coś niezwykłego. Wszechpotężne, nieogarnione słowo Boga z dzieckiem rozmawia jak dziecko, z młodzieńcem jak młodzieniec, z dorosłym jak dorosły. „W Piśmie świętym objawia się — jak czytamy w konstytucji Dei Verbum — bez żadnego jednak uszczerbku dla prawdy i świętości Boga, przedziwne «zniżanie się» wiecznej Mądrości, «abyśmy dowiedzieli się o niewysłowionej łaskawości Boga oraz o tym, jak bardzo w swej trosce i staraniu dostosował do nas sposób przemawiania»” (13). Oratio: serce rozmodlone przez słowo Wróćmy do uczniów. Są jak nieporadne dzieci, jakby w stanie napięcia. Jeszcze nie rozpoznali Jezusa, ale czują, że Jego słowa ich dotykają. Chcą trwać przy słowach, których owoców jeszcze nie widzą. Łukasz daje nam niezwykłą lekcję, której ikoną w jego Ewangelii pozostaje Maryja: zachowywała i rozważała słowa, których zrozumienia nie miała. Uczniowie proszą Jezusa: „Zostań (meinon) z nami!” (w. 29). Wszedł więc i został z nimi pod jednym dachem, czyli w zażyłej więzi, w blis-kości. Trwają w słowie. Przebywają razem. Miejsce, gdzie przebywają, ich życie, staje się domem Słowa. To trwanie „serca przy sercu” owocuje nowym wydarzeniem, którego sami nie mogli przewidzieć. Prowadzi ich do kolejnego przełomu. Contemplatio: serce, które pała Obecność Jezusa przełamuje stan ducha uczniów, ich spojrzenie i cierpienie. „Odmówił błogosławieństwo, połamał go [chleb] i dawał im” (w. 30). Jezus od słów przechodzi do znaków. Co oznacza Jego gest? Przełamanie chleba to znak życia. Ten znak dotyczy uczniów, tego, co tu i teraz w nich się dzieje. Obecność Jezusa pokonuje w nich śmierć. Wtedy „otworzyły się im oczy i poznali Go” (w. 31). Odczytali swoje życie jako historię zbawienia. Tam, gdzie odczuwali największą beznadzieję, rodziło się nowe życie. Zaczęli widzieć życie z perspektywy Jezusa. I kiedy Go poznali, „On zniknął im z oczu” (w. 31). Ich serce zostało przemienione. Otrzymali nowe spojrzenie. Poczuli w sobie życie, które nosili w zalążku. „I mówili między sobą: «Czy serce nie pałało w nas...?»” (w. 32). Nie ma nic piękniejszego, niż doświadczać obecności Boga pośród codzienności i modlić się nią. Człowiek kontemplacji potrafi rozpoznać obecność Boga w najprostszych znakach codzienności i kroczyć z Nim w jednym kierunku, nawet wtedy, gdy wydaje się, że On znika sprzed oczu... Contemplatio jest więc doświadczeniem, które dokonuje się w codzienności. Nie jest ucieczką od tego czasu, ale wręcz przeciwnie — odnalezieniem jego centrum. Ten, kto dzięki słowu odnajduje Jezusa jako centrum życia, odnajduje także sens codzienności. Jezus znika, to znaczy pozostawia uczniom pełną wolność w kierowaniu swoim życiem. Pozostaje nadal obecny — jak wtedy, gdy wyruszyli w drogę do Emaus, gdy kłócili się, gdy zatrzymali się smutni. Uzdrawia serca i pozwala, aby biły rytmem ich życia i wiary. Niczego nie narzuca, nie wymusza. Pozostaje jakby w cieniu — nawet wówczas, gdy idziemy w odwrotnym kierunku, gdy żyjemy pełni bólu — lecz zawsze obecny: w słowie, Eucharystii, w wielu przechodniach, w znakach pros-tych jak chleb. Zawsze pragnie jednego: zmartwychwstać. Taka jest też konkluzja Łukasza. Napisał: „W tej samej godzinie, zabrali się i wrócili do Jerozolimy”. Używa określenia anastantes — „powstawszy”, a więc tego samego, które zostało użyte w relacji o zmartwychwstaniu Jezusa. Oni nie tylko powstali od stołu. W sensie duchowym: oni powstali z martwych! (I. Gargano). Takie powstanie nie mogło się dokonać o ludzkich siłach. Krzysztof Wons SDS (ur. 1959), rekolekcjonista, kierownik duchowy, teolog duchowości, dyrektor Centrum Formacji Duchowej Salwatorianów w Krakowie, redaktor naczelny „Zeszytów Formacji Duchowej”. Ostatnio opublikował w cyklu lectio divina książki Uwierzyć Jezusowi. Rekolekcje ze św. Markiem i Powierzyć się Jezusowi. Rekolekcje ze św. Mateuszem. opr. aw/aw
Stamtąd przyjdzie sądzić żywych i umarłych. John Martin, Wielki dzień Jego gniewu (1852) Zarówno w Składzie Apostolskim, który znamy od dzieciństwa, jak i w mszalnym, czyli konstantynopolskim wyznaniu wiary, tuż po słowach o Wniebowstąpieniu stwierdza się, że Pan Jezus przy końcu dziejów ponownie przyjdzie jako sędzia. Udzielił mi kiedyś mój dziadek Porady cenniejszej niż spadek Bym kochał kobietę z rozsądkiem, żołądkiem Ty jesteś jak paczka cukierków W tym swoim przyciasnym sweterku Ty jedna dajesz mi szczerze W talerze Gdy widzę słodycze to kwiczę A oczy mi świecą jak znicze Lecz dobrze o tym wiesz Że połknąłbym jak zwierz Co tylko, co tylko tylko chcesz Gdy widzę słodycze to kwiczę A oczy mi świecą jak znicze Lecz dobrze o tym wiesz Że połknąłbym jak zwierz Co tylko, co tylko tylko chcesz Ty wiesz, że trzeba się najeść By w sercu uczucie odnaleźć Ty zawsze odpowiesz tak czule, na bóle Masz sposób na wszystkie bolączki Bo cuda potrafią twe rączki Najsłodsza ich tajemnica, kwaśnica Gdy widzę słodycze to kwiczę A oczy mi świecą jak znicze Lecz dobrze o tym wiesz Że połknąłbym jak zwierz Co tylko, co tylko tylko chcesz Gdy widzę słodycze to kwiczę A oczy mi świecą jak znicze Lecz dobrze o tym wiesz Że połknąłbym jak zwierz Co tylko, co tylko tylko chcesz By miłość była dojrzałą Potrzebne jest serce i strzała I czułość dla kilku nawyków, w przełyku Dlatego kocham w dziewczynie Kwaśnicę na wieprzowinie Lecz liczy się również smykałka Do wałka Gdy widzę słodycze to kwiczę A oczy mi świecą jak znicze Lecz dobrze o tym wiesz Że połknąłbym jak zwierz Co tylko, co tylko tylko chcesz Gdy widzę słodycze to kwiczę A oczy mi świecą jak znicze Lecz dobrze o tym wiesz Że połknąłbym jak zwierz Co tylko tylko tylko tylko Tylko tylko tylko tylko Tylko tylko tylko tylko chcesz Gdy widze słodyce to kwice A ocy mi świécą jak znice Bo dobrze o tym wiés Ze połknąłbym jak zwiérz Co tylko, co tylko tylko chces Gdy widze kwaśnice to kwice A ocy mi świécą jak znice Bo dobrze o tym wiés Ze połknąłbym jak zwiérz Co tylko, co tylko tylko chces Gdy widze słodyce to kwice A ocy mi świécą jak znice Bo dobrze o tym wiés Ze połknąłbym jak zwiérz Co tylko, co tylko tylko chces Gdy widze słodyce to kwice A ocy mi świécą jak zniceGave my my grandpa once Advice more valuable than inheritance That I'd love a woman sensibly With my stomach You are like a packet of candy In your too tight sweater Only you give me honestly On the dishes When I see sweets I squeal And my eyes gleam like candles But you know it well That I'd swallow like an animal Whatever, whatever you want When I see sweets I squeal And my eyes gleam like candles But you know it well That I'd swallow like an animal Whatever, whatever you want You know you have to eat well To find in your heart a feeling You'll always answer so softly To pains You have a way for every problem Because your hands can do miracles Their sweetest secret Kvasnica When I see sweets I squeal And my eyes gleam like candles But you know it well That I'd swallow like an animal Whatever, whatever you want When I see sweets I squeal And my eyes gleam like candles But you know it well That I'd swallow like an animal Whatever, whatever you want For love to be ripe There's need for a heart and an arrow And a fondness for a few habits In the gullet And that's why I love in a girl Kvasnica on pork But also important is a flair For the rolling pin When I see sweets I squeal And my eyes gleam like candles But you know it well That I'd swallow like an animal Whatever, whatever you want When I see sweets I squeal And my eyes gleam like candles But you know it well That I'd swallow like an animal Whatever-ever-ever-ever-ever-ever-ever-ever-ever-ever-ever-ever-ever-ever-ever, whatever you want! When I see sweets I squeal And my eyes gleam like candles But you know it well That I'd swallow like an animal Whatever, whatever you want When I see kvasnica I squeal And my eyes gleam like candles But you know it well That I'd swallow like an animal Whatever, whatever, you want When I see sweets I squeal And my eyes gleam like candles But you know it well That I'd swallow like an animal Whatever, whatever you want When I see sweets I squeal And my eyes gleam like candles Słowa Jego są słodyczą e D e D Słowa Jego są słodyczą e G a D I cały pełen jest powabu.e D Taki jest Miły mój, e D G D h e Oto Przyjaciel mój, córki Jeruzalem. Pogrzeb Prymasa odbywał się w niedzielę, 31 maja 1981 roku. Przed ołtarzem stała trumna z ciałem Prymasa. Na Placu Zwycięstwa było aż gęsto od ludzi, chyba przyszło ich więcej niż imię Ojca i Syna i Ducha Świętego – usłyszałem słowa wypowiedziane z wyraźnym, obcym akcentem. Mszę pogrzebową odprawiał kardynał Agostino Casaroli. Przyjechał z Rzymu jako osobisty wysłannik Papieża.„Bohater Kościoła naszych czasów”Ze czcią i wzruszeniem chylimy głowy przed trumną człowieka i biskupa, którego współcześni, jakby uprzedzając sąd potomnych, zaliczyli już między wielkich w dziejach Kościoła i jego Ojczyzny. Opatrzność zdawała się sposobić go do wielkich zadań, jakie wyznaczały mu losy Polski, Europy i świata. Jego inteligencja, szlachetność serca, męstwo ducha, hartowane przez długie lata w surowej szkole duchowej i moralnej karności uczyniły z niego bohatera, który nie będzie zapomniany w tragicznych i heroicznych godzinach ojczystego kraju, bohatera Kościoła naszych czasów. Poprzez wybór pierwszego Papieża Polaka, pierwszego Papieża Słowianina, Bóg dał mu przeżyć jakby ukoronowanie tysiącletniej wierności swojego narodu Chrystusowi. Zanim zgasło światło jego oczu, Bóg dał mu jeszcze tę radość, że po strasznym zamachu, który przeraził świat widział papieża ocalonego dla miłości i nadziei niezliczonych milionów ludzi. Jego miłość Kościoła i ojczyzny nie stroniła od walki, gdy mu ją nakazywało jego własne sumienie. Wszelako łączyło się to w nim z umiarem i roztropnością nacechowanymi odpowiedzialnością, a więc zaletami, które są oznaką miłości. Był on człowiekiem niezłomnej nadziei, nadziei, która czerpała ożywcze siły z ufności pokładanej w cnotach własnego narodu, a nade wszystko z wiary w Boga i z synowskiej miłości do Matki Chrystusa, która była mocą i słodyczą jego życia, życia tak bardzo wypełnionego czynem i tak często doświadczanego. Módlmy się dzisiaj za niego, módlmy się z nim, módlmy się o urzeczywistnienie dwóch wielkich ideałów, które przyświecały mu w życiu i które są wciąż żywe: Kościoła i Polski. Tego Kościoła, który bez niego poczuł się uboższy na ziemi tej Polski, która przez swoje łzy, swoje nadzieje, swoje dążenia odwzajemnia mu dzisiaj tę miłość, jakiej doznawała od POLECAZdziwiłem się trochę, że włoski kardynał tak dobrze radzi sobie z niełatwą polską mową. Wiadomość o śmierci Prymasa podano w czwartek. Zmarł nad ranem, 28 maja. Wypadało akurat kościelne święto Wniebowstąpienia upamiętniające dzień, gdy Jezus po zmartwychwstaniu wstąpił do nieba na oczach apostołów. Przyspieszony kurs wiedzyW krótkim czasie odbyłem przyspieszony kurs wiedzy o zmarłym. Na szczęście w tych okolicznościach dziennikarze – choć oficjalnie wciąż poddani cenzurze – rozkoszowali się nieznaną w historii PRL wolnością wypowiedzi. Z mediów i innych źródeł dowiedziałem się, że po wyjściu z więzienia kardynał Wyszyński zainicjował tak zwaną Wielką Nowennę przygotowującą do tysiąclecia chrztu Polski. Do tej pory tysiąclecie państwowości kojarzyło mi się raczej ze szkołą podstawową, do której chodziłem. Została ona wybudowana w ramach państwowej akcji „Tysiąc szkół na tysiąclecie”, ale oczywiście o chrzcie Polski nikt się na lekcjach historii nawet się nie obchodów milenijnych nie pamiętałem, miałem wtedy zaledwie kilka lat, tylko od dziadka słyszałem, że coś takiego było i że Prymas to wielka postać. Nic więcej. W parafii księża ogłosili, że trumna z ciałem kardynała Wyszyńskiego zostanie przeniesiona do kościoła na Krakowskim Przedmieściu. Nie bardzo wiedziałem dlaczego akurat tam, a nie do katedry, ale poszedłem. (Dopiero lata potem dowiedziałem się, że w kościele seminaryjnym Prymas odbywał w 1949 roku swój ingres – czyli objęcie urzędu arcybiskupa warszawskiego).Przeczytaj również „Da Bóg, a przyjdzie dzień nieustający”. Wiersz Adama Asnyka w przejmującym wykonaniu Sanah Żywa pamięć, patriotyzm i jedność. Warszawiacy wspólne śpiewają dla Powstańców [ZAPIS KONCERTU] Jest program pielgrzymki papieża do Kazachstanu. Jak będzie przebiegać? Adam Stachowiak chce przyjąć chrzest święty i wziąć ślub kościelny. „Jezus czekał na mnie przez tyle lat” 78. rocznica Powstania Warszawskiego. Plan wydarzeń w Warszawie „To Bohater, który walczył kiedy wybuchła wojna w Warszawie”. Poruszająca rozmowa aktorki z 4-letnim synem Górale dotarli na Jasną Górę. Kolorowa, w tradycyjnych strojach, najbardziej rozśpiewana grupa już u Matki Bożej! Papież we wrześniu odwiedzi Kazachstan „Warszawskie dzieci, pójdziemy w bój, za każdy kamień twój, stolico damy krew” Cudowny krucyfiks Baryczków. Wyniesiono go z płonącej katedry w czasie Powstania Warszawskiego “Bóg cieszy się radością człowieka”. Kornel Makuszyński, pisarz walczący o uśmiech dziecka Ksiądz został postrzelony w Meksyku. „Modlimy się o nawrócenie przestępców” Walka o życie Archiego. Sąd odrzucił odwołanie, rodzice kierują sprawę do ONZ Franciszek pobłogosławił niepełnosprawne niemowlę. Poruszające nagranie Ruszyły zgłoszenia na tegoroczny Hosanna Festiwal Ogromna kolejka ludzi chcących oddać hołd PrymasowiPadało. Zobaczyłem ogromną, ciągnącą się w kierunku placu Zamkowego kolejkę ludzi. Byli gotowi stać kilka godzin, a może i całą noc, aby oddać hołd Prymasowi. W następnych dniach kolejka wcale nie malała, wręcz przeciwnie – była coraz dłuższa. Aż wreszcie przyszło niedzielne popołudnie, 31 TVPolandAntena/YouTubePo liturgii słowa do pulpitu podszedł następca Karola Wojtyły w Krakowie, kardynał Franciszek Macharski: Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus! Głosu mojego, więcej, mojego serca użyczam teraz Ojcu Świętemu Janowi Pawłowi II na to, aby mogła rozebrzmieć tutaj papieska homilia na pogrzebie Prymasa Polski. Przyjmijcie homilię Ojca Świętego.„Bóg zdecydował inaczej”A więc papież, który leżał po zamachu w szpitalu, sam napisał tekst na pogrzeb Prymasa. Ciekawe, czy przyjechałby z Watykanu, gdyby nie to, że został ciężko ranny?Drodzy Bracia i Siostry,Do całego tak drogiego mi Kościoła na polskiej ziemi, do jego pasterzy i wiernych, do wszystkich, których śmierć Prymasa Polski Stefana kardynała Wyszyńskiego, arcybiskupa gnieźnieńskiego i warszawskiego napełniła bólem i smutkiem. Do was, którzy teraz w godzinę jego pogrzebu w nieujarzmionym mieście otaczacie tę trumnę miłością i modlitwą, którzy zgromadziliście się, aby jego niezłomnego ducha silnego Bogiem oddać niebieskiemu Ojcu, a umęczone ciało złożyć w przesiąkniętej krwią polskiej, warszawskiej ziemi, aby w czasie przyjścia Chrystusa przyodziało się w niezniszczalność i nieśmiertelność. Do was wszystkich pragnę skierować to krótkie bodaj słowo. Piszę je z najgłębszej potrzeby serca i wiary. Nie mogę złożyć tego świadectwa tak, jakbym chciał. Ufam, że Bóg przywróci mi siły i da stosowną okazję, abym to mógł uczynić tak, jak czuję. Pragnę, abyście wiedzieli, że w tej godzinie żałoby, w godzinie smutku i bólu, a także większej jeszcze nadziei i ufności, pragnąłbym być z wami i osobiście oddać księdzu Prymasowi ostatnią posługę. Bóg zdecydował inaczej. Niech będzie błogosławione Jego imię. Łączę się z wami w cierpieniu i modlitwie, w przyjęciu woli Boga i w pochodzi z książki „Ojciec wolnych ludzi” Pawła Zuchniewicza Paweł ZuchniewiczDziennikarz, pisarz, autor powieści biograficznych o św. Janie Pawle II, Prymasie Wyszyńskim (Ojciec wolnych ludzi) i innych świadkach wiary. Wicedyrektor ds. wychowawczych w szkole "Żagle" Stowarzyszenia STERNIK. Zobacz inne artykuły tego autora Dołącz do naszych darczyńców. Wesprzyj nas!Najciekawsze artykułyco tydzień w Twojej skrzynce mailowejRaz w tygodniu otrzymasz przegląd najważniejszych artykułów ze Stacji7 Z powodzeniem mógł zastosować do siebie słowa Goethego o sobie samym, że wszystko, co napisał, są to ułamki wielkiej spowiedzi jego żywota11. Wiersze Ariela należą bowiem do utworów konfesyjnych, obrazujących rozwój duchowy Eliota, który zgodnie z jego poetyką został przedstawiony za pomocą alegorycznych obrazów. Prośmy, Dziękujmy, Módlmy się! Główne menuNawigacja wpisu ← Poprzedni Następny → Znajdź tekst piosenki oraz tłumaczenie piosenki i zobacz teledysk swojego ulubionego utworu. Słowa Jego są słodyczą (+4) 23. Siewcy Lednicy - Słuchaj IzraeluTekst piosenki . Ref: Pełna chwały, pełna wdzięku Córko Króla w Jego progi wejdź 1. Córki Królewskie prowadzą ją do Króla Odzianą w Majestat i Piękno Wiodą w radości i uniesieniu Przez bramy niebieskiej chwały 2. Podobasz się Panu, który Cię poślubił Trwasz w Jego wiecznej radości On dał Ci pierścień i królewski diadem
Papież Franciszek ustanowił Niedzielę Słowa Bożego, która ma się odbywać co roku w trzecią niedzielę okresu zwykłego. W ogłoszonym 30 września 2019 r. Liście Apostolskim w formie Motu Proprio „Aperuit illis” czytamy, że ma się ona przyczynić „aby w Ludzie Bożym wzrosła religijna i bliska znajomość Pisma Świętego”. Z tej okazji publikujemy wykład ks. prof. Henryka Skoczylasa CSMA na temat Psalmu 119, który w całości jest poświęcony bezcennej wartości Słowa Bożego. 1. Umiłowanie Boga i Jego Słowa 2. Konstytucja dogmatyczna o Objawieniu Bożym 3. Cześć dla Pisma Świętego w Kościele 4. Objawienie a Słowo Boże 5. Słowo Boże a wiara i miłość 6. Wnioski i pytania Wprowadzenie Psalm 119 jest najdłuższym psalmem, liczy 176 wersetów. Dzieli się na 22 zwrotki, według liczby liter alfabetu hebrajskiego. Zwrotki składają się z 8 wersetów. Wszystkie wersety, w każdej zwrotce, zaczynają się od tej samej litery alfabetu. I tak oto wersety pierwszej zwrotki zaczynają się od litery alef, drugiej zwrotki od beth, trzeciej od gimel, itd. Każda zwrotka posiada kilku synonimów słowa „prawo”, przy czym „prawo” jest tu rozumiane jako „objawienie”, które Bóg czyni człowiekowi o sobie samym oraz ujawnia mu swoją Boską wolę. Spotykamy tutaj takie oto synonimy „prawa”: przykazanie, dekret, przepis, pouczenie, nauka, wskazanie, upomnienie, ustawa, zlecenie, polecenie, nakaz, słowo, obietnica, itp. Psalm 119 jest psalmem mądrościowym. Jest swego rodzaju hymnem na cześć Bożego Prawa. Umiłowanie Boga i Jego Słowa Bardzo wnikliwą ocenę tego psalmu podaje nam św. Augustyn, mówiąc: „Psalm 119 zawiera duchową głębię dostępną tylko nielicznym”. Odnosi się wrażenie, że Autor natchniony wprost rozkoszuje się Panem i Jego Prawem, na co wskazuje częste występowanie zaimka dzierżawczego: „Jego” upomnienia…; „Twoje” Prawo…; „Twoje” przykazania…; itd. Wprawdzie Psalm 119 jest bardzo długi, ale gdy się go czyta powoli, spokojnie, słowo za słowem, zdanie za zdaniem, to się odkrywa, że za tymi powtórzeniami ukrywa się coś nowego, jakiś nowy aspekt, nowy odcień jedynej i tej samej rzeczywistości: miłość do Słowa Bożego. Autor natchniony „zakochany” w Bogu i w Jego słowie, poniekąd wciąż Mu powtarza: kocham Cię… kocham Cię… kocham Cię… Dla Autora natchnionego nawet każda literka Słowa Bożego jest Bożym darem i posiada duże znaczenie. Poniekąd po każdym wersecie, można dodać słowo: „Ojcze”: „Ty na to dałeś swoje przykazania, by pilnie ich przestrzegano, Ojcze” (w. 4); „Będę się radował z Twych ustaw, słów Twoich nie zapomnę, Ojcze” (w. 16); „Biegnę drogą Twoich przykazań, bo rozszerzasz mi serce, Ojcze” (w. 32); „Twoje słowo jest lampą dla moich kroków i światłem na mojej ścieżce, Ojcze” (w. 105), itd. W mrokach ciemności i poniżenia Słowo Boże jest mu pochodnią jako jedyne światło. Jest jego dziedzictwem i jest mu tak miłe, jak ziemia otrzymana po przodkach. Nic więc dziwnego, że skłonił on swe serce, umysł i wolę do poznawania i przestrzegania nakazów Bożych. I choć musi walczyć o życie przeciw bezbożnym nieprzyjaciołom, nic nie zdoła go odwieść od tego postanowienia. W tym leży cała jego radość i pełnia życia. Autor natchniony czuje się maluczki, wzgardzony, dosięgło go zło i niedola ze strony nieprzyjaciół, lecz w tym wszystkim posiada swoją jedyną pociechę: umiłowanie nauki Bożej, ukochanie Bożych nakazów. Ze wszech miar pragnie on wykazać, że Prawo Pana zawiera wszystko, uczy wszystkiego, jest doskonałym przewodnikiem dla człowieka, w każdym momencie jego życia. Psalm jest dziełem artystycznym o niezwykłych walorach. Zdaje się być rodzajem muzyki, gdzie powtórzenie wezwań, dziękczynień, aktów uwielbienia, tworzy swoisty rytm i usposabia serce, by się otwarło na mądrość i piękno Słowa Bożego, które w swojej istocie jest narzędziem Bożego objawienia i naszego zbawienia. Modląc się tym psalmem, myśląc o prawie, sprawiedliwości, przykazaniach, pouczeniach, pamiętajmy, że ich pełnię i doskonałość wyraża Słowo Boże, które Bóg wypowiedział w Osobie i w nauczaniu Jezusa Chrystusa. On jest najdoskonalszym Słowem Bożym, najdoskonalszym obrazem Bożego Oblicza, najwymowniejszym objawieniem „Niewidzialnego” Boga. Psalm ten był ulubionym psalmem genialnego B. Pascala, francuskiego myśliciela i wynalazcy. Mawiał, że Prawo Pana jest „wypisane” w serce każdego człowieka. Gdy człowiek świadomie i dobrowolnie je odrzuca, tym samym strzela sobie gola do własnej bramki, bowiem bez niego czuje się on „opuszczony”, jak łódź bez steru i sternika. Bez tego wewnętrznego prawa człowiek nie wie po co żyje, co ma czynić, co jest dobrem, a co złem. Konstytucja dogmatyczna o Objawieniu Bożym (Dei Verbum) Została podpisana przez papieża Pawła VI i Ojców Soboru Watykańskiego II dnia 18 XI 1965 roku. Liczy tylko 6 rozdziałów. Dwa pierwsze rozdziały mówią o istocie objawienia (n. 1-10). Pozostałe cztery mówią wyłącznie o Piśmie Świętym, tj. o jego natchnieniu i interpretacji (n. 11-13), o Starym Testamencie (n. 14-16), o Nowym (n. 17-20) oraz o Piśmie Świętym w życiu Kościoła (n. 21-26). Aby przedstawić fundamentalną linię tej Konstytucji porównamy ją z Konstytucją o Objawieniu Bożym Soboru Watykańskiego I Dei Filius (24 IV 1870), która w dobie panującego racjonalizmu usiłuje przedstawić Objawienie Boże jako „komunikowanie Bożych prawd ludzkiej inteligencji, ludzkiemu rozumowi, oświeconemu wiarą”. Natomiast Sobór Watykański II w Konstytucji Dei Verbum idzie o wiele dalej i kładzie akcent na „komunikowanie Bożych Osób”, ich świata wewnętrznego, ich miłości trynitarnej. Jest tu ogromna różnica, jak dać komuś zamiast kromki chleba, całą piekarnię z jej sprzętem i zapasami. Sobór Watykański II podkreśla to już na samym początku Konstytucji, mówiąc: „Spodobało się Bogu w swej dobroci i mądrości objawić samego siebie i ukazać tajemnicę swej woli (por. Ef 1, 9), dzięki której ludzie przez Chrystusa, Słowo, które stało się ciałem, mają dostęp do Ojca w Duchu Świętym i stają się współuczestnikami Bożej natury (por. Ef 2, 18; 2 P 1, 4). Przez to objawienie niewidzialny Bóg (por. Kol 1, 15; 1 Tm 1, 17) w swojej wielkiej miłości przemawia do ludzi jak do przyjaciół (por. Wj 33, 11; J 15, 14n) i przestaje z nimi (por. Ba 3, 38), aby zaprosić i przyjąć ich do wspólnoty z sobą” (n. 2). Tutaj Kościół jawi się jako wspólnota ludzi, która przez łaskę Pana zrozumiała to wszystko, garnie się do Jezusa i w Nim i przez Niego dostępuje pełni człowieczeństwa. Centralnym punktem tej Konstytucji jest nauka wiary, że Bóg „komunikuje się człowiekowi w Swoim Synu Jezusie Chrystusie” i podaje się Kościołowi konkretne drogi słuchania Słowa Bożego, postawę Marii z Betanii, „która usiadłszy u stóp Pana, słuchała Jego słowa” (Łk 10, 39). Konstytucja zachęca do posłuszeństwa Słowu Bożemu. Poucza, że jedynie człowiek otwarty na „komunikującego się mu Boga”, posiada „doświadczenie” Boga, które to doświadczenie, jak mówi samo słowo, jest „do” ‒ „świadczenia”, czyli do dawania świadectwa! Człowiek otrzymuje wezwanie, by się poznawał w świetle objawiającego mu się Boga; by rozumiał, że najwyższym celem jego życia jest kochać, poznawać i doświadczać Boga, który czyni nas synami w Synu, a więc braćmi wobec siebie. Człowiek otrzymuje wezwanie, by stanął przed Bogiem na płaszczyźnie bardzo osobistej i zażyłej, by poczuł Jego miłość i czułość, by doświadczył radości i głębokiego pokoju poprzez obecność Boga w swoim życiu. Takie poznanie i doświadczenie Boga ma być owocem naszego życia, a zrodzi się ono tylko wtedy, gdy będziemy posiadać zażyłe więzy z Jezusem Chrystusem. Cześć dla Pisma Świętego w Kościele Rozdział VI Konstytucji mówi o zadaniach jakie pełni Pismo Święte w życiu Kościoła. We wstępnym paragrafie 21, fundamentalnym dla całego tego rozdziału, istnieje pięć bardzo ważnych stwierdzeń: „Kościół zawsze otaczał czcią Boże Pisma, podobnie jak i samo Ciało Pańskie. Zwłaszcza w liturgii świętej bierze ciągle chleb życia ze stołu Bożego słowa i Ciała Chrystusowego i podaje wierzącym”. „Pisma te w połączeniu ze świętą Tradycją uważał i uważa zawsze za najwyższą regułę swej wiary, ponieważ natchnione przez Boga i spisane raz na zawsze, niezmiennie przekazują Boże słowo i sprawiają, że w wypowiedziach Apostołów i proroków rozbrzmiewa głos Ducha Świętego”. „Całe przepowiadanie kościelne, jak i sama religia chrześcijańska, musi się karmić Pismem Świętym i nim się kierować”. „W świętych bowiem księgach Ojciec, który jest w niebie, z wielką miłością wychodzi swoim dzieciom naprzeciw i rozmawia z nimi”. „Tak wielka zaś w Słowie Bożym zawiera się moc i potęga, że staje się ono dla Kościoła podstawą i siłą żywotną, a dla dzieci Kościoła umocnieniem wiary, pokarmem duszy, czystym i trwałym źródłem życia duchowego”. Omówimy obecnie te pięć stwierdzeń. Ad 1: Cześć dla Pisma Świętego „Kościół zawsze otaczał czcią Boże Pisma, podobnie jak i samo Ciało Pańskie”. Mamy tutaj porównanie Bożego Pisma z Ciałem Pańskim. To porównanie jest bardzo antyczne. Znajduje ono swoją podstawę w słowach Jezusa: „Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Nie Mojżesz dał wam chleb z nieba, ale dopiero Ojciec mój daje wam prawdziwy chleb z nieba. Albowiem chlebem Bożym jest Ten, który z nieba zstępuje i życie daje światu” (J 6, 32-33). Porównanie dotyczy pokarmu: tak jak Eucharystia, tak i Pismo Święte jest pokarmem z nieba. Porównanie to zostało szeroko rozwinięte przez Ojców Kościoła św. Hieronima i św. Augustyna i znalazło wyraz w wiekopomnym dziele Tomasza a Kempis (1380-1471), pt. O naśladowaniu Chrystusa (czwarta księga, 11 rozdział). Jest ono niezwykle trafne, gdyż podczas sprawowania Eucharystii obydwa pokarmy zostają rozdawane razem jako pokarm jednego stołu. Stąd Sobór Watykański II mówi: „Zwłaszcza w liturgii świętej [Kościół] bierze ciągle chleb życia ze stołu Bożego słowa i Ciała Chrystusowego i podaje wierzącym”. O szczególnej roli Pisma Świętego w liturgii Sobór wypowiada się obszernie w Konstytucji o liturgii świętej (4 XII 1963). Stwierdza się tam, że w liturgii Chrystus „jest obecny w swoim słowie, bo gdy w Kościele czyta się Pismo Święte, On sam przemawia” (n. 7). Nieco dalej czytamy zaś: „Pismo Święte ma doniosłe znaczenie w sprawowaniu liturgii. Z niego bowiem pochodzą czytania, które wyjaśnia się w homilii, oraz psalmy przeznaczone do śpiewu. Z niego czerpią natchnienie i ducha prośby, modlitwy i pieśni liturgiczne. W nim też trzeba szukać sensu czynności i znaków. Dlatego w trosce o odnowienie, rozwój i dostosowanie świętej liturgii należy rozbudzać serdeczne i żywe umiłowanie Pisma Świętego” (n. 24). Ad 2: Pismo Święte najwyższą regułą wiary „Pisma te w połączeniu ze świętą Tradycją [Kościół] uważał i uważa zawsze za najwyższą regułę swej wiary, ponieważ natchnione przez Boga i spisane raz na zawsze, niezmiennie przekazują Boże słowo i sprawiają, że w wypowiedziach Apostołów i proroków rozbrzmiewa głos Ducha Świętego”. Sobór wskazuje tu na fakt nadprzyrodzonego pochodzenia Słowa Bożego i to stanowi zasadniczą i wystarczającą rację, by Pismo Święte stanowiło najwyższą regułę wiary. Sobór już we wstępnym paragrafie Konstytucji mówi, że Kościół „ze czcią słucha Słowa Bożego i ufnie je głosi” (n. 1) i podkreśla, że „Urząd Nauczycielski [Kościoła] nie jest ponad Słowem Bożym, lecz jemu służy, nauczając jedynie tego, co zostało przekazane. Z nakazu Bożego i przy pomocy Ducha Świętego pobożnie słucha on Bożego Słowa, święcie strzeże i wiernie wykłada” (n. 10). Ad 3: Całe przepowiadanie kościelne musi się karmić Pismem Świętym „Całe przepowiadanie kościelne, jak i sama religia chrześcijańska, musi się karmić Pismem Świętym i nim się kierować”. To zdanie znajduje swoje rozwinięcie w paragrafie 24 i 25, gdzie mówi się, że „święta teologia opiera się na spisanym Słowie Bożym w łączności ze świętą Tradycją jakby na trwałym fundamencie (…). Z tego powodu niech studium ksiąg świętych stanie się niejako duszą świętej teologii” (n. 24). A już koniecznie że skarbnicy Słowa Bożego ma czerpać „posługa słowa, to jest kaznodziejstwo, nadto katecheza i wszelkie nauczanie chrześcijańskie, w którym homilia liturgiczna powinna zajmować naczelne miejsc” (n. 24). Ad 4: W księgach Pisma Świętego Ojciec niebieski spotyka się miłościwie ze swymi dziećmi i z nimi rozmawia „W świętych bowiem księgach Ojciec, który jest w niebie, z wielką miłością wychodzi swoim dzieciom naprzeciw i rozmawia z nimi”. Sobór opiera się tutaj na biblijnych przykładach serdecznej i zażyłej rozmowy Boga z człowiekiem. W Księdze Wyjścia czytamy: „A Pan rozmawiał z Mojżeszem twarzą w twarz, jak się rozmawia z przyjacielem” (33, 11). O serdecznej rozmowie Jezusa z Apostołami mówi z kolei Ewangelia św. Jana: „Wy jesteście przyjaciółmi moimi, jeżeli czynicie to, co wam przykazuję. Już was nie nazywam sługami, bo sługa nie wie, co czyni jego pan, ale nazwałem was przyjaciółmi, albowiem oznajmiłem wam wszystko, co usłyszałem od Ojca mojego” (15, 14-15). Otóż, jak widzimy, Jezus w Wieczerniku nazywa Apostołów „przyjaciółmi” i objawia im tajemnice Ojca niebieskiego. To, że Bóg ma upodobanie przebywać z ludźmi mówią Księgi mądrościowe, np. Prz 8, 31; Mdr 1, 6; 9, 9, 18, itd. Także Ojcowie Kościoła często mówią o Piśmie Świętym jako o rozmowie Boga z ludźmi: „Bóg mówi każdego dnia do wiernych za pośrednictwem Pisma Świętego’ (św. Hieronim); „Niech każdy rozważy w sercu to, że za pośrednictwem proroków słuchamy Boga, który rozmawia z nami” (św. Jan Chryzostom). Ad 5: W Słowie Bożym zawiera się moc i potęga, które są dla Kościoła podstawą i siłą żywotną „Tak wielka zaś w Słowie Bożym zawiera się moc i potęga, że staje się ono dla Kościoła podstawą i siłą żywotną, a dla dzieci Kościoła umocnieniem wiary, pokarmem duszy, czystym i trwałym źródłem życia duchowego. Toteż bardzo słusznie do Pisma Świętego odnoszą się słowa: «Żywe bowiem jest słowo Boże i skuteczne» (Hbr 4, 12), «władne zbudować i dać dziedzictwo ze wszystkimi świętymi» (Dz 20, 32; por. 1 Tes 2, 13)”. Tekst z Hbr 4, 12 nawiązuje do tego, że Słowo Boże jest nieustannie żywe, a więc obietnice i ostrzeżenia są wciąż aktualne. Natomiast tekst z Dz 20, 32 podkreśla zdolność Słowa Bożego do „budowania” gmachu życia chrześcijańskiego. To ostatnie porównanie znajduje się często w Listach św. Pawła. Mówiąc o mocy Słowa Bożego należy podkreślić, że już w pierwszych zdaniach Pisma Świętego objawia się moc Słowa Bożego, które stwarza byty widzialne i niewidzialne (por. Rdz 1; Ps 33, 6-9; Rz 4, 17), powołuje Lud Boży z ludzi rozproszonych i skłóconych i obdarza ich Przymierzem i przykazaniami (Wj 19-20), a później za pośrednictwem proroków moc Słowa Bożego lud ten prowadzi, formuje i przemienia, by mógł odpowiedzieć swemu powołaniu (por. Iz 40, 1-8; 44, 26-28; 48, 12-16; 55, 10-11). W Ewangeliach z kolei moc Słowa Bożego objawia się w Jezusowym nauczaniu z autorytetem (por. Mt 7, 28-29; Mk 1, Łk 4, 32) i w czynieniu cudów (por. Mt 8, 27; Mk 1,25; Lk 4, 39). Także Dzieje Apostolskie, Listy św. Pawła, Listy katolickie przytaczają wiele faktów, które świadczą o szczególnej mocy Słowa Bożego. Objawienie a Słowo Boże Konstytucja dogmatyczna o Objawieniu Bożym dopatruje się w inicjatywie Bożego objawienia fundamentu relacji Boga z człowiekiem. Mówi o tym wiele znaczące sformułowanie Konstytucji: „Spodobało się Bogu w swej dobroci i mądrości objawić samego sienie” (n. 2). Spodobało się Bogu dać się poznać człowiekowi, objawić się mu, komunikować z nim, przekazać mu swój plan miłości. Oto źródło duchowej rzeczywistości: Boża wola zbawcza. Jego miłość zmierza do tego, by się dać poznać, by pokochać i obdarzyć coraz większą miłością każdego człowieka. „Przez to objawienie niewidzialny Bóg w swojej wielkiej miłości przemawia do ludzi jak do przyjaciół” (n. 2). W tym kontekście Słowo Boże oznacza Boże objawianie się. Toteż słuchając lub czytając Słowo Boże dostępujemy poznawania tajemnicy Boga i Jego zbawczego działania. Rozmowa Boga z człowiekiem „realizuje się przez czyny i słowa” (n. 2). Bardzo znacząca jest ta kolejność: najpierw są czyny, a potem słowa. Czyny są gestami Bożej miłości, począwszy od stworzenia świata i człowieka, aż po powtórne przyjście Jezusa Chrystusa. Te gesty są wyjaśniane słowami i razem stanowią całokształt Bożych zabiegów o zbawienie człowieka. Czyny i słowa są tak wymowne i czytelne, że jedynie serce zatwardziałe pozostaje wobec nich obojętne. Pomimo wielu i odległych od siebie w czasie Bożych interwencji, całe Objawienie uzyskuje jedność dzięki temu, że szczytowym punktem ekonomii zbawczej jest historyczna obecność wśród ludzi Jezusa Chrystusa, Słowa Wcielonego. Słowo Boże a wiara i miłość Powróćmy raz jeszcze do słów Listu do Hebrajczyków: „Żywe bowiem jest słowo Boże, skuteczne i ostrzejsze niż miecz obosieczny, przenikające aż do rozdzielenia duszy i ducha, stawów i szpiku, zdolne osądzić pragnienia i myśli serca” (4, 12). Taka jest moc Słowa Bożego. Ono nie jest słowem martwym, jak słowa ludzkich książek. Nie jest tylko zwykłym zapisem wydarzeń z przeszłości. Jest Słowem, które i dzisiaj ma moc, ponieważ zawiera w sobie tę sama potęgę mocy Bożej, która stwarzała świat czy wyprowadzała naród wybrany z niewoli egipskiej. Możemy się zapytać: (1) W czym Słowo Boże głównie wyraża swoją moc? Przede wszystkim rodząc i rozwijając wiarę. Na głos Słowa Bożego ludzkie serce odpowiada wiarą. Słowo Boże jest działaniem Bożym. Bóg objawia się, mówi, kocha, obiecuje, karci, rozkazuje… Wiara jest odpowiedzią człowieka na to Boże działanie. Człowiek słucha, przyjmuje, pozwala się oświecić, przygarnąć, podnieść na duchu, pocieszyć, raduje się Słowem Bożym, przy pomocy którego Bóg mu objawia, że go kocha i prowadzi do uczestnictwa w swojej Boskiej naturze; przy pomocy którego daje mu poznać, że został wybrany na syna w Synu Bożym, Jezusie Chrystusie. Jeżeli Słowo Boże jest przyjęte przez człowieka z wiarą, przynosi szczególny owoc. (2) Jaki jest owoc wiary, który rodzi się i rozwija poprzez słuchanie i przyjmowanie Słowa Bożego? Słowo Boże jest ziarnem. Serce ludzkie glebą. Owocem będzie nadprzyrodzona miłość. Stąd wynikają pewne konsekwencje. Jeśli chcemy, by w nas wzrastała nadprzyrodzona miłość, musimy coraz bardziej otwierać się na działanie Słowa Bożego. Poddawać coraz to większe „obszary” serca pod jego zasiew. Tym większym obszarem serca jest ciągle pogłębiana wiara, a ta z kolei wzrasta w miarę jak serce otwiera się na Słowo Boże niosące z sobą Bożą moc. Byłoby rzeczą złudną oczekiwać na wzrost wiary, bez głębszego zasłuchania się w Słowo Boże. Bez głębokiej wiary, nie ma głębokiej nadprzyrodzonej miłości. Działa to wszystko na zasadzie naczyń połączonych: Słowo Boże → wiara → miłość. Wszystkie trzy wzrastają równocześnie. Pismo Święte nie tylko zawiera Słowo Boże, ono jest żywym Słowem Bożym. Ono nie jest tylko swego rodzaju „składnicą” Słowa Bożego, ono jest „żywym Słowem Bożym”, stąd jest powiedziane w Konstytucji: „Kościół zawsze otaczał czcią Boże Pisma, podobnie jak i samo Ciało Pańskie” (n. 21). Pismo Święte jest Słowem Bożym, które się słyszy żywe w Kościele, które działa z mocą w Kościele, które karmi wierzących. Kto je słucha pokornie i ufnie ono go karmi, umacnia, pociesza i oświeca – podobnie jak go karmi, umacnia i pociesza Komunia święta. Słowo Boże Pisma Świętego jest nierozerwalnie złączone z Osobą Jezusa Chrystusa. Skąd my wiemy kim jest Jezus Chrystus i co zdziałał, jeśli nie z Ewangelii? Słowo Boże jest nierozerwalnie złączone również z Eucharystią, która staje się obecna pośród nas poprzez działanie Kościoła przy pomocy słów, które znajdujemy w Piśmie Świętym i jest wyjaśniana w liturgii słowami Pisma Świętego. Toteż Pismo Święte → Osoba Chrystusa → Eucharystia są trzema rzeczywistościami ściśle złączonymi z sobą, i jest rzeczą wprost konieczną, by mówiąc o nich, traktować je nierozdzielnie. Wnioski i pytania Pierwszy wniosek: otaczać czcią Pismo Święte, tak jak czcimy Jezusa Chrystusa w Eucharystii i dziękować dobremu Bogu za bezcenny dar Słowa Bożego. Niektórzy, z szacunku dla tekstu Pisma Świętego, zważają na to, by nie traktować Pisma Świętego jako jedną z książek i nie kładą na egzemplarzu Pisma Świętego żadnej innej książki. Drugi wniosek: umieszczać Pismo Święte na widocznym miejscu i w miarę możności otwarte, by w różnych momentach dnia zaglądać do niego i przeczytać choćby jedno zdanie. Tak jak ktoś czasem bierze do ust cukierka lub kostkę czekolady, przypadkowo, przy okazji. Jeśli tak będziemy czynić także ze Słowem Bożym, to nie pozostanie to bez efektu. Przed laty Paul Claudel wyraził się żartobliwie, że chrześcijanie mają tak wielką cześć do Pisma Świętego, że się do niego nawet nie zbliżają. Wiemy dobrze, że prawdziwa cześć polega właśnie na zbliżaniu się do niego i na obfitym czerpaniu z niego. Nasz osobisty egzemplarz Pisma Świętego powinien być niemal „zużyty”, przez ciągłe do niego zaglądanie. Trzeci wniosek: Uczyć się lektury modlitewnej Pisma Świętego. Innymi słowy, modlić się tekstami Pisma Świętego. Ojcowie Kościoła znali metodę, przejętą od ludzi Starego Przymierza, zwaną lectio divina. Posiada ona cztery stopnie pochylania się nad Słowem Bożym: Czytanie (lectio) Rozważanie (meditatio) Modlitwa (oratio) Kontemplacja (contemplatio) Tę metodę Guigo II, mnich kartuzjański z XII wieku, w oparciu o słowa Jezusa: „Szukajcie, a znajdziecie; kołaczcie, a otworzą wam” (Mt 7, 7), ujął słowami: „Szukajcie w czytaniu / znajdziecie w medytacji / kołaczcie na modlitwie / wejdziecie w kontemplację”. Czytanie szuka słodyczy życia szczęśliwego, rozmyślanie ją znajduje, modlitwa o nią prosi, kontemplacja odnajduje jej smak. Inaczej mówiąc, czytanie podnosi ją do ust niby pożywny pokarm, rozmyślanie żuje i rozdrabnia, modlitwa dochodzi do smaku, a kontemplacja jest samą słodyczą, która raduje i krzepi. Czytanie [zajmuje się] łupiną, rozmyślanie – miąższem, modlitwa – wyraża tęsknotę, kontemplacja raduje się z osiągniętej słodyczy. Serce potrzebujące + modlitwa = modlitwa serca Pytania: ‒ Jakie miejsce zajmuje w moim życiu Pismo Święte? ‒ Które słowa Ewangelii szczególnie do mnie przemawiają? Św. Grzegorz Wielki, papież, w liście do Teodora, cesarskiego lekarza, skierował następujące słowa: „Czym jest Pismo Święte, jeśli nie listem Boga do człowieka? Gdybyś kiedyś otrzymał list od twojego władcy, chyba byś nie poszedł spokojnie spać, albo pełnić taki czy inny obowiązek, zanim byś się nie zapoznał z jego treścią. A oto Pan nieba i ziemi, Pan Aniołów i ludzi, przysłał ci listy, które dotyczą twojego życia, a ty nie okazujesz im należnego zaciekawienia, ani chęci do ich czytania. Zabierz się do działa, błagam cię i znajdź czas i sposób na to, by każdego dnia rozważać słowa twego Stwórcy. Naucz się odkrywać tajemnicę Boga, w słowach Pisma Świętego”. Daj nam o Panie łaskę, odkrywać Twoją miłość ku nam, w Twoich czynach i słowach, objawionych nam w Księgach Pisma Świętego. Podobne artykuły.