Hasło, które w tym dniu propagowane jest wśród osadzonych to "Miłe słowa – mają MOC". Osadzeni zachęcani są do dzielenia się dobrym słowem, posługiwania się pozytywnym komunikatem i doceniania siły płynącej z ich stosowania. Obchody tego dnia mają na celu uwrażliwienie skazanych na pozytywne relacje i komunikację, których Z okazji uroczystości Wniebowzięcia NMP prezentujemy kazanie jednego z najwybitniejszych pisarzy cysterskich - bł. Elreda z Rievaulx. Bł. Elred z Rievaulx (1110-1166) to jeden z najznamienitszych przedstawicieli duchowości cysterskiej. Młodość spędził na dworze szkockiego króla Dawida I, a następnie wstąpił do cysterskiego klasztoru w Rievaulx, niedaleko Yorku, gdzie po latach został opatem. Jego spuścizna pisarska opiera się na starożytnej tradycji i czułej duchowości, w której przyjaźń ludzka prowadzi do miłości Boga, gdyż, jak pisał, „dla stworzenia rozumnego nie ma innego szczęścia, jak przylgnięcie do Boga”. Prezentowane kazanie na Wniebowzięcie NMP jest jednym z dwóch, jakie zachowało się na tę uroczystość. Podobnie, jak współcześni Elredowi ojcowie cysterscy, komentuje on ewangelię św. Łukasza o Marcie i Marii, gdyż tę właśnie perykopę czytano w dzień Wniebowzięcia Maryi. Opat z Rievaulx wydobywa z tekstu biblijnego wiele alegorii i aluzji i, jako zatroskany ojciec wspólnoty, próbuje zaaplikować te prawdy do życia swoich braci: Maria i Marta ze swoimi odmiennymi obowiązkami powinny być udziałem każdego mnicha, do świętości prowadzi równowaga w wypełnianiu obydwu zadań. Maryja dzięki doskonałemu połączeniu tych cnót, zgotowała w swym sercu najlepszą gościnę dla Jezusa. Należy jeszcze zaznaczyć pewną trudność translatorską. Otóż tekst Wulgaty, którym posługiwał się Elred, nazywa miejsce, gdzie mieszkały siostry Marta i Maria castellum, a więc „zamkiem”, stąd autor buduje swoje alegorie, opierając się na wyglądzie znanych sobie zamków. Współczesne polskie przekłady używają w tym miejscu słowa „wieś”. W poniższym tłumaczeniu to samo słowo castellum oddano raz jako „wieś”, gdy kontekst wskazuje na miejsce gościny Jezusa, innym razem jako „zamek”, kiedy chodzi o alegorię trzech cnót. PL 195, 303 KAZANIE XVII BŁ. ELREDA Z RIEVAULX NA WNIEBOWZIĘCIE NAJŚW. MARYI PANNY Jezus przyszedł do jednej wsi. Tam pewna niewiasta, imieniem Marta, przyjęła Go do swego domu. Miała ona siostrę, imieniem Maria (Łk 10, 38-39). Usłyszeliście w ewangelii o wielkim szczęściu dwóch niewiast. Zaiste, bracia, wielkie szczęście spotkało Martę, która przyjęła tak znacznego gościa, która Mu usługiwała, która była zajęta wyświadczaniem Mu przysług. Wielkie szczęście spotkało Marię, która rozpoznała wzniosłość owego Gościa, która słuchała Jego mądrości i zakosztowała Jego słodyczy. To bowiem opowiada ewangelista, że Pan nasz Jezus Chrystus przyszedł do jednej wsi, a tam pewna niewiasta imieniem Marta przyjęła Go do swego domu i usługiwała Mu. Miała ona siostrę imieniem Maria, która natychmiast, gdy tylko przyszedł Jezus, pobiegła do Jego stóp, usiadła i słuchała Jego słodkich słów. Tak bardzo była skupiona na słowach Pana, że nie troszczyła się o nic, co działo się w domu ani o to, co mówi kto inny, czy jak bardzo jej siostra pracowała. Kto bowiem z was, gdyby Pan nasz chodził po ziemi i chciał przyjść do waszego domu, nie ucieszyłby się przedziwną i niewymowną radością? Co więc powiemy, bracia? Skoro nie ma Go już na ziemi w sposób cielesny, skoro nie możemy przyjąć Go w sposób cielesny, powinniśmy zatem porzucić nadzieję na Jego przyjście? Nie, przygotujmy nasze domy, a bez wątpienia przyjdzie nam z pomocą i to skuteczniej, niż gdyby miał przyjść cieleśnie. Niewątpliwie, owe niewiasty były szczęśliwe, że przyjęły Go cieleśnie, ale o wiele bardziej szczęśliwi są Ci, co przyjęli Go duchowo. W owym czasie bowiem wielu przyjmowało Go cieleśnie. Jedli z Nim i pili, ale ponieważ nie przyjęli Go duchowo, pozostali w swojej nędzy. Któż bardziej nieszczęśliwy od Judasza? A przecież i on cieleśnie usługiwał Panu. Powiem więcej: sama Najświętsza Maryja Panna, której chwalebne Wniebowzięcie dzisiaj obchodzimy, była bez wątpienia szczęśliwa, gdyż w ciele przyjęła Syna Bożego, jednak była jeszcze szczęśliwsza, bo przyjęła Go w swojej duszy. Skłamałbym, gdyby sam Pan o tym nie powiedział. Wczoraj czytaliśmy, jak pewna kobieta rzekła do naszego Pana: Błogosławione łono, które Cię nosiło i piersi, które ssałeś (Łk 11, 27). A Pan jej odpowiedział: Owszem, ale przecież błogosławieni ci, którzy słuchają słowa Bożego i zachowują je (Łk 11, 28). Przygotujmy zatem, bracia, swego rodzaju duchową wieś, aby przyszedł do nas Pan nasz. Powiem otwarcie: jeśli święta Maryja nie przygotowałaby takiej wsi wewnątrz siebie, Pan Jezus nie wszedłby do jej łona, ani do jej duszy, ani także nie czytano by tej ewangelii dzisiaj w jej uroczystość. Przygotujmy zatem tę wieś. Wieś, aby była warowna, musi mieć trzy rzeczy: fosę, mury i wieżę. Najpierw fosę, potem nad fosą mury, na koniec wieżę, która od tamtych jest mocniejsza i wznioślejsza. Mury i fosa strzegą się nawzajem: gdyby nie było fosy, ludzie mogliby jakimś podstępem zbliżyć się do murów, aby je podkopać. Gdyby nie było murów nad fosą, mogliby zbliżyć się do fosy i ją zasypać. Wieża strzeże wszystkiego, bo jest wyższa od wszystkiego. Wejdźmy już do naszej duszy i zobaczmy, jak wszystkie te rzeczy winny urzeczywistnić się w nas duchowo. Czymże jest fosa jeśli nie zagłębieniem w ziemi? Drążmy więc serce nasze, tam gdzie nisko leży ziemia. Usuńmy ziemię, która jest wewnątrz i wyrzućmy ją do góry, tak bowiem kopie się fosę. Ziemią, jaką mamy wziąć i rzucić w górę jest nasza ziemska słabość. Niech nie kryje się ona wewnątrz, ale niech zawsze będzie nam przed oczyma, by w sercu naszym powstała fosa, to znaczy pokora i głęboka ziemia. Zatem, bracia, ta fosa to pokora. Przypomnijcie sobie, co powiedział ów ewangeliczny ogrodnik o drzewie, które pan winnicy chciał wyciąć, gdyż nie znalazł na nim owoców: Panie, jeszcze na ten rok je pozostaw; ja okopię je i obłożę nawozem (Łk 13, 8). Chciał wokół niego wykopać fosę, to znaczy nauczyć je pokory. Tak więc, bracia, zacznijmy budować tę wioskę. Tylko wtedy jednak będziemy mogli budować, a nie sprowadzać nieszczęście na naszą głowę, kiedy w sercu naszym będzie fosa, to jest prawdziwa pokora. O, jak dobrą fosę wykopała sobie błogosławiona Maryja! Zaiste, bardziej zważała na własną słabość niż na całą swą godność i świętość. Wiedziała bowiem, że to co było słabe, z Niej było, to zaś że była święta, że była matką Boga, Panią aniołów, świątynią Ducha Świętego, była wyłącznie dzięki łasce Bożej. Wyznawała zatem pokornie, to co od Niej pochodziło: Oto ja, służebnica Pańska, niech mi się stanie według Twego słowa (Łk 1, 38) i dalej: Wejrzał na uniżenie swojej służebnicy (Łk 1, 48). Po ukończeniu fosy, musimy zbudować mur. Ten duchowy mur to czystość. Mur ten jest bardzo mocny, zachowuje ciało nienaruszone i niezabrudzone. Mur ten ochrania fosę, o której mówiliśmy, tak by nie mogła zostać zasypana przez wrogów. Gdy bowiem ktoś traci czystość, zaraz całe serce napełnia się brudami i nieczystościami, aby pokora czyli duchowa fosa już zupełnie znikła z serca. Ale, tak jak mur ochrania tę fosę, tak trzeba by fosa chroniła mur. Kto bowiem porzuca pokorę, nie zdoła zachować czystości ciała. Stąd zdarza się, że niekiedy traci się dziewictwo zachowane od dzieciństwa do starości, bo kiedy duszę plami pycha, ciało ulega splamieniu przez rozwiązłość. Święta Maryja miała ten mur w sobie doskonalej niż ktokolwiek inny. Ona bowiem jest dziewicą świętą, nietkniętą, której dziewictwa, niczym muru niezdobytego, nigdy nie zdołało naruszyć cokolwiek od współziomków, ani też żadna machina, czyli pokusa diabelska. Była dziewicą przed zrodzeniem, dziewicą w zrodzeniu, dziewicą po zrodzeniu. Jeśli jednak już naśladujecie Maryję i posiadacie już ową fosę pokory, konieczne jest, byśmy zbudowali wieżę miłości. Miłość to wielka wieżą, bracia moi. Jak wieża zazwyczaj wznosi się ponad inne budowle zamku, tak miłość jest ponad innymi cnotami, które duchowo budują duszę. Dlatego mówi Apostoł: Ja wam wskażę drogę jeszcze doskonalszą (1 Kor 12, 31). Powiedział to o miłości, bo to ona jest tą doskonalszą drogą, która prowadzi do życia. Ktokolwiek znajduje się w tej wieży, nie lęka się swoich wrogów, bo doskonała miłość usuwa lęk (1 J 4, 18). Bez tej wieży zamek duchowy, o którym mówimy jest słaby. Kto bowiem ma mocny mur czystości, a jednocześnie potępia albo osądza swego brata, nie okazuje mu takiej miłości, jaką powinien. Ponieważ nie ma wieży, jego nieprzyjaciel zdobywa mury i zabija jego duszę. Podobnie, jeśliby uchodził za pokornego przez swój strój, pożywienie, przez pochylenie głowy, jeżeli wewnątrz miałby złość w stosunku do swoich przełożonych i braci, taka fosa pokory, jaką ma, nie zdoła obronić go przed wrogiem. Któż wypowie, jak doskonałą wieżę posiadała Najświętsza Maryja? Jeśli Piotr miłował swojego Pana, jak bardzo błogosławiona Maryja miłowała Pana i Syna swojego! Natomiast jak bardzo miłuje swoich bliźnich, to znaczy ludzi, wskazują wielorakie cuda i objawienia, przez które Pan raczył ukazać, że Ona w sposób szczególny modli się do swojego Syna za cały rodzaj ludzki. Bracia, nie ma potrzeby, bym wytężał się, aby ukazać Jej miłość – jest ona tak wielka, że żaden umysł nie zdoła jej sobie wyobrazić. Bez wątpienia jest to wieś, do której raczył przyjść Jezus. Bez wątpienia, szczęśliwsi są ci, którzy przyjmują Go duchowo w takiej wsi, niż ci, którzy wówczas przyjęli Go cieleśnie do swego domu. Dlaczego jednak ewangelista przemilcza nazwę wsi i mówi tylko tyle, że Jezus przyszedł do pewnej wsi? „Pewnej” oznacza swoistą osobliwość, zatem to właśnie odnosi się do Naszej Najświętszej Pani. Ona to bowiem jest pewną osobliwą wsią, gdyż w żadnym człowieku nie spotkamy takiej pokory, w żadnym tak doskonałej czystości, w żadnym tak znakomitej miłości. Bez wątpienia jest Ona osobliwą wsią, którą założył Ojciec, Duch Święty uświęcił, do której wszedł Syn, którą cała Trójca wybrała na swoją szczególną gospodę. Oto wieś, do której przyszedł Jezus. Przyszedł pomimo drzwi zamkniętych, wyszedł pomimo drzwi zamkniętych, jak to przepowiedział święty Ezechiel: Zaprowadził mnie do zewnętrznej bramy przybytku, która skierowana jest na wschód; była jednakże zamknięta (Ez 44, 1). Bramą wschodnią jest Najświętsza Maryja, ponieważ brama, która skierowana jest na wschód, najpierw otrzymuje jasność słońca. Tak i Najświętsza Maryja, która zawsze skierowana była na wschód, to znaczy na jasność Boga, najpierw przyjęła w sobie promień, a nawet całą pełnię jasności tego prawdziwego Słońca, czyli Syna Bożego, o którym powiedział prorok Zachariasz: Nawiedził nas Wschód z wysoka (por. Łk 1, 78). Brama ta była zamknięta i dobrze zabezpieczona. Nieprzyjaciel nie znalazł żadnego sposóbu dojścia, ani nawet żadnego prześwitu. Była zamknięta i opieczętowana pieczęcią czystości, której wejście Pana nie tylko nie złamało, ale raczej bardziej utwierdziło ją i umocniło. Ten bowiem, który darzy dziewictwem, swoją obecnością nie pozbawia dziewictwa, ale jeszcze bardziej je wzmacnia. Do tej zatem wsi przyszedł Jezus. My zaś, bracia, jeśli mamy wewnątrz tę duchową wieś, o której mówimy, bez wątpienia przyjdzie do nas Jezus. Lecz do błogosławionej Maryi przyszedł nie tylko duchowo, ale także cieleśnie, bo z Niej przyjął ciało. Tam pewna niewiasta imieniem Marta przyjęła Go do swego domu. Miała ona siostrę imieniem Maria (Łk 10, 38-39). Jeśli zatem, bracia, według tego, co powiedziałem, nasza dusza stała się wsią-zamkiem, trzeba, by zamieszkały w niej dwie kobiety: jedna, która usiadłaby u stóp Jezusa, aby słuchać słów Jego, druga, która by Mu służyła, aby się posilił. Zobaczcie, bracia: jeśli w domu tym byłaby tylko Maria, nie byłoby komu podać Panu strawy. Jeśli byłaby tylko Marta, nie byłoby komu radować się słowami i obecnością Pana. Zatem, bracia, Marta oznacza to działanie, przez które człowiek trudzi się dla Chrystusa, Maria zaś – ów odpoczynek, w którym człowiek odkłada na bok działanie ciała i rozkoszuje się słodyczą Boga, czy to przez czytanie, czy przez modlitwę, czy też przez kontemplacię. Tak więc, bracia, jak długo Chrystus jest ubogi, chodzi pieszo po ziemi, łaknie, pragnie, doznaje pokus, konieczne jest, by w jednym domu przebywały te dwie kobiety, to znaczy, aby w jednej duszy znajdowały się te dwa rodzaje działania. Jak długo ty jesteś na ziemi i ja, i kto inny, jeśli tylko jesteśmy Jego członkami, On sam jest na ziemi. Jak długo ci, którzy są Jego członkami łakną i pragną, doznają pokus, tak długo Chrystus łaknie, pragnie, doznaje pokus. Dlatego On sam powie w dniu sądu: Cokolwiek uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili (Mt 25, 40). Zatem, bracia, w tym biednym i trudnym życiu, konieczne jest, by w naszym domu była Marta, ażeby dusza nostra trudziła się około cielesnych uczynków. Dopóki bowiem musimy jeść i pić, dopóty trzeba nam przez czuwania, posty i znoje ujarzmiać nasze ciała. To jest cząstka Marty. Jednakowoż, w duszy naszej musi być także Maria, to jest działanie duchowe. Nie powinniśmy bowiem oddawać się jedynie sprawom cielesnym, ale niekiedy przystanąć i patrzeć jak miły, jak słodki jest Pan (por. Ps 33, 9), usiąść u stóp Jezusa, słuchać Jego słowa. Żadną miarą bowiem nie powinniście zaniedbywać Marii ze względu na Martę, ani Marty przez wzgląd na Marię. Bo gdybyście zaniedbali Martę, kto podałby Jezusowi strawę? Gdybyście zaniedbali Marię, cóżby wam przyszło z tego, że Jezus wszedł do waszego domu, skoro niczego nie skosztowalibyście z Jego słodyczy? Wiedzcie, bracia, że nigdy w tym życiu te kobiety nie powinny być rozdzielane. Gdy nadejdzie ów czas, kiedy to Jezus nie będzie ubogi, ani zgłodniały, ani spragniony, ani nie będzie mógł doznawać pokus, wówczas jedynie Maria, czyli działanie duchowe, zajmie cały dom, to jest duszę naszą. Ujrzał to św. Benedykt, a raczej Duch Święty w św. Benedykcie. Z tego powodu nie tylko powiedział i postanowił, abyśmy przykładali się do czytania niczym Maria oraz przewidział pracę, niczym Marta, ale zalecił nam obydwa te zajęcia i przeznaczył pewne godziny na działanie Marty, inne zaś godziny na działanie Marii. Te dwa działania były doskonale obecne u błogosławionej Maryi, naszej Pani. To że odziewała naszego Pana, że Go karmiła, nosiła, że z Nim uciekała do Egiptu – to wszystko odnosi się do działania cielesnego. Skoro zaś przechowywała wszystkie te słowa i rozważała je w swoim sercu (Łk 2, 19), rozmyślała o Jego Bóstwie, kontemplowała Jego potęgę, kosztowała Jego słodyczy – to wszystko odnosi się do Marii. Słusznie więc notuje ewangelista: Maria usiadła u nóg Jezusa i przysłuchiwała się Jego mowie (Łk 10, 39). W roli Marty święta Maryja nie siedziała u stóp Jezusa, uważam nawet, że sam Pan Jezus siadywał u stóp swojej najsłodszej Matki. Ewangelista bowiem mówi, że On sam był im poddany (Łk 2, 51). Jednakże, zgodnie z tym, że widziała i poznawała Jego Bóstwo, bez wątpienia siadywała u Jego stóp, gdyż upokarzała się przed Nim i uważała się za Jego służebnicę. W roli Marty usługiwała Mu jako słabemu, maleńkiemu, głodnemu i spragnionemu, bolała podczas Jego męki, podczas prześladowań, jakich doznawał od żydów. Przeto zostało Jej powiedziane: Marto, Marto, troszczysz się i niepokoisz o wiele (Łk 10, 41). W roli Marii błagała Go jako Pana, jako Pana czciła, chłonęła, jak tylko mogła Jego duchową słodycz. Zatem, bracia moi, dopóki trwamy w tym ciele, na tym wygnaniu, w tym miejscu pokuty, wiedzmy, że bliższe nam i bardziej przyrodzone jest to, co Pan powiedział do Adama: W pocie oblicza twego będziesz musiał zdobywać pożywienie (Rdz 3, 19) – bo taka jest rola Marty. Natomiast wszystko cokolwiek kosztujemy z duchowej słodyczy jest jedynie, że się tak wyrażę, przekąska, dzięki której Bóg podtrzymuje nas w naszej słabości. Tak więc, bracia najdrożsi, starajmy się pilnie czynić to, co należy do Marty i z wszelką bojaźnią i troską wykonujmy to, co przynależy do Marii, abyśmy nie zaniedbali roli jednej przez wzgląd na rolę drugiej. Będzie się niekiedy zdarzało, że Marta chciałaby, by Maria wykonywała jej pracę, ale nie jest jej to dane. Panie, mówi, czy Ci to obojętne, że moja siostra zostawiła mnie samą przy usługiwaniu? Powiedz jej, żeby mi pomogła (Łk 10, 40). To jest pokusa. Zobaczcie więc, bracia, że kiedy w godzinach, w których winniśmy oddawać się czytaniu i modlitwie, nasz umysł podsunie nam myśl, byśmy poszli do takiej lub innej pracy, jakby to było konieczne, wówczas to, w pewien sposób Marta woła Marię, by jej pomogła. Pan jednak sądzi dobrze i sprawiedliwie. Nie każe, by Marta usiadła z Marią, nie każe też, żeby Maria wstała i usługiwała z Martą. Owszem, lepsza, słodsza i milsza jest cząstka Marii, nie chce On jednak, żeby Marta przez nią odstąpiła od swojej pracy. Cząstka Marty jest bardziej mozolna, ale nie chce, aby zakłócono pokój Marii. Chce zatem, by obydwie wykonywały własne zadania. Kto z kolei myśli, że niektórzy ludzie mają w tym życiu spełniać rolę jedynie Marty, inni znowu mają wykonywać zadania tylko Marii, bez wątpienia błądzi i niczego nie pojmuje. Obie te kobiety są w jednej wsi, obie mieszkają w jednym domu, obie są wdzięczne i miłe Panu, obie przez Pana umiłowane, jak to mówi Ewangelia: Jezus miłował Marię, Martę i Łazarza (J 11, 5). Albo niech też powie, któryż ze świętych ojców doszedł kiedykolwiek do doskonałości bez jednego z obydwu tych działań. Każdy z nas musi wykonywać obydwie role. Bez wątpienia, w określonych godzinach winniśmy zajmować się tym, co należy do Marty, w innych zaś tym, co jest Marii, chyba że zajdzie konieczna potrzeba, która to nie zna prawa. Powinniśmy przeto troskliwie strzec owych godzin, które ustanowił dla nas Duch Święty: mianowicie, byśmy w czasie czytania trwali w jednym miejscu i w spokoju, nie ulegając lenistwu czy znużeniu, nie oddalając się od stóp Jezusa, lecz siedźmy tam i słuchajmy Jego słowa. Z kolei w czasie pracy bądźmy pracowici i ochotni i w żaden sposób nie zaniedbujmy posługiwania prawdzie, szukając spoczynku. Nigdy nie mieszajmy tych dwóch rzeczy, chyba że jedynie przez posłuszeństwo, nad które nie wolno nam przedkładać ani odpoczynku, ani pracy, ani działania, ani kontemplacji, ani nic zgoła, chyba że przez posłuszeństwo, będziemy zmuszeni, że się tak wyrażę, oddalić się nawet od samych stóp Jezusa. Oczywiste jest bowiem, że, chociaż milej jest Marii siedzieć u stóp Jezusa, to jednak, gdyby Pan jej kazał, bez najmniejszego wahania, wstałaby i usługiwała wraz ze swoją siostrą. Pan jednak nie kazał, aby w tym wydarzeniu zalecić obydwa rodzaje działania: tak byśmy starali się, jeśli nie jest nam nakazane coś innego, zawsze pilnie strzec ich obydwu i nie opuszczać jednego dla drugiego. Należy jeszcze rozważyć, to co powiedział Pan: Maria obrała najlepszą cząstkę, której nie będzie pozbawiona. Wielką pociechę dał nam Pan w tych słowach. Będziemy pozbawieni cząstki Marty, ale nie pozbawią nas cząstki Marii. Komu nie uprzykrzyłyby się te trudy i ta nędza, gdyby miałby być z nami na zawsze? Dlatego Pan nas pociesza. Bądźmy zatem mężni, mężnie znośmy te trudy i nędze, wiedząc, że będą miały swój kres. Tak samo, któż przykładałby wagę do owych pociech duchowych, jeśli nie miałyby trwać dłużej niż trwa to życie? Ale cząstki Marii nie będziemy pozbawieni, więcej nawet, będzie ona jeszcze większa. To, co tutaj zaczynamy kosztować w jakiejś drobnej kropelce, po tym życiu będziemy pili aż do swoistego duchowego upojenia, tak jak to mówi prorok: Będą się sycili obfitością Twego domu, będziesz ich poił potokiem Twego szczęścia (Ps 35, 9). Nie dajmy się więc pokonać tym trudnościom, ponieważ będą zabrane od nas. Pragnijmy gorąco smaku Bożej słodyczy, tu się bowiem co prawda zaczyna, lecz po tym życiu wydoskonali się w nas i zostanie w nas na wieki. Niech w osiągnięciu tego dopomaga nam błogosławiona Maryja u swojego Syna, Pana naszego, który z Ojcem i Duchem Świętym żyje i króluje na wieki wieków. Amen. tłum. br. G. OCist
Plik Lednica Słowa Jego są słodyczą.mp4 na koncie użytkownika karina12alt • folder pielgrzymka • Data dodania: 4 cze 2012 Wykorzystujemy pliki cookies i podobne technologie w celu usprawnienia korzystania z serwisu Chomikuj.pl oraz wyświetlenia reklam dopasowanych do Twoich potrzeb.
Jozafat R. Gohly OFM – MODLITWY FRANCISZKAŃSKIE – część IX . UWIELBIENIE BOGA NAJWYŻSZEGO . 1 Ty jesteś Święty Pan Bóg jedyny, który czynisz cuda (por. Ps 76,15). 2 Ty jesteś mocny, Ty jesteś wielki (por. Ps 85,10), Ty jesteś najwyższy, Ty jesteś Królem wszechmogącym, Ojcze święty (J 17,11), Królu nieba i ziemi (por. Mt 11,25). 3 Ty jesteś w Trójcy jedyny Pan Bóg nad bogami (por. Ps 135,2), Ty jesteś dobro, wszelkie dobro, najwyższe dobro, Pan Bóg żywy i prawdziwy (por. 1Tes 1,9). 4 Ty jesteś miłością, kochaniem; Ty jesteś mądrością, Ty jesteś pokorą, Ty jesteś cierpliwością (Ps 70,5), Ty jesteś pięknością, Ty jesteś łaskawością, Ty jesteś bezpieczeństwem, Ty jesteś ukojeniem, Ty jesteś radością, Ty jesteś nadzieją naszą i weselem, Ty jesteś sprawiedliwością, Ty jesteś łagodnością, Ty jesteś w pełni wszelkim bogactwem naszym. 5 Ty jesteś pięknością, Ty jesteś łaskawością, Ty jesteś opiekunem (Ps 30,5), Ty jesteś stróżem i obrońcą naszym; Ty jesteś mocą (por. Ps 42,2), Ty jesteś orzeźwieniem. 6 Ty jesteś nadzieją naszą, Ty jesteś wiarą naszą, Ty jesteś miłością naszą, Ty jesteś całą słodyczą naszą, Ty jesteś wiecznym życiem naszym: Wielkim i przedziwnym Panem, Bogiem wszechmogącym, miłosiernym Zbawicielem. . Okoliczności powstania Uwielbienie Boga Najwyższego powstało na Alwerni we wrześniu 1224 r. Franciszek po raz kolejny udał się w to miejsce, by odprawić czterdziestodniowy post ku czci Błogosławionej Dziewicy i św. Michała Archanioła. Post rozpoczynał się od święta Wniebowzięcia NMP i trwał do 23 września, do uroczystości św. Michała Archanioła. Razem z nim był na Alwerni obecny brat Leon, jako towarzysz i sekretarz Biedaczyny. Modlitwa Uwielbienia Boga Najwyższego została napisana osobiście przez św. Franciszka. Na niewielkim pergaminie o wymiarach 10×14 cm znajduje się na jednej stronie błogosławieństwo dla brata Leona, a na drugiej uwielbienie Boga Najwyższego. O okolicznościach powstania tej modlitwy pisze Celano w następujący sposób: „Kiedy Święty przebywał na górze Alwernia, zamknięty w celi, jeden z jego towarzyszy bardzo pragnął mieć krzepiące pismo ku czci Pana, skreślone krótko ręką świętego Franciszka. Wierzył bowiem, że za pomocą tego pisma wyjdzie cało albo przynajmniej mniej ucierpi od ciężkiej pokusy, jaka go dręczyła, pokusy nie ciała, lecz ducha. Męczył się tym pragnieniem, ale bał się wyjawić go otwarcie świętemu ojcu. Ale to, czego nie powiedział mu człowiek, objawił Duch. Pewnego dnia Franciszek zawołał go, mówiąc: „Przynieś mi kartę i atrament, ponieważ chcę napisać słowa Pańskie i Chwalby, jakie rozważyłem w sercu swoim”. Szybko przyniósł mu, o co prosił, a Święty napisał własnoręcznie Chwalby Pana i słowa, jakie chciał, a na końcu błogosławieństwo dla brata. Powiedział: „Weź sobie tę kartę i pilnie strzeż jej aż do dnia swej śmierci” (2 Cel 49). Modlitwa zachowała się w rękopisie do dnia dzisiejszego i znajduje się w relikwiarzu, w pomieszczeniu znajdującym się obok bazyliki dolnej w Asyżu. Stary inwentarz Sacro Convento wspomina o tej relikwii w spisie inwentarza z 1338 r.: „Również jest tablica drewniana ze szkłem z obu stron, w której jest błogosławieństwo, które dał święty Ojciec Franciszek bratu Leonowi, towarzyszowi swemu, napisane własną ręką tego świętego Ojca; i uwielbienia jego są tamże” oraz w inwentarzu z 1473 r., który wspomina srebrny relikwiarz, „w którym jest własnoręczne pismo świętego Franciszka” (Pisma, s. 241-242). Na przedniej stronie ukazane jest błogosławieństwo dla br. Leona, na odwrocie modlitwa Uwielbienie Boga Najwyższego. Oprócz słów napisanych osobiście przez Franciszka, pergamin zawiera napisaną czerwonym atramentem adnotację poczynioną później przez br. Leona. Brat Leon napisał własnoręczne uwagi na wspomnianym pergaminie, wyjaśniając dokładniej okoliczności powstania modlitwy: „Błogosławiony Franciszek na dwa lata przed swoją śmiercią odprawiał post czterdziestodniowy na Alwerni ku czci Błogosławionej Dziewicy, Matki Boga i Błogosławionego Michała Archanioła od święta Wniebowzięcia Świętej Maryi Dziewicy do święta św. Michała we wrześniu, i spoczęła na nim ręka Pańska; po widzeniu i słowach Serafina oraz pojawieniu się stygmatów Chrystusa na jego ciele ułożył te uwielbienia napisane na drugiej stronie kartki i własną ręką napisał, dziękując Bogu za dobrodziejstwo mu wyświadczone” (Pisma, wyd. s. 65). Pośrodku kartki br. Leon dopisał wyjaśnienie: „Błogosławiony Franciszek napisał własną ręką to błogosławieństwo dla mnie, brata Leona” oraz u dołu „W ten sam sposób własnoręcznie uczynił ten znak Thau z głową” (Pisma, s. 242). Z tekstu wynika, że pierwotną była modlitwa uwielbienia, a następnie Franciszek na odwrocie napisał błogosławieństwo dla br. Leona. Uwagi Leona mówią o autorstwie Franciszka – „własną ręką napisał”, czasie powstania utworu – „we wrześniu”, po „pojawieniu się stygmatów Chrystusa” oraz o motywach ułożenia tego hymnu uwielbienia – „dziękując Bogu za dobrodziejstwo mu wyświadczone”. Leon nosił nieustanni ze sobą ten kawałek pergaminu jak relikwia. Z tego powodu, iż pergamin złożony był na czworo i noszony wiele lat – br. Leon zmarł w 1271 r., jest nieco zniszczony. Lepiej zachowana jest część zawierająca błogosławieństwo dla br. Leona. Modlitwa uwielbienia jest mało czytelna, ale tekst tej modlitwy jest doskonale zachowany dzięki licznym odpisom. Odpisy znajdują się w licznych zbiorach rękopiśmiennych z XIV i XV w. Łącznie zawierają ten tekst dwadzieścia dwa rękopisy, dwa starowłoskie tłumaczenia oraz trzy wczesne druki z XVI w. (Pisma, s. 243). Budowa modlitwy Tekst modlitwy Uwielbienie Boga Najwyższego składa się z 33 wierszy. Została ona napisana pod koniec postu ku czci św. Michała, który trwał przez dni 40. Tak jakby dla każdego dnia było przeznaczone jedno wezwanie. Większość z nich rozpoczyna się słowami „Ty jesteś…”. Modlitwa stanowi zbiór różnych aklamacji biblijnych lub osobistych wezwań. Dziewięć aklamacji ma swoje bezpośrednie odniesienie do tekstów biblijnych, głównie do Księgi Psalmów lub ksiąg nowotestamentalnych. Pozostałe wyrażają osobistą relację autora do Boga. Franciszek dwukrotnie powtarza dwie aklamacje. W strofie czwartej i piątej mamy powtórzenia przymiotów Boga: „Ty jesteś pięknością, Ty jesteś łaskawością”. Na podstawie użytych określeń można zobaczyć jaki obraz Boga ukształtował się w sercu św. Franciszka. Słowa Biedaczyny są na tyle ważne, że wypływają bezpośrednio z jego wewnętrznego natchnienia, które napełniało go tuż po stygmatyzacji: „chcę napisać słowa Pańskie i Chwalby, jakie rozważyłem w sercu swoim”. W tym samym duchu zostało nakreślone Błogosławieństwo dla brata Leona, które stanowi tylko trzy wiersze i jest powtórzeniem błogosławieństwa aaronowego znanego z Księgi Liczb. Kartka dla Brata Leona chociaż ma wyraźnie dwie strony, dwa oblicza, stnowi pewną całość. Na jednej stronie Franciszek rysuje obraz wielkości Boga, który jest mocny, wielki, najwyższy, Królem wszechmogącym – „wiecznym życiem naszym”. Natomiast na drugiej stronie pergaminu kreśli spływające od wielkiego Boga na br. Leona błogosławieństwo – „Niech zwróci oblicze swoje ku tobie i niech cię obdarzy pokojem”. W błogosławieństwie dla brata Leona Franciszek ujmuje jeszcze jeden przymiot Boga, niewypowiedziany w samym Uwielbieniu Boga Najwyższego. To pokój, który jest następstwem skierowania Bożego oblicza na człowieka i przyjęcia Jego błogosławieństwa. W ten sposób Franciszek uzupełnia obraz Boga, który błogosławi, strzeże, miłuje się nad człowiekiem, zwraca swe oblicze na człowieka, a przede wszystkim obdarza pokojem, który jest darem samego Boga. W większości publikacji uwielbienie jest drukowane w jednym ciągu, bez wyraźnego podziału. Przypomina formę litanii, wychwalającą przeróżne przymioty, zaczynając każdy wiersz od zwrotu „Ty”, skierowanego do Boga. Patrząc jednak na zawartość treściową poszczególnych wezwań, możemy podzielić cały tekst na trzy części. Analiza tekstu 1 Ty jesteś Święty Pan Bóg jedyny, który czynisz cuda (por. Ps 76,15). 2 Ty jesteś mocny, Ty jesteś wielki (por. Ps 85,10), Ty jesteś najwyższy, Ty jesteś Królem wszechmogącym, Ojcze święty (J 17,11), Królu nieba i ziemi (por. Mt 11,25). 3 Ty jesteś w Trójcy jedyny Pan Bóg nad bogami (por. Ps 135,2), Ty jesteś dobro, wszelkie dobro, najwyższe dobro, Pan Bóg żywy i prawdziwy (por. 1Tes 1,9). . Pierwsza część modlitwy wskazuje na samego Boga, na Jego świętość i wielkość. Większość modlitw św. Franciszek rozpoczyna od ukazania wielkości Boga: „Najwyższy, chwalebny Boże”, „O Najświętszy Ojcze nasz”, „Wszechmogący, wiekuisty, sprawiedliwy i miłosierny Boże”. Uwielbienie rozpoczyna się od stwierdzenia – „Ty jesteś Święty Pan Bóg jedyny”, wraz ze zdaniem pobocznym „który czynisz cuda”. Potem następuje zestawienie innych określeń odnoszących się do świętości Boga: mocny, wielki, najwyższy, Król wszechmogący, Król nieba i ziemi, w Trójcy jedyny, Bóg nad bogami, Bóg żywy i prawdziwy. To wielki szacunek Franciszka do Boga, którego traktuje jako Pana nieba i ziemi. Nie przeszkadza to odnosić się do Wszechmocnego Boga w formie „Ty”. Biedaczyna jest równocześnie świadomy tego, iż Święty Bóg jest jego Ojcem, „który czyni cuda” i jest dawcą wszelkiego dobra – „Ty jesteś dobro, wszelkie dobro, najwyższe dobro”. Zwrot ten pojawia się również w innych tekstach Franciszka, jak Modlitwa pochwalna odmawiana przy wszystkich godzinach: „Wszechmogący, najświętszy, najwyższy i największy Boże, wszelkie dobro, największe dobro, całe dobro, który sam jesteś dobry” (MP 11), czy w Regule niezatwierdzonej, gdzie Franciszek pisze: „jedynego prawdziwego Boga, który jest pełnią dobra, wszelkim dobrem, całym dobrem, prawdziwym i najwyższym dobrem, który sam jeden jest dobry” (1 Reg 23, 9). Największego cudu dobroci Boga właśnie co doświadczył na Alwernii, otrzymując znamiona męki Chrystusa, upodabniając się w ten sposób do Tego, którego przez całe życie pragnął naśladować w sposób doskonały. Jakże nie cieszyć się i nie uwielbiać Boga za tak wielki dar, który otrzymał? Franciszek dwukrotnie w tym fragmencie uwielbienia modli się do Ojca słowami samego Jezusa. Jeno wezwanie zaczerpnięte jest z modlitwy arcykapłańskiej Chrystusa podczas ostatniej wieczerzy, kiedy modli się „Ojcze Święty, zachowaj ich w Twoim imieniu, które Mi dałeś” (J 17, 11). Drugi użyty fragment pochodzi z Ewangelii św. Mateusza i przypomina modlitwę Jezusa: „Wysławiam Cię, Ojcze, Panie nieba i ziemi, że zakryłeś te rzeczy przed mądrymi i roztropnymi, a objawiłeś je prostaczkom” (Mt 11, 25). Transcendecja i wielkość Boga, o której tak wiele Franciszek mówi w początkowych wersetach tej modlitwy, wcale nie oddala Boga od człowieka. Bóg, który jest Święty, Król nieba i ziemi, w Trójcy jedyny, jest Ojcem świętym, przepełnionym dobrocią. Dla Franciszka ten wszechmogący Bóg jest Bogiem żywym i prawdziwym, pełnym miłości i mądrości, o czym pisze w kolejnych wezwaniach modlitwy. 4 Ty jesteś miłością, kochaniem; Ty jesteś mądrością, Ty jesteś pokorą, Ty jesteś cierpliwością (Ps 70,5), Ty jesteś pięknością, Ty jesteś łaskawością, Ty jesteś bezpieczeństwem, Ty jesteś ukojeniem, Ty jesteś radością, Ty jesteś nadzieją naszą i weselem, Ty jesteś sprawiedliwością, Ty jesteś łagodnością, Ty jesteś w pełni wszelkim bogactwem naszym. 5 Ty jesteś pięknością, Ty jesteś łaskawością, Ty jesteś opiekunem (Ps 30,5), Ty jesteś stróżem i obrońcą naszym; Ty jesteś mocą (por. Ps 42,2), Ty jesteś orzeźwieniem. 6 Ty jesteś nadzieją naszą, Ty jesteś wiarą naszą, Ty jesteś miłością naszą, Ty jesteś całą słodyczą naszą, Ty jesteś wiecznym życiem naszym: . Ta część modlitwy uwielbienia Boga skupia się na określeniu natury Boga. Wykaz rozpoczyna stwierdzenie: „Ty jesteś miłością, kochaniem”. Podwójne wymienienie miłości ma tylko podkreślić ważność i wielkość miłości Boga. Po miłości jest mądrość, pokora i cierpliwość, piękno i łaskawość, bezpieczeństwo i ukojenie, radość, nadzieja i wesele oraz sprawiedliwość poprzedzająca łagodność. Każde z tych wezwań ma swoje uzasadnienie i potwierdzenie w innych pismach św. Franciszka. Wszystko to buduje pewne napięcie i prowadzi do podsumowania pierwszego etapu tej części i stwierdzenia: „Ty jesteś w pełni wszelkim bogactwem naszym”. To oddaje w pełni Franciszkowe „Bóg mój i wszystko”. Jeżeli ktoś posiada Boga, to przez Niego może cieszyć się wszelkim dobrem, bo On jest wszelkim bogactwem człowieka zanurzonego w Bogu. Po ukazaniu wielkości Boga i Jego potęgi, Franciszek najpierw powtarza użyte już wyrażenia mówiące o piękności i łaskawości Boga, a następnie wymienia zwroty ukazujące Boga otaczającego troską i opieką człowieka. Przy Bogu, który jest Opiekunem, Stróżem, Obrońcą, Mocą i Orzeźwieniem, człowiek może czuć się bezpieczny. Wezwania z tej części modlitwy są pełne pokrzepienia i umocnienia. Pozwalają na budowaniu swojego życia na fundamencie wiary, nadziei i miłości. Kiedy Franciszek rozpoczynał swoje życie pokuty modlił się w kościele św. Damiana prosząc o „prawdziwą wiarę, niezachwianą nadzieję i doskonałą miłość”. Po przeżyciu kilkunastu lat w łączności z Bogiem, modli się stwierdzając: „Ty jesteś nadzieją naszą, Ty jesteś wiarą naszą, Ty jesteś miłością naszą”. Już nie musi prosić. Posiadł Boga, który napełnił go największym szczęściem i radością, który stał się dla niego „całą słodyczą”. Jak emocjonalnie i wewnętrznie przeżywał Boga pisze Celano w życiorysie Franciszka: „Bracia, którzy z nim przebywali, wiedzą jak codziennie i stale głosił Jezusa, jak słodko i rozkosznie rozprawiał o Nim, jak łagodnie i z pełną miłością rozmawiał na Jego temat.” (1 Cel 86). „Spośród różnych słów, jakimi posługiwał się w mowie potocznej, nie bez pewnego wzruszenia słuchał o miłości Boga. Słysząc o miłości Boga, natychmiast pobudzał się, wzruszał, rozpalał, jak gdyby pałeczką zewnętrznego głosu dotknięto wewnętrznych strun jego serca.” (2 Cel 196). Ostatnie zdanie tej części ukierunkowuje nas na ostateczność – „Ty jesteś wiecznym życiem naszym”. Franciszek zawsze żył w świadomości, iż nasze ziemskie życie znajdzie kontynuację i dopełnienie w życiu wiecznym i o tym nie zapomina w modlitwie Uwielbienia i słowach pociech skierowanych do br. Leona. Wielkim i przedziwnym Panem, Bogiem wszechmogącym, miłosiernym Zbawicielem. . Ostatnie zdanie Uwielbienia na nowo przypomina wielkość Boga. To klamra spinająca całość modlitwy i nawiązująca do pierwszego wezwania, mówiącego „Ty jesteś Święty, Pan Bóg jedyny”. Franciszek kończąc modlitwę po raz kolejny przywołuje wielkość i niepojętość Boga. Czyni to potrójną aklamacją, używając trzech tytułów: Pan, Bóg, Zbawiciel. Mówi o Panu wielkim i przedziwnym, o Bogu wszechmogącym oraz Zbawicielu miłosiernym. Nawet jeżeli niepojęta i nieogarniona jest wszechmoc i wielość Boga, to ostatnim przymiotem, o którym mówi Franciszek jest Boże miłosierdzie. W modlitwie możemy odczuć serce Franciszka, w którym jest radość kochania i poczucie, że jest się kochanym przez Boga. W użytych wyrażeniach i zwrotach Biedaczyna ukazuje całą głębię swoich uczuć i miłości do Boga, który jest dla niego ukojeniem, radością, orzeźwieniem, słodyczą. Co charakterystyczne dla Biedaczyny i w innych jego modlitwach, ukazuje swoją małość i uniżenie wobec wielkiego i świętego Boga. On – Franciszek, jest niczym wobec Boga, który jest „wszelkim dobrem”, „wszelkim bogactwem”, „wiecznym życiem naszym”, „Król wszechmogący”, „Pan Bóg nad bogami”. Uwielbienie zostało napisane na wyraźną prośbę br. Leona, który prosił Franciszka o pomoc w swojej trudnej sytuacji i szukał słów pokrzepienia i umocnienia w pokusach. Prosił o podarowanie pocieszającego słowa Pańskiego. Układ modlitwy i poszczególne wezwania ukazują pedagogię Biedaczyny z Asyżu. Nie znajdziemy w Uwielbieniu negatywów, ani jakichkolwiek zaprzeczeń. Franciszek wypowiadając swoją litanię uwielbień ponad 30 razy stwierdza: „Ty jesteś…”. Takim odbiera Boga Franciszek, ale również wiele razy, zwłaszcza w końcowej części modlitwy wypowiada swoje stwierdzenia w liczbie mnogiej: „Ty jesteś… naszym” – bogactwem, nadzieją, wiarą, miłością, słodyczą, życiem naszym. Franciszek wskazuje w pierwszym rzędzie na wielkość i świętość samego Boga, który jest żywy i prawdziwy, i jest dawcą wszelkiego dobra, bo jest wszelkim i najwyższym dobrem. Następnie podkreśla Bożą miłość i mądrość, ukazując także inne przymioty Boga, bo On jest wszelkim bogactwem naszym. To prowadzi do ukazania Boga jako opiekuna, stróża i obrońcę, dającego nam orzeźwienie. Na takim Bogu, który jest naszą mocą, możemy budować fundamenty wiary, nadziei i miłości. Podsumowaniem modlitwy jest potrójne wyrażenie wiary w Boga, który jest Panem, Bogiem wszechmogącym, a przede wszystkim miłosiernym Zbawicielem. Wnioski praktyczne Modlitwa została napisana po otrzymaniu przez Franciszka stygmatów na górze Alwernii. Na dar, który otrzymał, Biedaczyna odpowiada wdzięcznością i uwielbieniem Boga. Uczmy się od Serafickiego Ojca wychwalania Boga i dziękowania za rozliczne dary, które otrzymujemy każdego dnia. . Modlitwę uwielbienia można wykorzystać jako modlitwę adoracyjną podczas wystawienia Najświętszego Sakramentu, czy jako modlitwa dziękczynienia po Komunii Świętej. Podczas osobistej refleksji i modlitwy słowami tego Uwielbienia, można zastanowić się i dłużej rozważyć, które wezwanie jest dla mnie najbliższe i dlaczego? Jaki obraz Boga ukształtował się w moim sercu? Kim dla mnie jest Bóg? Wnioski z osobistej modlitwy mogą stać się przedmiotem dalszej dyskusji i rozmowy w grupie. Mając za wzór Franciszkowe Uwielbienie, mogę napisać własną litanię uwielbień Boga. Będzie to odpowiedź na pytanie – kim dla mnie osobiście jest Bóg i jakie przymioty ja w Nim zauważam? Przeprowadzając ćwiczenie w grupie, każdy uczestnik może przygotować jedno własne wezwanie, a całość modlitwy może zostać odczytana wspólnie podczas modlitwy końcowej lub adoracji. (Księga Izajasza 50;4) Takich języków, przynoszących pomoc i pociechę, bardzo brakuje. Miłe, uprzejme słowa są bardzo drogocenne. „Serce mędrca udziela mądrości jego ustom i pomnaża jego zdolność przekonywania. Miłe słowa są jak plaster miodu, słodyczą dla duszy i lekarstwem dla ciała.” (Przypowieści Salomona 16;23-24) Drukuj E-mail SŁOWA JEGOh e h e h D G FisSłowa Jego są słodyczą i cały pełen jest e h e h e C hTaki jest miły mój, oto Przyjaciel mój, córki Jeruzalem. Tłumaczenia w kontekście hasła "słodyczą" z polskiego na hiszpański od Reverso Context: Pozywam ją za odrąbanie gałęzi, które zawiniły jedynie obsypywaniem jej słodyczą.

Dzieci to najszlachetniejsze, najpokorniejsze i najprostsze istoty na świecie. poznaj najlepszych teksty biblijne dla dzieci, aby pouczał ich o słowie Bożym z perspektywy, którą mogą zrozumieć. Wskaźnik1 Teksty biblijne dla Tekst biblijny dla dzieci Tekst biblijny dla dzieci Teksty biblijne dla dzieci Teksty biblijne dla dzieci Jezus Teksty biblijne dla dzieci Teksty biblijne dla dzieci Teksty biblijne dla dzieci zbroja Boża Danie życia drugiemu człowiekowi to cudowny akt, który mógł stworzyć tylko Jehowa. Słowo Boże życie objawia nam, że nawet kiedy byliśmy w łonie matki, nasze oczy widziały Pana. Salmo 139: 13 13 Ponieważ ukształtowałeś moje wnętrzności; Stworzyłeś mnie w brzuchu mojej matki. Salmo 139: 16 16 Mój zarodek widział twoje oczy A w twojej książce wszystkie te rzeczy zostały zapisane Które następnie powstały, Bez pominięcia jednego z nich. Kiedy Jezus Chrystus był pośród nas, rozpoznał znaczenie i wielkie powinowactwo z dziećmi. Zachęcanie rodziców, aby zbliżyli się do Niego i dali im przykład prawdziwego sposobu życia. Dziecko jest proste, pełne szacunku, kochające, pokorne, zaskoczone wielkimi i małymi rzeczami w życiu. W ten sposób Pan chce, aby nasz styl życia wyglądał i ze szczerym sercem zbliżał się do Tronu Łaski. Mateusza 18: 3-5 3 i rzekł: Zaprawdę powiadam wam, że jeśli się nie odwrócicie i nie staniecie jak dzieci, nie wejdziecie do królestwa niebieskiego. 4 Więc kto uniża się jak to dziecko, ten jest największym w królestwie niebieskim. 5 A kto przyjmuje takie dziecko w moim imieniu, wita mnie. Bycie jak dzieci w naszym sposobie życia jest tak ważne, że Pan podkreśla, że ​​każdy, kto idzie za Nim, aby osiągnąć Królestwo Niebieskie, musi być taki jak oni. Mateusza 19: 14 14 Ale Jezus powiedział: Niech dzieci przychodzą do mnie i nie zatrzymuj ich; z tego powodu jest królestwo niebieskie. Teraz, gdy dorastamy i mamy głębsze zrozumienie Ojca, Syna i Ducha Świętego, rozumiemy znaczenie chodzenia z Nim każdego dnia naszego życia. Nie jest też tajemnicą, że zrozumienie tajemnic Bożych zawartych w Biblii nie jest takie proste. Dlatego jeśli od najmłodszych lat zaangażujemy ich w jakieś teksty biblijne dla dzieci, będą zachwycać się pięknymi opowieściami i wielką mocą Boga. Podobnie, gdy modlimy się do Boga o opiekę nad małymi w domu, poproś Go, aby nad nimi pracował i sprawił, że będą głodne, aby dowiedzieć się więcej o Nim. Modlitwa, aby podziękować Bogu za noc znajdziesz kilka modlitw do odmówienia wraz z nimi. Dlatego dzielę się z Wami w tym poście tymi tekstami biblijnymi dla dzieci, które z pewnością będą błogosławieństwem, zdumieniem i wspaniałą nauką dla najmłodszych. Tekst biblijny dla dzieci Józef Opowieść José jest naprawdę łatwym do przeczytania tekstem i jest tak bogata w naukę. Dzieci najpierw odkryją, jak ważne jest bycie wiernymi i podążanie Bożymi drogami oraz to, jak zostaną pobłogosławione przez Stwórcę. Także znaczenie przebaczenia i nie chowania urazy w sercu. Dowiedzą się również, w jaki sposób Pan może nas wykorzystać, aby wykonać swoje dzieło w nas, w naszym mieście lub w innym kraju. W przypadku Józefa Pan dał mu dar objawienia tajemnic ukrytych w snach niektórych sług faraona i samego faraona. Zdobycie jego łaski dzięki Ojcu Niebieskiemu. Księga Rodzaju 41: 25-28 25 Wtedy Józef odpowiedział faraonowi: Sen faraona to ty sam; Bóg pokazał faraonowi, co zamierza zrobić. 26 Siedem pięknych krów ma siedem lat; a piękne kłosy mają siedem lat: sen jest sobą. 27 Również siedem chudych i brzydkich krów, które pojawiły się po nich, ma siedem lat; a siedem małych i uschniętych kłosów wschodniego wiatru, siedem lat będzie głodowych. 28 Oto, co odpowiadam faraonowi. To, co Bóg zamierza uczynić, pokazał faraonowi. Tekst biblijny dla dzieci Noe To niesamowita historia nawet dla dorosłych. Opowieść o Noem pokazuje, jak Jehowa udziela Noemu dokładnych instrukcji, by zbudował arkę. To dlatego, że Pan, widząc zło, które zamieszkiwało świat, zniszczy ich przez wielką powódź. Tylko Noe, jego rodzina i tylko jeden gatunek zwierząt, w zależności od płci, mógł wejść do arki, aby ponownie zaludnić Ziemię. Pokazując, że jeśli jesteś szczerym człowiekiem, że kochasz Boga całym swoim sercem i jesteś Mu wierny, Boży gniew nigdy nie spadnie na ciebie ani na twoją rodzinę. Wręcz przeciwnie, Jego miłość, opieka, przewodnictwo i ochrona będą towarzyszyć wam każdego dnia waszego życia, aż do końca czasów. Księga Rodzaju 7: 1-2 1 Wtedy Pan rzekł do Noego: Wejdź do arki ciebie i cały twój dom; ponieważ widziałem cię tuż przede mną w tym pokoleniu. 2 Z każdego czystego zwierzęcia weźmiesz siedem par, samca i samicę; więcej zwierząt, które nie są czyste, para, samiec i jego samica. Teksty biblijne dla dzieci Mojżesz Ta wspaniała opowieść dzieci będą mogły zrozumieć wielką moc Ojca Niebieskiego i Wszechmogącego. Jak zazdrosny i opiekuńczy jest wobec każdego, kto wzywa jego imienia i jak bardzo jest cierpliwy przed wydaniem wyroku. Ujawni także dzieciom, jak przez Ducha Świętego może prowadzić człowieka, nawet przedkładając słowa, które należy wypowiadać osobom trzecim. Wreszcie, tak jak w Nim, jest tylko wolność. Wyjścia 2: 2-3 2 I ukazał mu się Anioł Pański w płomieniu ognia pośrodku krzaka; a on spojrzał i zobaczył, że krzew płonął ogniem, a krzew nie spłonął. 3 Wtedy Mojżesz powiedział: Pójdę teraz i zobaczę tę wielką wizję, dlaczego krzak nie pali. Teksty biblijne dla dzieci Dawid Wiara, ufność i determinacja na drogach Pana to jedna z rzeczy, które znajdziemy w historii Dawida. Młody mężczyzna o pięknym wyglądzie, naśladuje Jehowę i boi się go. Ani przez sekundę nie wątpię, że jednym z olbrzymów tamtych czasów zostałby zabity przez Goliata kamieniem. Potwierdzając jeszcze raz maluchom, że nie ma znaczenia, jakie okoliczności pojawiają się w życiu. Jeśli twoja ufność i wiara jest złożona w Panu, nic nie przewyższy Jego Mocy, Jego Chwały i Majestatu. 1 Samuel 16: 21-22 21 A gdy Dawid przyszedł do Saula, stanął przed nim; i bardzo go kochał i uczynił go swoim stronicą broni. 22 Saul posłał do Jessego, aby powiedział: Proszę, aby Dawid był ze mną, gdyż znalazł łaskę w moich oczach. Teksty biblijne dla dzieci Jezus Chrystus Podstawa naszej wiary, powód, dla którego jesteśmy naśladowcami Chrystusa i powód, dla którego są rzeczy, jest czymś, co dzieci powinny rozumieć od najmłodszych lat. Historia Jezusa, zwłaszcza tak, jak wyjaśnił apostoł Jan, objawia nam to wszystko z miłości. Nauki, śmierć i zmartwychwstanie Jezusa potwierdzają wiarę i początek Kościoła. To, że dzieci, jak powiedział Jezus, zbliżają się do Niego, jest początkiem wspaniałego i pięknego związku, który będzie trwał całe życie. Jana 14: 1-2 1 Nie troszczcie się o swoje serce; wierzycie w Boga, wierzcie też we mnie. 2 W domu mojego Ojca jest wiele rezydencji; gdyby tak nie było, powiedziałbym ci; Zamierzam przygotować dla Ciebie miejsce. Teksty biblijne dla dzieci Daniel Chociaż prawdą jest, że Księga Daniela jest jedną z ksiąg zawierających jedną z największych tajemnic, o proroctwach, które mają się spełnić. Wierność Daniela i jego przyjaciół wobec Najwyższego, nawet przed ówczesnymi możnymi, pokazuje, jak Pan zbawia ich od kar nałożonych przez króla. Podążanie za Ojcem całym sercem i chodzenie zgodnie z Jego wolą napełnia każdego człowieka błogosławieństwami i łaskami, takimi jak te, które dał Danielowi. Mądra osoba zrobiła to i dała mu dar ujawnienia tajemnic ukrytych we śnie króla Nabuchodonozora. Daniel 1: 17 17 Bóg dał tym czterem chłopcom wiedzę i inteligencję we wszystkich pismach i naukach; a Daniel miał zrozumienie we wszystkich wizjach i snach. Teksty biblijne dla dzieci Estera Estera to historia pięknej Żydówki, która została królową Persji. Podobnie jak swoją słodyczą, urodą, charyzmą i dobrym zachowaniem, zdobyła miłość króla Aswerusa. Estera uczy nas również, że nawet z pozycji władzy nigdy nie porzuciła swojej miłości do Boga ani do swego ludu i kiedy Haman miał zniszczyć Izrael. Kiedy dowiaduje się o planach Hamana, zaprasza ludzi do poszczenia przez trzy dni, aby znaleźć łaskę u króla Ahaswerusa. W ten sposób ratując lud Izraela. Estera 2:17 17 A król miłował Esterę bardziej niż wszystkie inne kobiety, a ona znalazła przed nim łaskę i dobroć bardziej niż wszystkie inne dziewice; i włożył królewską koronę na jej głowę i uczynił ją królową zamiast Waszti. Teksty biblijne dla dzieci zbroja Boża Słowo Boże zachęca nas do codziennego zakładania zbroi Bożej, ponieważ nie walczymy z ciałem i krwią. Ale przeciwko księstwom, zastępom złych, złych duchów, które przez cały czas starają się zemdleć w wyścigu życia. Uczcie maluchy w domu, że jesteśmy żołnierzami Boga i że ubierając się w Jego świętą zbroję i towarzysząc Mu, nic i nikt nie może nas skrzywdzić. Jest to niezbędne do rozwoju twojego zaufania, wiary i siły w Panu. Również po to, aby trochę zrozumieli świat duchowy. Efezjan 6: 11-12 11 Przywdziejcie pełną zbroję Bożą, abyście mogli przeciwstawić się zakusom diabła. 12 Ponieważ nie walczymy przeciwko krwi i ciału, ale przeciwko księstwom, przeciwko władzom, przeciwko władcom ciemności tego wieku, przeciwko duchowym zastępom niegodziwości w niebiańskich regionach. Zaprawdę, słowo Boże zawiera piękne teksty, które wzbogacą nasze dzieci nie tylko w sferze ziemskiej, ale także duchowej. Że od najmłodszych lat zaczynają rozumieć wielkość Pana i Jego miłość do nas. Jeśli od najmłodszych lat nawiążą relację z Bogiem, da ci to wielki spokój jako ojcu, bo wiesz, że od dzieciństwa chodzisz i rozumiesz Pana. Jego stopa nie potknie się i będzie to najlepszy prezent, bez daty ważności, jaki podarujesz mu jako tacie. Przypowieści Salomona 22:6 6 Poinstruuj dziecko o jego drodze, I nawet gdy jest stary, nie odejdzie od niego. Znajdziemy również historie: proroka Samuela, Jonasza i wieloryba, stworzenie świata, historię Samsona czy historię króla Salomona, to historie, które zabiorą nasze dzieci w podróż z wyobraźnią i poznają Słowo Boże. Podziel się z dziećmi czasem błogosławieństwa i pod słowem Bożym, a zobaczysz, jak Boża ręka działa na twoje. Ponadto jest to również czas, w którym my jako dorośli możemy uczyć się z ich ciekawości i sposobu rozumienia Biblii. Dla wszystkich będzie to czas informacji zwrotnej i wielkiego rozwoju duchowego. Na koniec dzielę się tym pięknym materiałem audiowizualnym, abyście mogli cieszyć się z otaczającymi was dziećmi i zacząć uczyć się nauk naszego Stwórcy. Treść artykułu jest zgodna z naszymi zasadami etyka redakcyjna. Aby zgłosić błąd, kliknij tutaj.

W pierwszych dniach czerwca zdarzyło się, że niańka i szafarka, Agafia Michajłowna, idąc do piwnicy ze słoikiem dopiero co posolonych grzybów, poślizgnęła się, upadła i zwichnęła rękę. Przyjechał młody, rozmowny ziemski lekarz, niedawno wypuszczony z uniwersytetu, obejrzał rękę, powiedział, że nie jest wcale zwichniętą, został oczarowanym rozmową ze sławnym Iwanem
S, Siewcy Lednicy Siewcy Lednicy - Nie lękajcie się ref.: Nie lękajcie się, nie lękajcie się, otwórzcie drzwi Chrystusowi Nie lękajcie się, nie lękajcie się, otwórzcie drzwi Chrystusowi 1. Twoja droga, Panie mój, wzywa i zaprasza Choć za oknem ciemno jest, słyszę Twe wołanie Więc wychodzę z domu i spotykam braci S, Siewcy Lednicy Siewcy Lednicy - Słuchaj Izraelu ref.: Słuchaj, Izraelu, Pan jest naszym Bogiem, Pan jest naszym Bogiem, Panem jedynym. Miłość cierpliwa jest, miłość jest łaskawa, Miłość nie zazdrości, nie szuka poklasku, Nie unosi się pychą, nie dopuszcza się bezwstydu, Nie szuka swego, nie unosi się gniewem. Bo tak powiedział ci Pan, bo tak powiedział ci Pan, S, Siewcy Lednicy Siewcy Lednicy - Tak,tak Panie ref.: Tak, tak, Panie, Ty wiesz, że Cię kocham! Tak, tak, Panie, przecież Ty to wiesz! 1. Zapytał Pan o świcie nad jeziorem rybaków, którzy zarzucali sieci: „Z jakim połowem wracacie do domu po pracy na łodzi tej nocy?” S, Siewcy Lednicy Siewcy Lednicy - Nasze oczekiwanie 1. Szukam Ciebie o świcie, Synu Ojca Wiecznego. Szukam Twego oblicza, twarzy brata. Chcę usłyszeć Twe słowa, iść za Tobą po wodzie. Przyjdź o Panie i prowadź do miłości. Ref. Nasze oczekiwanie na Ciebie Panie nie ustanie. Usłysz nasze wołanie. Idziemy Tobie na spotkanie. Nasze oczekiwanie na Ciebie Panie nie ustanie. 2014, Siewcy Lednicy S, Siewcy Lednicy Siewcy Lednicy - Ojciec Ojcze! Prowadź mnie, prowadź mnie, wola Twa niech dzieje się! 1. Prowadź mnie tam, gdzie mój dom, z Tobą chcę zamieszkać w nim. Siłę daj na każdy trudny krok, S, Siewcy Lednicy Siewcy Lednicy - Błogosławcie Pana Błogosławcie Pana wszystkie ludy ziemi, Chwalcie Go i wysławiajcie na wieki! Chcę błogosławić Pana w każdym czasie, na ustach moich zawsze Jego chwała. Dusza moja będzie się chlubiła w Panu, niech słyszą pokorni i niech się weselą! Szukałem Pana, a On mnie wysłuchał i uwolnił od wszelkiej trwogi. S, Siewcy Lednicy Siewcy Lednicy - Tańcem chwalmy Go Duchu Święty, wlej w nas radość, byśmy Boga chwalili, byśmy grali i śpiewali, jak król Dawid tańczyli. Wlej mądrość, by nas nie zwiodła światowa pokusa, byśmy mogli mężnie kroczyć śladami Chrystusa. Tańcem chwalmy Go! Tańcem chwalmy Go! Synu, dzięki za Twój wielki wobec Ojca szacunek, żeś na krzyżu Swoje życie oddał za nasz ratunek. S, Siewcy Lednicy Siewcy Lednicy - Przemień nas Panie Przemień nas, Panie, uczyń cud jak dawniej w Kanie, Przemień nas, Panie, woda niech się winem stanie. Przed Tobą, Panie, wszelkie me pragnienie, napój mnie Sobą, tak jak kiedyś w niebie. Daj nam, Panie, siebie, daj nam Twego wina, prowadź przez życie mocą Twego Syna. Woda to stare przymierze, wino to nowy testament, woda przydaje się wierze, wino to wiary fundament. Świnki S, Siewcy Lednicy Siewcy Lednicy - Otwórzcie bramy 1. Pańska jest ziemia, i co jest na ziemi, Jej długi okrąg z mieszkańcami swymi; On ją na morzach utrzymuje stale, I miękkie wody chciał dać za grunt skale. Ref.: Otwórzcie bramy, co nietknione stały Bramy wieczyste! Bo idzie Król chwały. Któż ten Król chwały? I Kto jest ten mężny? S, Siewcy Lednicy Siewcy Lednicy - Córka Króla Ref. Pełna chwały, pełna wdzięku Córko Króla w Jego progi wejdź 1. Córki królewskie prowadzą ją do Króla odzianą w majestat i piękno Wiodą w radości i uniesieniu przez bramy niebieskiej chwały S, Siewcy Lednicy Siewcy Lednicy - Chcemy spożyc Pismo Święte Każdy z nas musi oddychać, aby żyć, chleb powszedni spożywać, wodę pić, lecz nie samym chlebem człowiek żyje, mówi Pan, Pismo Święte jako pokarm Pan Bóg zesłał nam. Chcemy spożyć Pismo Święte, Chcemy spożyć słowo Twoje, Niechaj ono nam pomoże Znosić ciężkie życia znoje. S, Siewcy Lednicy Siewcy Lednicy - Powstań przyjaciółko ma Powstań przyjaciółko ma, piękna, i pójdź! Bo oto minęła już zima, deszcz ustał i przeszedł na ziemi widać już kwiaty nadszedł czas przycinanie winnic Drzewo figowe wydało zawiązki owoców i winnic krzewy kwitnące już pachną S, Siewcy Lednicy Siewcy Lednicy - Prośba o ducha Niech zstąpi Duch Twój Święty i odmieni nas, Nowego życia łaskę da na nowy czas! Dotknij Panie moich oczu abym światło widział znów, Moje usta otwórz bym Twe słowo głosić mógł. Ref. Chcemy patrzeć, chcemy słuchać, Ześlij Panie swego Ducha! 2015 S, Siewcy Lednicy Siewcy Lednicy - Miłosierdzie Smutek męczy moją duszę, smutek męczy moją duszę, hej! - ją wyleczyć z tego muszę, hej! - ją wyleczyć z tego muszę. Idę przeto do kościoła, idę przeto do kościoła, hej! - by przed Tobą chylić czoła, S, Siewcy Lednicy Siewcy Lednicy - Tango Francesco Ref: Tango dla Pana naszego grajmy. Tango dla niego na głos śpiewajmy. Pokój zanieśmy na cały świat. Niech bratem znów będzie brat. Niech miłość Twa ogarnia nas. 1. Gdzie krzywda jest, tam siejmy przebaczenie, a wiarę tam, gdzie ciągle trwa zwątpienie. Siewcy Lednicy Słowa Jego są słodyczą adad I cały pełen jest powabu CaCd Taki jest Miły mój, oto Przyjaciel mój, adad Córki Jeruzalem! CEa. wersja strony: 0, ostatnia
Dołącz do innych i śledź ten utwór Scrobbluj, szukaj i odkryj na nowo muzykę z kontem Czy znasz wideo YouTube dla tego utworu? Dodaj wideo Czy znasz wideo YouTube dla tego utworu? Dodaj wideo O tym wykonwacy Siewcy Lednicy 1 480 słuchaczy Powiązane tagi Siewcy Lednicy to grupa muzyków, którzy żyją ideą Lednicy i słowami Ojca Świętego Jana Pawła II, kierowanymi do młodzieży każdego roku na Polach Lednickich. Powstali, aby wspierać muzycznie spotkania lednickie i promować je podczas swoich koncertów w całej Polsce, a także za granicą. Zespół powstał w roku 2001 i zadebiutował piosenką „Tańcem chwalmy Go!” podczas spotkania lednickiego. W jego skład wchodzą muzycy z Poznania oraz z Żywiecczyzny i Podhala: - Piotr „Żarówa” Ziemowski (śpiew, gitara akustyczna, instrumenty perkusyjne) - Anna Pokusa (wokal) - Kuba Topór „Grzybek… dowiedz się więcej Siewcy Lednicy to grupa muzyków, którzy żyją ideą Lednicy i słowami Ojca Świętego Jana Pawła II, kierowanymi do młodzieży każdego roku na Polach Lednickich. Powstali, aby wspierać … dowiedz się więcej Siewcy Lednicy to grupa muzyków, którzy żyją ideą Lednicy i słowami Ojca Świętego Jana Pawła II, kierowanymi do młodzieży każdego roku na Polach Lednickich. Powstali, aby wspierać muzycznie spotkania lednickie i promować je po… dowiedz się więcej Wyświetl pełny profil wykonawcy Podobni wykonawcy TGD 10 353 słuchaczy Wyświetl wszystkich podobnych wykonawców
Poniżej prezentujemy pełny tekst tej popularnej kolędy: Dzisiaj w Betlejem, dzisiaj w Betlejem. Wesoła nowina:Że Panna Czysta, że Panna Czysta. Porodziła syna! Chrystus się rodzi, nas Kiedy klękam do modlitwy moim jedynym pragnieniem jest tak jej się oddać, aby stracić zupełnie świadomość wszystkiego innego. Odpłynąć, wznieść się pod sklepienia niebieskie. Zapomnieć o otaczającym świecie, osobach, które są obok, o tym co zajmuje mnie cały czas i trwać w Panu. Moje serce pragnie ukryć się obok Jego serca, chce dać się pochłonąć Jego Miłości. Dzisiaj kiedy przystępowałam do Komunii Świętej miałam dreszcze i zimne poty, gdy przyjęłam Pana Jezusa i uklęknęłam w moim sercu zapanował pokój, jednak nie mogłam skupić się na modlitwie. Rozpraszał mnie śpiew, spojrzenia innych, ich bliskość, a z drugiej strony tak wielkim darem jest ta wspólnota, z którą przeżywałam dzisiejszą Mszę. Poprosiłam Pana Boga, aby pozwolił mi naprawdę go uwielbiać. Nie wiem co się ze mną działo, wyobraziłam sobie, że klękam przed Panem Jezusem i schylam głowę, ale jednocześnie chciałam otworzyć przed Nim moje serce, okazać mu miłość. W mojej głowie zapanowała światłość. Pan Jezus wyciągał do mnie ręce. Próbowałam sobie wyobrazić, że opuszczam ziemię i wznoszę się do Nieba, że tam w ciszy mogę uwielbiać Jego Imię. Nagle poczułam wielką radość w sercu, która przejmowała mnie dogłębnie. Zdawało mi się, że oto naprawdę widzę Jego oblicze, pełne majestatu. Czułam, jak wznosze się ku górze i jestem z nim sam na sam. Wiem, że trwało to zaledwie chwilkę, tu na ziemi, ale w moim sercu to była długa chwila radości. Moje serce zatrzęsło się. Poczułam taką jedność z Panem, której pragnęłam, poczułam Jego Ojcowską Miłość. Później śpiewałam "Będę tańczyć przed Twoim tronem i oddam Tobie chwałę" i naprawdę tańczyłam, słowa piosenki, były modlitwą mojego serca. Po Mszy wciąż czułam w sobie radość, byłam szczęśliwa, bo wiedziałam jak wielka łaska mnie spotkała. Dzisiaj w ten sposób przemówił do Mnie Pan! Obecny w Eucharystii Jezus okazał mi Swoją Miłość, która napełniła mnie wielkim szczęściem. Pozwolił mi być blisko siebie. "W duszy zjednoczonej z Bogiem zawsze jest wiosna" Chwała Panu! Nowością są noty Expres Yourself pozwalające na znalezienie adekwatnego słowa do sytuacji. Oprócz poprawionej wersji Oxford Writing Tutor z poprzedniego wydania zamieszczono Oxford Speaking Tutor skupiony na mowie potocznej, dyskusji na różne tematy, prezentacjach, załączając również porady egzaminacyjne w postaci krótkich do i

Kiedy zaczynamy czytać słowo Boże, wtedy ono „czyta” nasze życie. My „czytamy” Boga, a On „czyta” nas. Na tym polega Boże czytanie — lectio divina. Duch Boży, który tchnie kędy chce, wyznacza czytającemu drogę do spotkania z życiem zawartym w Jego słowie. To słowo Boże wyznacza rytm życia, a więc także rytm modlitwy serca — „rytm” naszych słów. Boże czytanie nie jest sposobem modlitwy, ustalonym przez człowieka. Jest modlitwą „ustalaną” w człowieku przez słowo Boże. Starożytni chrześcijanie unikali proponowania metod modlitwy, ponieważ nie chcieli, aby duch ludzki przywiązywał się do metod, zamiast do słowa Bożego, które przekracza wszelkie schematy rozumowania. Słowo jest nieprzewidywalne, prowadzi zawsze drogami nowymi, do tej pory nieznanymi. Zanim nastały szkoły duchowości, a z nimi metody modlitwy myślnej, podkreślano jedną modlitwę — tę zakorzenioną w tekście biblijnym. Modlitwa — według starożytnych pisarzy — jest jak drabina oparta o „ziemię” — o tekst biblijny i sięga aż do nieba — prowadzi przez medytację słowa i modlitwę serca do kontemplacji. Wszystko rodzi się i owocuje z ziarna słowa. To znamienne, że Jan Paweł II w programie na trzecie tysiąclecie zapisał powrót do tej właśnie modlitwy słowem. „Konieczne jest zwłaszcza — stwierdził — aby słuchanie słowa Bożego stawało się żywym spotkaniem, zgodnie z wiekową i nadal aktualną tradycją lectio divina, pomagającą odnaleźć w biblijnym tekście żywe słowo, które stawia pytania, wskazuje kierunek, kształtuje życie” (NMI, 39). Począwszy od średniowiecza, próbowano opisać modlitwę, która rodziła się z Bożego czytania. Podczas modlitewnego spotkania ze słowem Bożym zaobserwowano cztery „momenty”: lectio, meditatio, oratio i contemplatio. Należy je rozumieć nie tyle jako kolejne stopnie modlitwy, ile raczej jako uzupełniające się momenty w jednym jedynym doświadczeniu żywego spotkania ze słowem. To, co dzieje się z czytającym, kiedy z wiarą otwiera się na żywe słowo, przedstawił kartuz Guigo II, któremu nota bene przypisuje się ów klasyczny „podział na cztery” w opisie lectio divina: „To tak, jakby czytanie podawało ustom jeszcze stałe pożywienie, medytacja je przeżuwała i przełamywała, modlitwa je smakowała; kontemplacja utożsamia się także ze słodyczą, która wzbudza radość i pokrzepienie”. Lectio divina zatem to spotkanie ze słowem, które karmi nas życiem Bożym. W lectio czytający otwiera „usta” na treść słowa; w meditatio „trawi” je; w oratio „smakuje” słowa, tak iż serce, dotknięte jego smakiem, zaczyna modlić się do Boga — raz Go uwielbia, innym razem błaga czy korzy się przed Nim; w contemplatio zaś doświadcza łaski takiego stanu rozmiłowania w słowie, że wręcz utożsamia się z jego treścią, więcej: jednoczy się ze Słowem Osobowym, tak iż może powiedzieć: „Już nie ja żyję, lecz żyje we mnie Chrystus” (Ga 2,20). Konkretne wydarzenie Najpierw uchwyćmy tekst (Łk 24,13-35) w jego całości. Dokonajmy krótkiej syntezy lektury duchowej, by potem, krok po kroku, „zbierać” i zgłębiać słowo. Łukasz w niezwykle żywy i obrazowy sposób relacjonuje historię dwóch uczniów, którzy — rozgoryczeni wydarzeniami „ostatnich dni” — uchodzą z Jerozolimy do Emaus. Nie wiedzą, że idą donikąd. „Zgarbieni” przez cierpienie, potrafią dzielić się jedynie bólem. Podczas gorącej wymiany zdań, która bardziej przypominała kłótnię niż dialog, spotykają, nie wiedząc o tym, Zmartwychwstałego. Rozmawiają z Nim w drodze, aż do wieczora, a z każdym krokiem zmienia się ich stan ducha. Ujęci osobą i słowami Nieznajomego, nalegają, by pozostał z nimi. Wchodzą razem do domu. Siadają do stołu i rozpoznają Go przy łamaniu chleba, ale wtedy On znika im sprzed oczu. Ich serca płoną. W tej samej chwili wstają od stołu i wracają do Jerozolimy — dokładnie tam, skąd uciekli. Spotykają innych, którzy już wiedzą o Jego zmartwychwstaniu. Oni też dzielą się swoim doświadczeniem. Razem „smakują” życie. Dlaczego Łukasz opisał to wydarzenie? Z pewnością kierował się jakąś intencją. Przywołanie historii dwóch uczniów musiało mieć duże znaczenie dla wspólnoty. Dla niej je zredagował. We wspólnocie Łukasza prawdopodobnie pojawił się kryzys wiary, spowodowany sytuacją historyczną i społeczno-religijną. I oto Ewangelista, pasterz wspólnoty, przypomina doświadczenie uczniów Jezusa, którzy żyli bardzo blisko Niego, ale pośród historii uwikłanej w grzech, pośród niezrozumiałych wydarzeń i cierpienia, nie potrafili odnaleźć sensu życia i obecnego wśród nich Jezusa. Nie widzieli Go i nie doświadczali Jego bliskości. Byli rozczarowani, bo spodziewali się, że On przemieni świat i ich wyzwoli. I chociaż inni z przekonaniem powtarzali, że On żyje, oni wątpili. Nie dostrzegali Jego działania we własnej codzienności. Nie zauważyli, że historia ich życia jest historią zbawienia. Łukasz, opisując pod natchnieniem to wydarzenie, pozostawił i nam żywe słowo, w którym tchnie Duch. Ewangelizuje nas samych, nasze wspólnoty, ilekroć z wiarą i uważnym sercem słuchamy. Duch bowiem tchnął nie tylko w chwili, gdy Łukasz zapisywał konkretne słowa, ale tchnie także „tu i teraz”, gdy czytamy je z wiarą. On zapewnia Pismom „wieczną młodość” (św. Ireneusz). Słowo jest „żyjące i skuteczne” (por. Hbr 4,12). Historia idących do Emaus powtarza się codziennie w Kościele i w świecie. Wszystko, co wydarzyło się w drodze, ma miejsce w naszym życiu, które toczy się między Jerozolimą a Emaus. Pamiętajmy, że Łukasz pisze Ewangelię dla uczniów, którzy, jak my, znali prawdę o zmartwychwstaniu Chrystusa, ale którzy pośród doświadczeń zdają się ją gubić, jakby pozostając przy wydarzeniach Wielkiego Piątku. Gdy ponownie odkryją dobrą nowinę o tym, że Jezus żyje, stanie się ona światłem, które rozświetli ich mroczną historię i zawróci ich z drogi rozczarowania i zwątpienia. Pozwoli im wrócić do Jerozolimy i na nowo odnaleźć siebie i swoją wspólnotę. Nam ta Ewangelia może codziennie wyjaśniać to, co aktualnie przeżywamy. W tradycji Kościoła wydarzenie opisane przez Łukasza przedstawiane jest jako „ikona” lectio divina. Jest to, w rzeczy samej, pierwsza lectio divina w chrześcijańskim znaczeniu (L. Saraceno). Pokazuje, na czym polega Boże czytanie Biblii w codzienności, jak prowadzi ono do „pałania serca” i kontemplacji, jak pomaga odczytać na nowo kierunek i sens życia. Mistrzem na tej drodze jest sam Jezus i Jego słowo. Spróbujmy w takim właśnie kluczu spotkać się z ewangelicznym opisem Łukasza. Chciejmy zgłębiać w tym wydarzeniu słowo, które „czyta nasze życie” i pomaga nam zobaczyć, co wydarza się w nas, gdy przyjmujemy je z wiarą. Obserwujmy przy tym uważnie, w jaki sposób nas ono prowadzi, jakie doświadczenia w nas budzi i do czego wzywa. Lectio: odnaleźć i usłyszeć serce tekstu Żywa i skuteczna lectio zakłada należytą auditio. Można bowiem czytać słowo i go nie słyszeć. Tymczasem pierwsze jest: „Słuchaj”. Trzeba najpierw usłyszeć słowo, uchwycić jego sens, jego główne przesłanie. Bez tego „usłyszenia” tekst pozostaje dla nas niemy i „bez sensu”. Tak było z uczniami idącymi do Emaus. Znali Pisma. Znali także samego Jezusa, słuchali Go często. Nie potrafili jednak czytać wydarzeń tak, jak czyta je Bóg. Ich oczy i uszy były na uwięzi własnych przeżyć. Słyszeli głównie siebie, swój ból, swoje oczekiwania... i rozczarowania. Nie byli w stanie usłyszeć więcej. Jest to sytuacja ucznia, który, choć jest „uczonym w Piśmie”, nie jest zdolny — w takim stanie — do duchowej lektury Pisma. Być może przebrnął nawet przez lekturę egzegetyczno-naukową, ale nie potrafi czytać do końca — w Duchu. Oczywiście, czytanie i rozumienie „litery” jest ważne. Bez uchwycenia sensu litery niemożliwe jest czytanie w Duchu. Samo określenie „Pismo” mówi nam, że spotkanie z żywym słowem dokonuje się najpierw przez spotkanie ze słowem pisanym. Jednak spotkanie z „literą” jest dopiero początkiem słuchania słowa. Pierwsze doświadczenie w lectio jest zwykle trudne. Oto pragniemy spotkać się ze słowem niezgłębionym, a napotykamy na ograniczoność „martwych” słów, które nierzadko są jak kamień (M. Masini). Pragniemy spotkać się z żywym słowem, a napotykamy na nieprzystępność litery. Św. Grzegorz tak zapala nas do lectio: „Jak z zimnego kamienia uderzanego młotem wyskakują gorące iskry, tak z czytania słowa Bożego, za natchnieniem Ducha Świętego uwalnia się ogień”. I zachęca: „Ucz się poznawać serce Boga w słowach Boga”. Warto podjąć trud przejścia poprzez „literę” słowa, ponieważ pod nią ukrywa się wciąż nam się udzielające życie Boga. Tym życiem — jak wyraźnie wskazuje św. Łukasz — jest sam Jezus, który wyjaśnia Pisma. W Nim każde wydarzenie staje się zbawcze. To On stanowi centrum tekstu Łukaszowego — nie uczniowie, nie ich oczekiwania czy rozczarowania. Należy rozpoczynać od wsłuchiwania się w Słowo. Kiedy uczniowie zaczynają skupiać się na Nim i słuchać Go, wówczas życiu zostaje przywrócony porządek i właściwy kierunek. Spostrzegamy, że przez Jego słowo wszystko staje się zrozumiałe. Meditatio: słowo dla mnie i o mnie Kiedy udaje nam się odnaleźć serce tekstu, owo centrum, którym jest sam Jezus, wtedy odnajdujemy sedno przesłania. Ono staje się dla nas kluczem do duchowej lektury. Dzięki niemu możemy teraz „zbierać” i zgłębiać słowo dla nas. Rozpoczyna się meditatio. W niej wszystko jest ważne: słowo, które jest zgłębiane, a także ten, kto je zgłębia. Słowo bowiem jest zawsze o mnie i dla mnie. Bóg mówi do mnie, aby przywrócić mi życie, oczyścić je, pogłębić. Im głębiej odczytuję słowo, a w nim Boga, tym głębiej odczytuję swoje życie. Tak dzieje się z dwoma uczniami idącymi do Emaus. Kiedy odczytują sens słowa, to znaczy poznają Jezusa, wtedy poznają głębiej siebie: poznają, że serce w nich pała. Zauważmy jednak, jak poznają Jezusa — serce Pism. Poznają Go przez Pisma. Taka właśnie jest istota medytacji: Pisma interpretują Pisma: scriptura sui ipsius interpres. Słowo wyjaśniane jest przez słowo. Gdy pojawia się Ten, który uczy czytać w Duchu, wtedy rozpoczyna się Boże czytanie. Zwróćmy najpierw uwagę na dynamikę wydarzenia. Dominuje w nim obraz drogi, na której nie brakuje momentów ciemności, bólu, beznadziei, zawodu, ale także pytań, poszukiwań, wielkich pragnień pałającego serca, światła, rozpoznania Chrystusa, który wciąż żyje — zarówno wtedy, gdy uczniowie Go nie rozpoznają, jak i wówczas gdy Go rozpoznają i gdy znika im sprzed oczu. Jest to droga, na której nie brakuje chwil odejścia, ucieczki, zatrzymania i powrotów. Każdy człowiek wierzący może na niej odnaleźć siebie ze wszystkimi swoimi uczuciami, pytaniami, ze smutkiem i z radością (kard. C. M. Martini). Droga, którą podążają dwaj uczniowie, zaczyna się w Jerozolimie, w jej najwyższym punkcie: gdy wszyscy znajomi Jezusa „stali z daleka” (Łk 23,49), patrząc, jak konał i modlił się: „Ojcze, przebacz im, bo nie wiedzą, co czynią” (Łk 23,34). Jezus modlił się także za dwóch uczniów, którzy nie wiedzą, co czynią, opuszczając górę i schodząc w dół, do Emaus, najniżej położonej części Judei. Szli coraz bardziej w dół, coraz bardziej pozbawieni nadziei, światła, radości, w dół własnego smutku i rozczarowania. Schodzili — można by powiedzieć — w dół, aż do granicy pytania o sens życia, aż do granicy rozpaczy. Św. Łukasz doskonale wydobył ich stan ducha. Być może przypomina to nasze doświadczenie życia, chwile, gdy „schodziliśmy w dół”, gdy smutek przeważał nad na-dzieją, apatia i lęk nad sensem życia. Kim są uchodzący z Jerozolimy uczniowie? Łukasz napisał: „dwaj z nich”. A więc — jak wynika z kontekstu wydarzenia opisanego wcześniej — dwaj spośród tych, którzy słyszeli od Magdaleny, Jana, Marii, Jakuba, że Jezus zmartwychwstał. Lecz wtedy ich słowa „wydały im się czczą gadaniną i nie dali im wiary” (Łk 24,11). Skąd taka reakcja? Kiedy byli na Kalwarii, widzieli z daleka, jakby z zewnątrz, na własne oczy, jak Jezus męczył się i umierał, jak „wyzionął ducha” (Łk 23,46). Nie mogli przebić się przez to, co zewnętrzne, i dostrzec jutrzenkę nadziei, życie pośród koszmarnej ciemności. Ich spojrzenie było czysto ludzkie, takie jak ich serce — nieskore do wierzenia. Tego spojrzenia wiary nie potrafili im także przywrócić inni, którzy byli przy pustym grobie i mieli widzenie aniołów, że On żyje (por. Łk 24,23). Im, uwięzionym w bólu, wydawało się, że tamci „wygadują niestworzone rzeczy”. „Tego samego dnia” — jak podkreśla Łukasz — uczniowie ci opuszczają Jerozolimę; „tego samego dnia”, czyli w stanie bólu i rozgoryczenia. Właśnie dlatego, że byli odurzeni bólem i mieli zamroczone spojrzenie, nie czuli, nie wiedzieli, nie widzieli, że idąc do małej wsi, oddalając się od miejsca, gdzie Jezus nie tylko umarł, ale i zmartwychwstał, idą donikąd. Przez opisany stan przeżyć i zachowanie uczniów natchniony tekst dotyka stanu naszego ducha — tego, co miało lub ma miejsce w naszym życiu: bólu, rozgoryczenia, zwątpienia, mylenia kierunków życia. Warto potem, na modlitwie, wrócić do tego, co wywołuje w nas Łukaszowy opis, starać się zachowywać w sercu słowa, które poruszają nas i konfrontują z naszym życiem. Teraz Łukasz pokazuje nam owych uczniów z bliska. Ujawnia jakby ich ból na twarzach, stan ducha, wspólne cierpienie. Pokazuje ich rozmawiających ze sobą. Nie jest to jednak zwyczajna rozmowa dwóch ludzi, którzy spacerują i sobie gwarzą, idąc do „spokojnej wsi”. Oni „rozmawiali i rozprawiali ze sobą”, żywo dyskutowali. Chodzi więc o ludzi, którzy coś bardzo mocno przeżywają, którzy — jak za chwilę napisze Łukasz — są rozczarowani. Co to znaczy? Czują się zranieni w swych oczekiwaniach, zawiedzeni: „A myśmy się spodziewali...” (w. 21). Kiedy dwóch zranionych mówi o swoich ranach, wtedy ranią się jeszcze bardziej i ból ulega pomnożeniu. Ból rozczarowania więzi ich oczy (zob. w. 16). Ich trudne uczucia mają władzę nad nimi. Widzą tylko ból i nie rozpoznają w przechodniu Jezusa — właśnie Tego, za którym tęsknili, z którym wiązali ogromne nadzieje i po którym się tyle spodziewali. To właśnie o Nim namiętnie dyskutowali. Tymczasem jest On dla nich jak obcy. Doskonale wydobył to Łukasz, pisząc, że kiedy Jezus dołączył do nich i zapytał, o czym rozprawiają, „zatrzymali się smutni” (w. 17), mówiąc do Jezusa: „Ty jesteś chyba jedynym z przebywających w Jerozolimie, który nie wie, co się tam w tych dniach stało” (w. 18). W bólu i w zdenerwowaniu wypowiadają prawdę nie tyle o Jezusie, ile o sobie, choć nie są tego świadomi. Do tej pory byli w stanie wielkiego cierpienia, zagubienia, rozczarowania. Te uczucia jeszcze bardziej ujawniły się w rozmowie z Jezusem. Ale to właśnie On jest centrum Ewangelii. On jest w sercu także tego wydarzenia. Tam, gdzie jest Jezus, dokonuje się przełom. Następuje on właśnie wtedy, gdy do schodzących „w dół” zbliża się Zmartwychwstały. Jego podejście, nacechowane wielką subtelnością, oraz pytania, jakie stawia, ujawniają niezwykłą pedagogię. Jezus zadaje pytanie, o czym rozprawiają, nie dlatego, że nie wie, ale dlatego, aby oni sami opowiedzieli, co się w nich dzieje, aby usłyszeli siebie wobec trzeciej osoby, której na razie nie rozpoznają, aby w ten sposób nabrali dystansu do swoich przeżyć. Najpierw następuje wybuch emocji: są smutni, zdenerwowani, ujawniają swoje rozczarowanie: „A myśmy się spodziewali” (w. 21). Okazuje się, że opowiadają ewangeliczny kerygmat, ale tylko do połowy (kard. C. M. Martini). Ból nie pozwala im pójść dalej. Mówią w szczegółach o śmierci Jezusa i toną w pesymizmie. Nie widzą dalszych wydarzeń i nie widzą życia dla siebie w Jerozolimie. W ich relacji istnieje jedynie negatywne przesłanie. Był to, mimo wszystko, bardzo ważny moment. Jezus podprowadził ich do wypowiedzenia zalegającej w sercu goryczy. Kiedy już się wyżalili, wówczas Jezus zaczyna mówić. Używa mocnego słowa, które dla zasklepionych w lęku i bólu jest jak uderzenie młotem, ale jest także pierwszą iskrą światła wyprowadzającą ich z ciemności. Jezus mówi: „O nierozumni (anoetoi)”, co oznacza także: bezmyślni, twardzi, twardogłowi. Słowo to zwraca uwagę nie na chorobę ich rozumu, ale serca. To ich schorzałe serce jest powodem takiego patrzenia na wydarzenia. Jezus mówi, że jest „nieskore (bradeis) do wierzenia”, czyli powolne, opieszałe. Jezus dobiera trudne, ale żywe słowa, które skutecznie „reanimują” ich serca. Być może już w tym momencie ich serca zaczęły pałać (zob. w. 32). Jezus, chociaż jeszcze tego nie dostrzegają, przez słowo uzdrawia ich serca. Z chwilą gdy zaczyna im wyjaśniać Pisma, ich droga zmienia kierunek. Chociaż fizycznie są w drodze do Emaus, duchowo już zaczynają powracać do Jerozolimy. Owoc słowa ujawni się w swoim czasie. Ale ziarno już znalazło glebę i rozpoczęło „bieg życia”. Tak więc Jezus przywołuje słowa Pisma. Do tej pory ich ludzkie słowa, pochodzące z chorego serca, coraz bardziej ich zamykały. Jezus wprowadza w ich serce słowa Pisma, słowa życia. Zwróćmy jednak uwagę, że słowa Pisma stają się żywe, ponieważ odczytuje je Jezus. Uczniowie mogą przez Jezusa odczytać Pisma. Tylko w ten sposób. To Jezus, Słowo ostateczne, prowadzi do ostatecznego wyjaśnienia Pisma. W Nim każde, nawet najbardziej trudne słowo z czasem staje się zrozumiałe. Bez Jezusa uczniowie nie byli w stanie odczytać Pisma. On stał się ich światłem, dzięki któremu rozumieją to, co przecież już wcześniej czytali. Podobnie jest z naszym odczytywaniem słowa. Łukasz pisze, że Jezus „wykładał im” (w. 27), czyli otwierał zamknięte przed nimi drzwi do objawionej prawdy. Wyjaśniał słowa, które odnosiły się do Niego, a więc odwrócił ich uwagę od nich samych, a skupił na Nim samym. Kiedy Jezus zaczyna wyjaśniać im Pisma, wtedy także zaczyna się wyjaśniać ich życie. Jak długo sami interpretowali słowo przez swoje twarde serce i obciążone spojrzenie, ich życie pozostawało w mrokach niewiedzy, a słowo — tak im się zdawało — zawodziło. Kiedy zaczęli słuchać słowa, tak jak Jezus je słyszy, zaczęło ono interpretować ich życie. Wtedy odsłoniło się znaczenie nawet najbardziej bolesnych wydarzeń. Zaczęli nawet dostrzegać sens cierpienia: „Czyż Mesjasz nie miał tego cierpieć?” (w. 26). Co się dzieje? Zauważmy, że Jezus jest bardzo cierpliwy, nie skraca drogi. Zniża się do ich poziomu. Idzie z nimi w dół. Tłumaczy, wyjaśnia i czeka, aż ich serce będzie zdolne przyjąć słowo. „Ludzie — jak mówi mądrość żydowska — są w stanie usłyszeć tylko to, co są gotowi usłyszeć”. Spotkanie uczniów z Jezusem, Słowem Wcielonym, przypomina, że Bóg mówi do każdego z nas w sposób indywidualny, uwzględnia naszą siłę i przygotowanie (M. Masini). Św. Grzegorz Wielki wyraził tę prawdę w doskonale sformułowanej sentencji: Scriptura crescit cum legente — „Pismo rośnie wraz z czytającym”. Zwraca ona uwagę na doświadczenie, w które wchodzimy za każdym razem, gdy otwieramy Biblię i zaczynamy czytać pierwsze litery i słuchać pierwszego dźwięku, w którym objawia się pokorne słowo Boga. Podczas każdego czytania Biblii dzieje się coś niezwykłego. Wszechpotężne, nieogarnione słowo Boga z dzieckiem rozmawia jak dziecko, z młodzieńcem jak młodzieniec, z dorosłym jak dorosły. „W Piśmie świętym objawia się — jak czytamy w konstytucji Dei Verbum — bez żadnego jednak uszczerbku dla prawdy i świętości Boga, przedziwne «zniżanie się» wiecznej Mądrości, «abyśmy dowiedzieli się o niewysłowionej łaskawości Boga oraz o tym, jak bardzo w swej trosce i staraniu dostosował do nas sposób przemawiania»” (13). Oratio: serce rozmodlone przez słowo Wróćmy do uczniów. Są jak nieporadne dzieci, jakby w stanie napięcia. Jeszcze nie rozpoznali Jezusa, ale czują, że Jego słowa ich dotykają. Chcą trwać przy słowach, których owoców jeszcze nie widzą. Łukasz daje nam niezwykłą lekcję, której ikoną w jego Ewangelii pozostaje Maryja: zachowywała i rozważała słowa, których zrozumienia nie miała. Uczniowie proszą Jezusa: „Zostań (meinon) z nami!” (w. 29). Wszedł więc i został z nimi pod jednym dachem, czyli w zażyłej więzi, w blis-kości. Trwają w słowie. Przebywają razem. Miejsce, gdzie przebywają, ich życie, staje się domem Słowa. To trwanie „serca przy sercu” owocuje nowym wydarzeniem, którego sami nie mogli przewidzieć. Prowadzi ich do kolejnego przełomu. Contemplatio: serce, które pała Obecność Jezusa przełamuje stan ducha uczniów, ich spojrzenie i cierpienie. „Odmówił błogosławieństwo, połamał go [chleb] i dawał im” (w. 30). Jezus od słów przechodzi do znaków. Co oznacza Jego gest? Przełamanie chleba to znak życia. Ten znak dotyczy uczniów, tego, co tu i teraz w nich się dzieje. Obecność Jezusa pokonuje w nich śmierć. Wtedy „otworzyły się im oczy i poznali Go” (w. 31). Odczytali swoje życie jako historię zbawienia. Tam, gdzie odczuwali największą beznadzieję, rodziło się nowe życie. Zaczęli widzieć życie z perspektywy Jezusa. I kiedy Go poznali, „On zniknął im z oczu” (w. 31). Ich serce zostało przemienione. Otrzymali nowe spojrzenie. Poczuli w sobie życie, które nosili w zalążku. „I mówili między sobą: «Czy serce nie pałało w nas...?»” (w. 32). Nie ma nic piękniejszego, niż doświadczać obecności Boga pośród codzienności i modlić się nią. Człowiek kontemplacji potrafi rozpoznać obecność Boga w najprostszych znakach codzienności i kroczyć z Nim w jednym kierunku, nawet wtedy, gdy wydaje się, że On znika sprzed oczu... Contemplatio jest więc doświadczeniem, które dokonuje się w codzienności. Nie jest ucieczką od tego czasu, ale wręcz przeciwnie — odnalezieniem jego centrum. Ten, kto dzięki słowu odnajduje Jezusa jako centrum życia, odnajduje także sens codzienności. Jezus znika, to znaczy pozostawia uczniom pełną wolność w kierowaniu swoim życiem. Pozostaje nadal obecny — jak wtedy, gdy wyruszyli w drogę do Emaus, gdy kłócili się, gdy zatrzymali się smutni. Uzdrawia serca i pozwala, aby biły rytmem ich życia i wiary. Niczego nie narzuca, nie wymusza. Pozostaje jakby w cieniu — nawet wówczas, gdy idziemy w odwrotnym kierunku, gdy żyjemy pełni bólu — lecz zawsze obecny: w słowie, Eucharystii, w wielu przechodniach, w znakach pros-tych jak chleb. Zawsze pragnie jednego: zmartwychwstać. Taka jest też konkluzja Łukasza. Napisał: „W tej samej godzinie, zabrali się i wrócili do Jerozolimy”. Używa określenia anastantes — „powstawszy”, a więc tego samego, które zostało użyte w relacji o zmartwychwstaniu Jezusa. Oni nie tylko powstali od stołu. W sensie duchowym: oni powstali z martwych! (I. Gargano). Takie powstanie nie mogło się dokonać o ludzkich siłach. Krzysztof Wons SDS (ur. 1959), rekolekcjonista, kierownik duchowy, teolog duchowości, dyrektor Centrum Formacji Duchowej Salwatorianów w Krakowie, redaktor naczelny „Zeszytów Formacji Duchowej”. Ostatnio opublikował w cyklu lectio divina książki Uwierzyć Jezusowi. Rekolekcje ze św. Markiem i Powierzyć się Jezusowi. Rekolekcje ze św. Mateuszem. opr. aw/aw

Stamtąd przyjdzie sądzić żywych i umarłych. John Martin, Wielki dzień Jego gniewu (1852) Zarówno w Składzie Apostolskim, który znamy od dzieciństwa, jak i w mszalnym, czyli konstantynopolskim wyznaniu wiary, tuż po słowach o Wniebowstąpieniu stwierdza się, że Pan Jezus przy końcu dziejów ponownie przyjdzie jako sędzia. Udzielił mi kiedyś mój dziadek Porady cenniejszej niż spadek Bym kochał kobietę z rozsądkiem, żołądkiem Ty jesteś jak paczka cukierków W tym swoim przyciasnym sweterku Ty jedna dajesz mi szczerze W talerze Gdy widzę słodycze to kwiczę A oczy mi świecą jak znicze Lecz dobrze o tym wiesz Że połknąłbym jak zwierz Co tylko, co tylko tylko chcesz Gdy widzę słodycze to kwiczę A oczy mi świecą jak znicze Lecz dobrze o tym wiesz Że połknąłbym jak zwierz Co tylko, co tylko tylko chcesz Ty wiesz, że trzeba się najeść By w sercu uczucie odnaleźć Ty zawsze odpowiesz tak czule, na bóle Masz sposób na wszystkie bolączki Bo cuda potrafią twe rączki Najsłodsza ich tajemnica, kwaśnica Gdy widzę słodycze to kwiczę A oczy mi świecą jak znicze Lecz dobrze o tym wiesz Że połknąłbym jak zwierz Co tylko, co tylko tylko chcesz Gdy widzę słodycze to kwiczę A oczy mi świecą jak znicze Lecz dobrze o tym wiesz Że połknąłbym jak zwierz Co tylko, co tylko tylko chcesz By miłość była dojrzałą Potrzebne jest serce i strzała I czułość dla kilku nawyków, w przełyku Dlatego kocham w dziewczynie Kwaśnicę na wieprzowinie Lecz liczy się również smykałka Do wałka Gdy widzę słodycze to kwiczę A oczy mi świecą jak znicze Lecz dobrze o tym wiesz Że połknąłbym jak zwierz Co tylko, co tylko tylko chcesz Gdy widzę słodycze to kwiczę A oczy mi świecą jak znicze Lecz dobrze o tym wiesz Że połknąłbym jak zwierz Co tylko tylko tylko tylko Tylko tylko tylko tylko Tylko tylko tylko tylko chcesz Gdy widze słodyce to kwice A ocy mi świécą jak znice Bo dobrze o tym wiés Ze połknąłbym jak zwiérz Co tylko, co tylko tylko chces Gdy widze kwaśnice to kwice A ocy mi świécą jak znice Bo dobrze o tym wiés Ze połknąłbym jak zwiérz Co tylko, co tylko tylko chces Gdy widze słodyce to kwice A ocy mi świécą jak znice Bo dobrze o tym wiés Ze połknąłbym jak zwiérz Co tylko, co tylko tylko chces Gdy widze słodyce to kwice A ocy mi świécą jak zniceGave my my grandpa once Advice more valuable than inheritance That I'd love a woman sensibly With my stomach You are like a packet of candy In your too tight sweater Only you give me honestly On the dishes When I see sweets I squeal And my eyes gleam like candles But you know it well That I'd swallow like an animal Whatever, whatever you want When I see sweets I squeal And my eyes gleam like candles But you know it well That I'd swallow like an animal Whatever, whatever you want You know you have to eat well To find in your heart a feeling You'll always answer so softly To pains You have a way for every problem Because your hands can do miracles Their sweetest secret Kvasnica When I see sweets I squeal And my eyes gleam like candles But you know it well That I'd swallow like an animal Whatever, whatever you want When I see sweets I squeal And my eyes gleam like candles But you know it well That I'd swallow like an animal Whatever, whatever you want For love to be ripe There's need for a heart and an arrow And a fondness for a few habits In the gullet And that's why I love in a girl Kvasnica on pork But also important is a flair For the rolling pin When I see sweets I squeal And my eyes gleam like candles But you know it well That I'd swallow like an animal Whatever, whatever you want When I see sweets I squeal And my eyes gleam like candles But you know it well That I'd swallow like an animal Whatever-ever-ever-ever-ever-ever-ever-ever-ever-ever-ever-ever-ever-ever-ever, whatever you want! When I see sweets I squeal And my eyes gleam like candles But you know it well That I'd swallow like an animal Whatever, whatever you want When I see kvasnica I squeal And my eyes gleam like candles But you know it well That I'd swallow like an animal Whatever, whatever, you want When I see sweets I squeal And my eyes gleam like candles But you know it well That I'd swallow like an animal Whatever, whatever you want When I see sweets I squeal And my eyes gleam like candles Słowa Jego są słodyczą e D e D Słowa Jego są słodyczą e G a D I cały pełen jest powabu.e D Taki jest Miły mój, e D G D h e Oto Przyjaciel mój, córki Jeruzalem. Pogrzeb Prymasa odbywał się w niedzielę, 31 maja 1981 roku. Przed ołtarzem stała trumna z ciałem Prymasa. Na Placu Zwycięstwa było aż gęsto od ludzi, chyba przyszło ich więcej niż imię Ojca i Syna i Ducha Świętego – usłyszałem słowa wypowiedziane z wyraźnym, obcym akcentem. Mszę pogrzebową odprawiał kardynał Agostino Casaroli. Przyjechał z Rzymu jako osobisty wysłannik Papieża.„Bohater Kościoła naszych czasów”Ze czcią i wzruszeniem chylimy głowy przed trumną człowieka i biskupa, którego współcześni, jakby uprzedzając sąd potomnych, zaliczyli już między wielkich w dziejach Kościoła i jego Ojczyzny. Opatrzność zdawała się sposobić go do wielkich zadań, jakie wyznaczały mu losy Polski, Europy i świata. Jego inteligencja, szlachetność serca, męstwo ducha, hartowane przez długie lata w surowej szkole duchowej i moralnej karności uczyniły z niego bohatera, który nie będzie zapomniany w tragicznych i heroicznych godzinach ojczystego kraju, bohatera Kościoła naszych czasów. Poprzez wybór pierwszego Papieża Polaka, pierwszego Papieża Słowianina, Bóg dał mu przeżyć jakby ukoronowanie tysiącletniej wierności swojego narodu Chrystusowi. Zanim zgasło światło jego oczu, Bóg dał mu jeszcze tę radość, że po strasznym zamachu, który przeraził świat widział papieża ocalonego dla miłości i nadziei niezliczonych milionów ludzi. Jego miłość Kościoła i ojczyzny nie stroniła od walki, gdy mu ją nakazywało jego własne sumienie. Wszelako łączyło się to w nim z umiarem i roztropnością nacechowanymi odpowiedzialnością, a więc zaletami, które są oznaką miłości. Był on człowiekiem niezłomnej nadziei, nadziei, która czerpała ożywcze siły z ufności pokładanej w cnotach własnego narodu, a nade wszystko z wiary w Boga i z synowskiej miłości do Matki Chrystusa, która była mocą i słodyczą jego życia, życia tak bardzo wypełnionego czynem i tak często doświadczanego. Módlmy się dzisiaj za niego, módlmy się z nim, módlmy się o urzeczywistnienie dwóch wielkich ideałów, które przyświecały mu w życiu i które są wciąż żywe: Kościoła i Polski. Tego Kościoła, który bez niego poczuł się uboższy na ziemi tej Polski, która przez swoje łzy, swoje nadzieje, swoje dążenia odwzajemnia mu dzisiaj tę miłość, jakiej doznawała od POLECAZdziwiłem się trochę, że włoski kardynał tak dobrze radzi sobie z niełatwą polską mową. Wiadomość o śmierci Prymasa podano w czwartek. Zmarł nad ranem, 28 maja. Wypadało akurat kościelne święto Wniebowstąpienia upamiętniające dzień, gdy Jezus po zmartwychwstaniu wstąpił do nieba na oczach apostołów. Przyspieszony kurs wiedzyW krótkim czasie odbyłem przyspieszony kurs wiedzy o zmarłym. Na szczęście w tych okolicznościach dziennikarze – choć oficjalnie wciąż poddani cenzurze – rozkoszowali się nieznaną w historii PRL wolnością wypowiedzi. Z mediów i innych źródeł dowiedziałem się, że po wyjściu z więzienia kardynał Wyszyński zainicjował tak zwaną Wielką Nowennę przygotowującą do tysiąclecia chrztu Polski. Do tej pory tysiąclecie państwowości kojarzyło mi się raczej ze szkołą podstawową, do której chodziłem. Została ona wybudowana w ramach państwowej akcji „Tysiąc szkół na tysiąclecie”, ale oczywiście o chrzcie Polski nikt się na lekcjach historii nawet się nie obchodów milenijnych nie pamiętałem, miałem wtedy zaledwie kilka lat, tylko od dziadka słyszałem, że coś takiego było i że Prymas to wielka postać. Nic więcej. W parafii księża ogłosili, że trumna z ciałem kardynała Wyszyńskiego zostanie przeniesiona do kościoła na Krakowskim Przedmieściu. Nie bardzo wiedziałem dlaczego akurat tam, a nie do katedry, ale poszedłem. (Dopiero lata potem dowiedziałem się, że w kościele seminaryjnym Prymas odbywał w 1949 roku swój ingres – czyli objęcie urzędu arcybiskupa warszawskiego).Przeczytaj również „Da Bóg, a przyjdzie dzień nieustający”. Wiersz Adama Asnyka w przejmującym wykonaniu Sanah Żywa pamięć, patriotyzm i jedność. Warszawiacy wspólne śpiewają dla Powstańców [ZAPIS KONCERTU] Jest program pielgrzymki papieża do Kazachstanu. Jak będzie przebiegać? Adam Stachowiak chce przyjąć chrzest święty i wziąć ślub kościelny. „Jezus czekał na mnie przez tyle lat” 78. rocznica Powstania Warszawskiego. Plan wydarzeń w Warszawie „To Bohater, który walczył kiedy wybuchła wojna w Warszawie”. Poruszająca rozmowa aktorki z 4-letnim synem Górale dotarli na Jasną Górę. Kolorowa, w tradycyjnych strojach, najbardziej rozśpiewana grupa już u Matki Bożej! Papież we wrześniu odwiedzi Kazachstan „Warszawskie dzieci, pójdziemy w bój, za każdy kamień twój, stolico damy krew” Cudowny krucyfiks Baryczków. Wyniesiono go z płonącej katedry w czasie Powstania Warszawskiego “Bóg cieszy się radością człowieka”. Kornel Makuszyński, pisarz walczący o uśmiech dziecka Ksiądz został postrzelony w Meksyku. „Modlimy się o nawrócenie przestępców” Walka o życie Archiego. Sąd odrzucił odwołanie, rodzice kierują sprawę do ONZ Franciszek pobłogosławił niepełnosprawne niemowlę. Poruszające nagranie Ruszyły zgłoszenia na tegoroczny Hosanna Festiwal Ogromna kolejka ludzi chcących oddać hołd PrymasowiPadało. Zobaczyłem ogromną, ciągnącą się w kierunku placu Zamkowego kolejkę ludzi. Byli gotowi stać kilka godzin, a może i całą noc, aby oddać hołd Prymasowi. W następnych dniach kolejka wcale nie malała, wręcz przeciwnie – była coraz dłuższa. Aż wreszcie przyszło niedzielne popołudnie, 31 TVPolandAntena/YouTubePo liturgii słowa do pulpitu podszedł następca Karola Wojtyły w Krakowie, kardynał Franciszek Macharski: Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus! Głosu mojego, więcej, mojego serca użyczam teraz Ojcu Świętemu Janowi Pawłowi II na to, aby mogła rozebrzmieć tutaj papieska homilia na pogrzebie Prymasa Polski. Przyjmijcie homilię Ojca Świętego.„Bóg zdecydował inaczej”A więc papież, który leżał po zamachu w szpitalu, sam napisał tekst na pogrzeb Prymasa. Ciekawe, czy przyjechałby z Watykanu, gdyby nie to, że został ciężko ranny?Drodzy Bracia i Siostry,Do całego tak drogiego mi Kościoła na polskiej ziemi, do jego pasterzy i wiernych, do wszystkich, których śmierć Prymasa Polski Stefana kardynała Wyszyńskiego, arcybiskupa gnieźnieńskiego i warszawskiego napełniła bólem i smutkiem. Do was, którzy teraz w godzinę jego pogrzebu w nieujarzmionym mieście otaczacie tę trumnę miłością i modlitwą, którzy zgromadziliście się, aby jego niezłomnego ducha silnego Bogiem oddać niebieskiemu Ojcu, a umęczone ciało złożyć w przesiąkniętej krwią polskiej, warszawskiej ziemi, aby w czasie przyjścia Chrystusa przyodziało się w niezniszczalność i nieśmiertelność. Do was wszystkich pragnę skierować to krótkie bodaj słowo. Piszę je z najgłębszej potrzeby serca i wiary. Nie mogę złożyć tego świadectwa tak, jakbym chciał. Ufam, że Bóg przywróci mi siły i da stosowną okazję, abym to mógł uczynić tak, jak czuję. Pragnę, abyście wiedzieli, że w tej godzinie żałoby, w godzinie smutku i bólu, a także większej jeszcze nadziei i ufności, pragnąłbym być z wami i osobiście oddać księdzu Prymasowi ostatnią posługę. Bóg zdecydował inaczej. Niech będzie błogosławione Jego imię. Łączę się z wami w cierpieniu i modlitwie, w przyjęciu woli Boga i w pochodzi z książki „Ojciec wolnych ludzi” Pawła Zuchniewicza Paweł ZuchniewiczDziennikarz, pisarz, autor powieści biograficznych o św. Janie Pawle II, Prymasie Wyszyńskim (Ojciec wolnych ludzi) i innych świadkach wiary. Wicedyrektor ds. wychowawczych w szkole "Żagle" Stowarzyszenia STERNIK. Zobacz inne artykuły tego autora Dołącz do naszych darczyńców. Wesprzyj nas!Najciekawsze artykułyco tydzień w Twojej skrzynce mailowejRaz w tygodniu otrzymasz przegląd najważniejszych artykułów ze Stacji7 Z powodzeniem mógł zastosować do siebie słowa Goethego o sobie samym, że wszystko, co napisał, są to ułamki wielkiej spowiedzi jego żywota11. Wiersze Ariela należą bowiem do utworów konfesyjnych, obrazujących rozwój duchowy Eliota, który zgodnie z jego poetyką został przedstawiony za pomocą alegorycznych obrazów. Prośmy, Dziękujmy, Módlmy się! Główne menuNawigacja wpisu ← Poprzedni Następny → Znajdź tekst piosenki oraz tłumaczenie piosenki i zobacz teledysk swojego ulubionego utworu. Słowa Jego są słodyczą (+4) 23. Siewcy Lednicy - Słuchaj Izraelu
SCENA I Orgon i Marianna ORGON Marianno! MARIANNA Słucham ojca. ORGON Zbliż się, moje dziecię. MARIANNA do Orgona, który zagląda do gabinetu Czy ojciec szuka czego? ORGON Nie, ale w sekrecie Chciałbym pomówić z tobą, więc patrzę dokoła, Czy kto nas tu z ukrycia podsłuchać nie zdoła, Lecz jesteśmy bezpieczni. Otóż uważ sobie, Że ja zawsze łagodność oceniałem w tobie I zawszem w tobie widział dziecko dla mnie drogie. MARIANNA Za to ja ojcu wdzięczną jestem, ile mogę. ORGON Dobrze mówisz; lecz by ta miłość była trwała, Potrzeba, byś mej woli we wszystkim słuchała. MARIANNA Posłuszeństwo, to córki największa ozdoba. ORGON Ślicznie. Powiedz, jak ci się pan Tartuffe podoba? MARIANNA Komu? Mnie? ORGON Tak jest, tobie. Wnet się rzecz pokaże, Mów zatem. MARIANNA Ja to powiem, co mi ojciec każe. SCENA II Orgon, Marianna, Doryna Doryna wchodzi po cichu i staje niepostrzeżona za Orgonem. ORGON To rozumna odpowiedź. A więc mów w ten sposób, Że nie znasz przyjemniejszych i uczciwszych osób Nad niego, że w twym sercu nosisz jego postać I chciałabyś z mej woli żoną jego zostać. Cóż? MARIANNA Co? ORGON Hę? MARIANNA Jak? ORGON No przecie. MARIANNA Chyba słuch mnie myli? ORGON Jak to? MARIANNA Ja mam powiedzieć, — ojciec chciał w tej chwili, Że czyją w sercu moim mam wyrytą postać, I czyją to ja żoną pragnęłabym zostać? ORGON Tartuffe’a. MARIANNA Nie, w ten sposób ja mówić nie zacznę, Na cóż kłamstwa powtarzać i takie dziwaczne! ORGON Owszem powinnaś mówić prawdę, prawdę całą, Bo ja chcę, by to prawdą dla ciebie się stało. MARIANNA Jak to, ty myślisz ojcze... ORGON Tak jest, córko, myślę Tartuffe’a z naszym domem złączyć przez to ściśle, Więc małżeństwo, gdybyś go za męża przyjęła, Czego pragnę... gdyż ja chcę... spostrzegając Dorynę Skądeś się tu wzięła? To dopiero musisz być stworzeniem ciekawem, By aż tu podsłuchiwać, no, i jakim prawem? DORYNA Doprawdy nie wiem jeszcze skąd się to zaczyna, Lecz to o tym zamiarze nie pierwsza nowina, Już mi ktoś o tym wspomniał, nie pamiętam właśnie Kto; ale uważałam to za prostą baśnię. ORGON Cóż to, wieść niemożliwa? DORYNA I próżno się szerzy, Chociaż pan sam to mówisz, nikt ci nie uwierzy. ORGON Uwierzą mi; jest środek na to dość utarty. DORYNA Tak, tak, my wiemy, że pan mówisz to na żarty. ORGON Żadnych żartów w tym nie ma, to nie jest udanie. DORYNA Strachy! ORGON Tak, moja córko, to się wkrótce stanie. DORYNA Niech panienka nic ojcu nie wierzy w tej chwili, Żartuje. ORGON Ależ mówię... DORYNA Próżno się pan sili, Nikt panu nie uwierzy. ORGON Bo cię mój gniew strwoży... DORYNA Dobrze, już ci wierzymy, ale to tym gorzéj Dla pana. Jak to, pan chcesz by za pańską zgodą Takie rzeczy się działy? człowiek z siwą brodą, Taki jak pan, że się tak powiedzieć ośmielę... ORGON Słuchaj-no, ty tu sobie pozwalasz za wiele, Wiedz o tym, że ja takiej śmiałości nie znoszę. DORYNA Mówmy bez gniewu, panie, o cierpliwość proszę, Czy pan sobie kpisz z ludzi, nawet myśleć o tem, Pańska córka ma złączyć się z takim bigotem! On ma inne zajęcia, pobożne rzemiosło, A potem to małżeństwo cóżby ci przyniosło? Jeśli nawet majątek od pana otrzyma, Toć brać zięcia gołego... ORGON Milcz! jeśli nic nie ma, Stąd zasługi dla niego i szacunku żniwo, Bo jego nędza, pewno jest nędzą uczciwą I każda wielkość na nią chętnie się zamienia. Jeśli pozwolił obrać się ze swego mienia, To dlatego że nie chciał doczesnych dóbr świata, A myśl jego w wieczności przestworzach ulata. Lecz moja pomoc wkrótce tak rzeczy rozstrzygnie, Że wróci do majątku, z kłopotów się dźwignie. Jego dobra są znane w stronach skąd pochodzi, A on sam, jak go widzisz, ze szlachty się rodzi. DORYNA Tak, on to utrzymuje; może prawda, ale Ta próżność z pobożnością nie zgadza się wcale. Kto staraniom o niebo oddaje się cały, Ten z urodzenia swego nie pożąda chwały, Nazwiskiem się nie szczyci w nierozsądnej dumie, Bo ambicja z pokorą złączyć się nie umie. Na co ta pycha?... Widzę, że już się pan złości, Więc o samym już będę mówić jegomości. Pan wyrzuty sumienia miałby nieustanne, Za takiego niezdarę wydać taką pannę. A potem pomyśl-że pan, że w czas bardzo krótki, Z tego małżeństwa jakie wynikłyby skutki? Wiedz pan, że się kobiety cnotę tym naraża, Gdy przeciwko swej woli idzie do ołtarza I kiedy się jej skłonność gwałtem przezwycięża. Cnota żony zależy od przymiotów męża, A wyśmiani, których świat wytyka palcami, Żony swoje tym czym są, uczynili sami I niewierność w tym razie wcale nie jest zdrożna, Gdy męża w żaden sposób pokochać nie można. A kto córkę chce gwałtem przymusić w tej mierze, Ten rachunek przed Bogiem za jej błędy bierze. Pomyśl pan jaki ciężar uczujesz w tym względzie. ORGON A toć ona rozumu mnie dziś uczyć będzie! DORYNA Lepiej byś pan tu rządził idąc za mym zdaniem. ORGON Zostaw ją, moja córko, z jej głupim gadaniem. Co dla dziecka potrzeba ojciec wie najlepiéj, Ten Walery niechaj się od ciebie odczepi; Dałem mu wprawdzie słowo, ale jego wina, Że jest graczem i mają go za libertyna. Nie modli się, w kościele widują go mało. DORYNA Chcesz pan, by nabożeństwa godzinę miał stałą. Po to, by go widziano, ma bywać w kościele? ORGON Proszę cię przestań i tak gadałaś za wiele. Tamtemu niebo sprzyja i łaski ma boże, Jakież bogactwo ziemskie z tym zrównać się może? Wasz związek, gdy otrzymasz miano jego żony, Przyjemnością, słodyczą będzie przepełniony, Życie wam jakby w raju na modlitwie zleci, Jak turkawki będziecie żyć, jak małe dzieci; Nigdy zajść między wami, nigdy kłótni plama, Na koniec zrobisz z niego to, co zechcesz sama. DORYNA Ona to zrobi z niego, że kozłem zostanie. ORGON Oj, to gada! DORYNA Wygląda na to powołanie. Mimo cnoty panienki, ja najmocniej wierzę, Że przeznaczenie jego spełni się w tej mierze. ORGON Przestań-że mi przerywać i przez miłość nieba, Nie sadzaj tam języka, gdzie go nie potrzeba. DORYNA Jeżeli przez życzliwość pańskiej sprawy bronią... ORGON Za wiele życzliwości, nie proszę cię o nią. DORYNA Z przywiązania... ORGON Ja nie chcę. Gdy ktoś nie pozwoli... DORYNA A ja chcę pana kochać mimo pańskiej woli. ORGON Ach! DORYNA Tak czci pańskiej bronię jakby własnej głowy, Nie chcę byś siebie rzucał na pastwę obmowy. ORGON Przestaniesz ty mi gadać? DORYNA To jest obowiązek, Bronić panu, byś córce doradzał ten związek. ORGON Będziesz milczeć ty wężu? bo zuchwalstwa znaki... DORYNA Ach! pan jesteś pobożny i w gniew wpadasz taki. ORGON Bo już mnie w wściekłość wprawia ta historia cała; Każę ci najsurowiej, ażebyś milczała. DORYNA Dobrze, lecz będę myśleć; to pana nie złości? ORGON Myśl sobie, kiedy tak chcesz, ale myśl w cichości. do córki I nie mów ani słowa. Ja wszystko w tej mierze Obmyślałem rozważnie. DORYNA A to wściekłość bierze, Nie móc mówić. ORGON Z urody choć się nie przechwala, Tartuffe jest jednak wcale... DORYNA Tak jest piękna lala. ORGON Przystojny i sympatię obudzić jest w stanie, Jego cnoty... DORYNA Ślicznego mężulka dostanie. Orgon obraca się do Doryny i z rękami założonymi wpatruje się w nią. Gdyby ze mną mężczyzna spełnił taką zbrodnię, Po ślubie karę za gwałt miałby niezawodnie, I zaraz po weselu doszedłby sekretu, Że kobieta ma zawsze pole do odwetu. ORGON do Doryny Więc moja wola za nic tu jest uważana. DORYNA Czego pan chcesz, wszakże ja nie mówię do pana. ORGON A cóż teraz robiłaś? DORYNA Do pana nic a nic, Ja do siebie mówiłam. ORGON Zuchwalstwo bez granic, Lecz wnet je tęgim razem skrócę w sposób znany. przygotowywa się do dania policzka Dorynie i za każdym wyrazem, który wymawia, obraca się do Doryny, która stoi nic nie mówiąc Moja córko, powinnaś potwierdzić te plany, I jeśli wybór męża dla ciebie się zmienia, do Doryny Mów-że co! DORYNA Nie mam sobie nic do powiedzenia. ORGON Tylko słóweczko. DORYNA Ja chcę milczeć. ORGON To nie sztuka, Czekałem tylko słówka. DORYNA Niech pan głupiej szuka. ORGON do córki Na koniec ojca wolę będziesz mieć na względzie, I sądzę, że małżeństwo wkrótce się odbędzie. DORYNA uciekając Ja za niego nie poszłabym za nic na świecie. ORGON po daremnej próbie dania policzka Dorynie Ty zarazę przy sobie trzymasz moje dziecię; Bez grzechu nie mógłbym tu wytrzymać z nią dłużéj, Tak mnie strasznie zmęczyła. Kłótnia umysł nuży, Pali mnie głowa, czuję, mówiłbym od rzeczy, Pójdę — wolne powietrze może mnie uleczy. SCENA III Marianna, Doryna DORYNA Cóż znaczył ten w milczeniu upór nieustanny? Czyż to mnie wypadało przyjąć rolę panny? Ścierpieć by pannie związek radzono szalony, Bez żadnego oporu, bez słówka z twej strony. MARIANNA Przeciwko woli ojca cóż począć w potrzebie? DORYNA Po prostu, taką groźbę odwrócić od siebie. MARIANNA Jak? DORYNA Mówić, że w wyborze gusta same biegą, Więc że dla siebie za mąż chcesz iść, nie dla niego; Ponieważ to dla ciebie ten związek się składa, Więc tobie, a nie ojcu wybierać wypada. Gdy dla niego jest Tartuffe przystojny i młody, To może się z nim żenić bez żadnej przeszkody. MARIANNA Przyznaję, władza ojca przejmuje mnie trwogą, Słowa oporu z ust mych wyrwać się nie mogą. DORYNA Rezonujmy: Walery kocha ciebie szczerze, A panienka go kocha? cóż? MARIANNA Rozpacz mnie bierze! Nawet i ty Doryno i ty jesteś w stanie Zrobić w sposób poważny, tak dziwne pytanie? Czy żem ci ze sto razy o tym nie mówiła, Że go kocham i jaka jest mych uczuć siła? DORYNA Alboż ja wiem, czy serce mówiło przez usta? Czy to miłość prawdziwa, czy zabawa pusta? MARIANNA Krzywdzisz mnie, kiedy wątpisz o tym choć na chwilę, Ja ukrywać tę miłość nawet się nie silę. DORYNA Więc panna myśli o nim? MARIANNA Stale, nieustannie. DORYNA Jak się zdaje, on również zakochany w pannie. MARIANNA Tak sądzę. DORYNA Więc rzecz łatwa jest do przewidzenia, Że chcecie się połączyć. MARIANNA O tak, bez wątpienia. DORYNA A z tym drugim co będzie, by skończyć ambaras? MARIANNA Jak mi gwałt zrobić zechcą, zabiję się zaraz. DORYNA Ślicznie! żeśmy też dotąd o tym nie myślały! Zabije się panienka — środek doskonały, Lekarstwo przecudowne. Człowiek w wściekłość wpada, Gdy usłyszy, jak mu kto takie rzeczy gada. MARIANNA Mój Boże! czym się w tobie współczucie obudzi, Kiedy nie masz litości nad nieszczęściem ludzi. DORYNA Nie mam współczucia, gdy ktoś słowa składa zgrabnie, A jak przyjdzie do rzeczy, to jak panna słabnie. MARIANNA Jestem nadto trwożliwa. DORYNA I to mnie też złości, Bo miłość w sercu wielkiej wymaga stałości. MARIANNA Tak, a dla Walerego cóż się pozostanie; Otrzymać mnie od ojca, to jego zadanie. DORYNA Jeżeli ojciec panny jest dzikim człowiekiem, Nabiwszy sobie głowę Tartuffem jak ćwiekiem, Chce teraz cofać słowo i kręcić zaczyna, To na kochanka panny stąd ma spadać wina? MARIANNA Jeśli tamtym zbyt głośno wzgardzić się ośmielę, Dowiodę, że mam w sercu miłości za wiele Dla Walerego, że on jeden tam się mieści; A gdzie powinność córki, a gdzie wstyd niewieści? Chcesz, by wiedzieli wszyscy... bo świat się nie nagnie... DORYNA Nie, ja nic nie chcę. Widzę, że panienka pragnie Należeć do Tartuffe'a i po mojej stronie, Błąd wielki, że od tego związku pannę bronię. Co ja mam za interes zwalczać twoje chęci, To jest wyborna partia, słusznie pannę nęci. Pan Tartuffe! ho, ho! cóż to, biorąc rzecz inaczéj, Pewno pan Tartuffe także dużo w świecie znaczy. Ludzie go cenią, jego przyjaźnią się szczycą, To wielkie szczęście zostać jego połowicą. Nie ma czym tak wycierać ust, jego osoba Znakomita, jest szlachcic, przy tym się podoba, Bo ma uszy czerwone, cerę też czerwoną I szczęśliwą zostaniesz, będąc jego żoną. MARIANNA Mój Boże! DORYNA Próżno mówić, język się wytęża, Jaki los świetny dostać tak pięknego męża! MARIANNA Ulituj się nade mną i skończ już te żarty, Aby wynaleźć środek, mów w sposób otwarty. Wszystko zrobię, co każesz, by zerwać ten związek. DORYNA Nie! posłuszeństwo ojcu córki obowiązek, Choćby ci dał za męża małpę, nie człowieka, Czego się panna skarży? świetny los cię czeka. Do miasta, skąd pochodzi, w nowym koczobryku Pojedziecie z nim razem; tam znajdziesz bez liku Wujów, kuzynów jego, a co pójdzie za tem, Wkrótce poznasz się w mieście z całym wielkim światem; Z ławnikiem, burmistrzową, z całą miejską władzą, Przez szacunek miejsce ci na kanapie dadzą. Później, możesz nadzieję mieć, że w karnawale W takim mieście dla ciebie będą dawać bale, Gdzie do tańca przygrywać będą kobzy ładnie, A może i fagoty sprowadzić wypadnie. Z mężem, by ta rozrywka nie była jedyną, Pójdziesz na marionetki czasem... MARIANNA O Doryno! Poradź mi, zamiast męczyć. DORYNA Jestem panny sługą. MARIANNA Przez litość, chcesz mnie zabić, męcząc mnie tak długo. DORYNA Nie, za karę potrzeba, aby się tak stało. MARIANNA Moja droga! DORYNA Nie! MARIANNA Duszę odkrywam ci całą. DORYNA Nie chcę, próżne błagania będą z panny strony; Pokosztujesz Tartuffe'a, dla panny stworzony. MARIANNA Wszak jam ci wszystko była powierzyć gotową, Zrób to. DORYNA Nie, będziesz panna panią Tartuffe'ową. MARIANNA Dobrze, kiedy niedola moja cię nie wzrusza, Zostaw mnie, a w rozpaczy pogrążona dusza Wynajdzie sobie środek: tak jest, w samej rzeczy Znam lekarstwo, które mnie z wszystkiego uleczy. chce odchodzić DORYNA Wróć się panna. Po cóż brać moją złość tak ściśle, Mimo to co mówiłam, pomagać ci myślę. MARIANNA Gdyby się wola ojca gwałtem w tym uparła, Potrzeba, widzisz sama, ażebym umarła. DORYNA Niech się panna nie martwi, znajdziemy w tej biedzie Sposób. Ach! pan Walery właśnie tutaj idzie. SCENA IV Walery, Marianna, Doryna WALERY Doszła mnie tu przed chwilą nowina wesoła Proszę pani, o której nie wiedziałem zgoła. MARIANNA Co? WALERY Że w pani Tartuffe'a mam powitać żonę. MARIANNA To zamiary przez mego ojca ułożone. WALERY Przez ojca pani... MARIANNA Tak jest i wskutek tej zmiany, Przed chwilą mi przedstawiał nowe swoje plany. WALERY Na serio? MARIANNA O! nie było tu mowy o żarcie, Zalecał mi ten związek głośno i otwarcie. WALERY A jakiż wola pani obrót w tym przybiera? MARIANNA Ja nie wiem. WALERY To odpowiedź uczciwa i szczera. Nie wiesz? MARIANNA Nie. WALERY Nie? MARIANNA Niech pańskie rady drogę wskażą. WALERY Ja radzę pójść za niego, gdy tak pani każą. MARIANNA Radzisz mi pan? WALERY Tak. MARIANNA Szczerze? WALERY Nie można uczciwiéj; Związek ten, tak zaszczytny, panią uszczęśliwi. MARIANNA Przyjmuję pańską radę. WALERY Cokolwiek wypadnie, Spełnić tę radę przyjdzie pani bardzo snadnie. MARIANNA Tak jak jej udzielenie pańską duszę rani. WALERY Jam to powiedział, aby spodobać się pani. MARIANNA Jam ją także dlatego wypełnić gotowa. DORYNA schodząc w głąb sceny Zobaczmy, jak się skończy cała ta rozmowa. WALERY Tak się to kocha! Oto miłości rozkosze! Kiedy ty... MARIANNA Och! przestańmy o tym mówić, proszę. Powiedział pan otwarcie, słowa się nie zmażą, Że powinnam iść za mąż, tak jak mi rozkażą; A ja znowu oświadczam, że jestem gotowa Tę radę tak zbawienną spełnić co do słowa. WALERY Nie trzeba się tłumaczyć winą z mojej strony, Ten zamiar był przez panią dawno ułożony I nasunąłem tylko sposobność przyjemną, Żebyś z niej korzystając, mogła zerwać ze mną. MARIANNA Prawda! dobrze pan mówisz. WALERY W tym przyczyna cała, Żeś pani nigdy dla mnie nic w sercu nie miała. MARIANNA Niestety! wolno panu sądzić mnie w tym względzie. WALERY Wolno mi; lecz w tej sprawie inny koniec będzie I chociażem się pani dał uprzedzić bardzo, Znajdę takie, które też mym sercem nie wzgardzą. MARIANNA O! pan łatwo wzajemność pozyskasz kobiety. Wszakże pańskie zalety... WALERY Porzućmy zalety. Mam ich za mało, pani za dowód mi stanie; Lecz jeszcze znajdę taką, mam to przekonanie, Co zechce szczery udział przyjąć w mej niedoli, I po mej stracie kochać się jeszcze pozwoli. MARIANNA Strata nie jest tak wielką i ta losu zmiana, Bardzo się łatwo w radość zamieni dla pana. WALERY Będę się o to starać; bo godność się kładzie W tym, aby jak najprędzej zapomnieć o zdradzie; A ten, którego szczęście w ten sposób się złamie, Gdy nie może zapomnieć, niech pozorem kłamie; Niechaj na obojętność udaną się sili, Bo to hańba kochać tych, co nas porzucili. MARIANNA Takie uczucie dla mnie szczytnym się wydaje. WALERY Słusznie, bo je świat cały za takie uznaje. Jak to? sądziłaś pani, że już w głębi duszy Nic nigdy mej miłości dla ciebie nie skruszy, Że kiedy mnie porzucasz, pokocham tym bardziéj, Nie oddam innej serca, którym pani gardzi? MARIANNA Moje myśli, jak widzę, znasz pan bardzo mało; Ja bym chciała, przeciwnie, by się już tak stało. WALERY Chciałabyś pani? MARIANNA Tak jest. WALERY Nazbyt ostro ranią Te słowa, a więc idę zadowolić panią. zwraca się do wyjścia MARIANNA Bardzo dobrze. WALERY zwracając się Ja tylko słucham pani zdania, Proszę pamiętać, że to jedynie mnie skłania. MARIANNA Tak. WALERY jak wyżej I że pani zamiar spełniłem w tym względzie. To pani przykład. MARIANNA Przykład mój, niech i tak będzie. WALERY odchodząc A zatem idę spełnić treść pani rozkazu. MARIANNA Tym lepiej. WALERY wracając Już mnie w życiu nie ujrzysz ni razu. MARIANNA Dobrze. WALERY wracając Co? MARIANNA Co? WALERY Mówiłaś i słowo łaskawsze... MARIANNA Nic nie mówiłam. WALERY Zatem odchodzę na zawsze. Żegnam panią, i... MARIANNA Żegnam pana. DORYNA do Marianny A ja wnoszę, Żeście oboje rozum stracili po trosze. Dałam się wam spokojnie wykłócić do woli, By wiedzieć, co wyniknie z całej tej swawoli. Hola! panie Walery! zatrzymując go za rękę WALERY udając że się opiera Czego chcesz, Doryno? DORYNA Wróć się pan. WALERY Nie, przez wzgardę i uczucia giną. Nie wstrzymuj mnie, wypełnię to, co każe ona. DORYNA Wstrzymaj się pan. WALERY Nie, to już rzecz postanowiona. DORYNA Ach! MARIANNA na stronie Drażni go mój widok, więc odejść stąd wolę. Tak, ustąpię, będzie miał tutaj wolne pole. DORYNA puszczając Walerego i biegnąc za Marianną Teraz drugie; dokądże? MARIANNA Puść mnie. DORYNA Ależ przecie! MARIANNA Nie mogę tu pozostać, nie, za nic na świecie. WALERY na stronie Jej wstręt do mnie objawia się na każdym kroku; Potrzeba ją uwolnić od mego widoku. DORYNA puszcza Mariannę i biegnie za Walerym Dosyć do licha, skończcie raz te niepokoje. Zaprzestać mi tych żartów! chodźcie tu oboje. bierze za ręce Walerego i Mariannę i prowadzi ich razem WALERY do Doryny Jakiż twój zamiar? MARIANNA do Doryny Co chcesz w tym wszystkim odmienić? DORYNA Najprzód chcę was pogodzić, a potem pożenić. do Walerego Czyś pan zwariował, dzisiaj zwodzić taką kłótnię! WALERY Nie widziałaś, jak do mnie mówiła okrutnie. DORYNA do Marianny To szaleństwo, dziś gdy się tworzy taki przedział. MARIANNA Chyba żeś nie słyszała, co do mnie powiedział. DORYNA do Walerego To głupstwo obustronne. Pragnie jak najszczerzéj Dla pana się zachować, niechże mi pan wierzy. do Marianny Zostać twym mężem, jego pragnienie jedyne, On o tym jednym marzy tylko, niechaj zginę. MARIANNA do Walerego Kto kochając, podobną radę dawać będzie... WALERY do Marianny Kto kochając, o radę pyta w takim względzie... DORYNA Oboje zwariowali i przyznać się boją. Dajcie mi ręce. WALERY dając rękę, do Doryny Na co? DORYNA do Marianny Daj mi panna swoją. MARIANNA dając rękę Lecz na co się to przyda? DORYNA By skończyć rzecz całą. Wy się bardziej kochacie, niż wam się zdawało. Walery i Marianna trzymają się za ręce nie patrząc na siebie. WALERY Na co ten przymus, sądzę, że można najprościéj Popatrzeć w moje oczy, w twarz, bez żadnej złości. Marianna obraca się do Walerego uśmiechając się. DORYNA Widzieć takich szaleńców rzecz bardzo ciekawa. WALERY do Marianny Bo skarżyć się na ciebie, czyliż nie mam prawa? Czyż nie jesteś złośliwą, — nazywam rzecz skromnie, — Ażeby takie rzeczy dzisiaj mówić do mnie. MARIANNA A ty! czyliż niewdzięczność dalej sięgać może... DORYNA Dokończycie tych sporów, ale w innej porze. Pomyślmy, z ojcem panny jak rzecz skończyć ładnie. MARIANNA Tak! powiedz, jakich środków użyć nam wypadnie. DORYNA Będziem się bronić w sposób skryty i otwarty. do Marianny Ojciec panny kpi sobie. do Walerego To są czyste żarty. do Marianny Jednak najlepiej będzie, według mego zdania, Niechaj panna do jego zamiarów się skłania, Abyś w razie nacisku mogła z swojej strony Powstrzymać na jakiś czas związek zamierzony. Byle czas był, z wszystkiego można wybrnąć snadnie. Najprzód jakaś choroba na pannę wypadnie, Potem, gdy już cierpienia panienki ustaną, Znajdziemy nową zwłokę i niespodziewaną, Na którą bardzo łatwo wszyscy się dziś łapią, Oto, przeczucia smutne wciąż panienkę trapią: Spotkałaś pogrzeb wczoraj, dziś zbiłaś zwierciadło, To znów o mętnej wodzie w nocy śnić wypadło. Na koniec, masz najprostsze do zwłoki powody, Bo do ślubu koniecznie potrzeba twej zgody. A zatem rzecz się uda, ale nie inaczej Tylko gdy nikt was od dziś razem nie zobaczy. do Walerego Idź pan, swoich przyjaciół używaj w potrzebie, By do nas upominać się przyszli za ciebie. My tutaj pobudzimy brata do działania I macocha się również bardziej do nas skłania. A teraz do widzenia. WALERY do Marianny Cokolwiek bądź zrobię, Cała moja nadzieja jedynie jest w tobie. MARIANNA do Walerego Nie wiem, czy wolę ojca me prośby rozbroją, Lecz niczyją nie będę, Walery, jak twoją. WALERY Twe słowa jak rozkosznie moje serce ceni... DORYNA Kochankowie w rozmowie są nienasyceni! Wychodź pan. WALERY Ale... DORYNA Proszę nie gadać tak długo; Ruszaj pan w jedną stronę, a panna chodź w drogą. Doryna wypycha ich i zmusza do rozłączenia.
Lyrics & chords of Siewcy Lednicy. słuchaj izraelu błogosławcie pana nie lękajcie się tańcem chwalmy go przemień nas panie poślij nas tak tak panie jesteście przyjaciółmi bo jak śmierć po
Orgon, Marianna, Doryna Doryna wchodzi po cichu i staje niepostrzeżona za Orgonem. ORGON To rozumna odpowiedź. A więc mów w ten sposób, Że nie znasz przyjemniejszych i uczciwszych osób Nad niego, że w twym sercu nosisz jego postać I chciałabyś z mej woli żoną jego zostać. Cóż? MARIANNA Co? ORGON Hę? MARIANNA Jak? ORGON No przecie. MARIANNA Chyba słuch mnie myli? ORGON Jak to? MARIANNA Ja mam powiedzieć, — ojciec chciał w tej chwili, Że czyją w sercu moim mam wyrytą postać, I czyją to ja żoną pragnęłabym zostać? ORGON Tartuffe’a. MARIANNA Nie, w ten sposób ja mówić nie zacznę, Na cóż kłamstwa powtarzać i takie dziwaczne! ORGON Owszem powinnaś mówić prawdę, prawdę całą, Bo ja chcę, by to prawdą dla ciebie się stało. MARIANNA Jak to, ty myślisz ojcze... ORGON Tak jest, córko, myślę Tartuffe’a z naszym domem złączyć przez to ściśle, Więc małżeństwo, gdybyś go za męża przyjęła, Czego pragnę... gdyż ja chcę... spostrzegając Dorynę Skądeś się tu wzięła? To dopiero musisz być stworzeniem ciekawem, By aż tu podsłuchiwać, no, i jakim prawem? DORYNA Doprawdy nie wiem jeszcze skąd się to zaczyna, Lecz to o tym zamiarze nie pierwsza nowina, Już mi ktoś o tym wspomniał, nie pamiętam właśnie Kto; ale uważałam to za prostą baśnię. ORGON Cóż to, wieść niemożliwa? DORYNA I próżno się szerzy, Chociaż pan sam to mówisz, nikt ci nie uwierzy. ORGON Uwierzą mi; jest środek na to dość utarty. DORYNA Tak, tak, my wiemy, że pan mówisz to na żarty. ORGON Żadnych żartów w tym nie ma, to nie jest udanie. DORYNA Strachy! ORGON Tak, moja córko, to się wkrótce stanie. DORYNA Niech panienka nic ojcu nie wierzy w tej chwili, Żartuje. ORGON Ależ mówię... DORYNA Próżno się pan sili, Nikt panu nie uwierzy. ORGON Bo cię mój gniew strwoży... DORYNA Dobrze, już ci wierzymy, ale to tym gorzéj Dla pana. Jak to, pan chcesz by za pańską zgodą Takie rzeczy się działy? człowiek z siwą brodą, Taki jak pan, że się tak powiedzieć ośmielę... ORGON Słuchaj-no, ty tu sobie pozwalasz za wiele, Wiedz o tym, że ja takiej śmiałości nie znoszę. DORYNA Mówmy bez gniewu, panie, o cierpliwość proszę, Czy pan sobie kpisz z ludzi, nawet myśleć o tem, Pańska córka ma złączyć się z takim bigotem! On ma inne zajęcia, pobożne rzemiosło, A potem to małżeństwo cóżby ci przyniosło? Jeśli nawet majątek od pana otrzyma, Toć brać zięcia gołego... ORGON Milcz! jeśli nic nie ma, Stąd zasługi dla niego i szacunku żniwo, Bo jego nędza, pewno jest nędzą uczciwą I każda wielkość na nią chętnie się zamienia. Jeśli pozwolił obrać się ze swego mienia, To dlatego że nie chciał doczesnych dóbr świata, A myśl jego w wieczności przestworzach ulata. Lecz moja pomoc wkrótce tak rzeczy rozstrzygnie, Że wróci do majątku, z kłopotów się dźwignie. Jego dobra są znane w stronach skąd pochodzi, A on sam, jak go widzisz, ze szlachty się rodzi. DORYNA Tak, on to utrzymuje; może prawda, ale Ta próżność z pobożnością nie zgadza się wcale. Kto staraniom o niebo oddaje się cały, Ten z urodzenia swego nie pożąda chwały, Nazwiskiem się nie szczyci w nierozsądnej dumie, Bo ambicja z pokorą złączyć się nie umie. Na co ta pycha?... Widzę, że już się pan złości, Więc o samym już będę mówić jegomości. Pan wyrzuty sumienia miałby nieustanne, Za takiego niezdarę wydać taką pannę. A potem pomyśl-że pan, że w czas bardzo krótki, Z tego małżeństwa jakie wynikłyby skutki? Wiedz pan, że się kobiety cnotę tym naraża, Gdy przeciwko swej woli idzie do ołtarza I kiedy się jej skłonność gwałtem przezwycięża. Cnota żony zależy od przymiotów męża, A wyśmiani, których świat wytyka palcami, Żony swoje tym czym są, uczynili sami I niewierność w tym razie wcale nie jest zdrożna, Gdy męża w żaden sposób pokochać nie można. A kto córkę chce gwałtem przymusić w tej mierze, Ten rachunek przed Bogiem za jej błędy bierze. Pomyśl pan jaki ciężar uczujesz w tym względzie. ORGON A toć ona rozumu mnie dziś uczyć będzie! DORYNA Lepiej byś pan tu rządził idąc za mym zdaniem. ORGON Zostaw ją, moja córko, z jej głupim gadaniem. Co dla dziecka potrzeba ojciec wie najlepiéj, Ten Walery niechaj się od ciebie odczepi; Dałem mu wprawdzie słowo, ale jego wina, Że jest graczem i mają go za libertyna. Nie modli się, w kościele widują go mało. DORYNA Chcesz pan, by nabożeństwa godzinę miał stałą. Po to, by go widziano, ma bywać w kościele? ORGON Proszę cię przestań i tak gadałaś za wiele. Tamtemu niebo sprzyja i łaski ma boże, Jakież bogactwo ziemskie z tym zrównać się może? Wasz związek, gdy otrzymasz miano jego żony, Przyjemnością, słodyczą będzie przepełniony, Życie wam jakby w raju na modlitwie zleci, Jak turkawki będziecie żyć, jak małe dzieci; Nigdy zajść między wami, nigdy kłótni plama, Na koniec zrobisz z niego to, co zechcesz sama. DORYNA Ona to zrobi z niego, że kozłem zostanie. ORGON Oj, to gada! DORYNA Wygląda na to powołanie. Mimo cnoty panienki, ja najmocniej wierzę, Że przeznaczenie jego spełni się w tej mierze. ORGON Przestań-że mi przerywać i przez miłość nieba, Nie sadzaj tam języka, gdzie go nie potrzeba. DORYNA Jeżeli przez życzliwość pańskiej sprawy bronią... ORGON Za wiele życzliwości, nie proszę cię o nią. DORYNA Z przywiązania... ORGON Ja nie chcę. Gdy ktoś nie pozwoli... DORYNA A ja chcę pana kochać mimo pańskiej woli. ORGON Ach! DORYNA Tak czci pańskiej bronię jakby własnej głowy, Nie chcę byś siebie rzucał na pastwę obmowy. ORGON Przestaniesz ty mi gadać? DORYNA To jest obowiązek, Bronić panu, byś córce doradzał ten związek. ORGON Będziesz milczeć ty wężu? bo zuchwalstwa znaki... DORYNA Ach! pan jesteś pobożny i w gniew wpadasz taki. ORGON Bo już mnie w wściekłość wprawia ta historia cała; Każę ci najsurowiej, ażebyś milczała. DORYNA Dobrze, lecz będę myśleć; to pana nie złości? ORGON Myśl sobie, kiedy tak chcesz, ale myśl w cichości. do córki I nie mów ani słowa. Ja wszystko w tej mierze Obmyślałem rozważnie. DORYNA A to wściekłość bierze, Nie móc mówić. ORGON Z urody choć się nie przechwala, Tartuffe jest jednak wcale... DORYNA Tak jest piękna lala. ORGON Przystojny i sympatię obudzić jest w stanie, Jego cnoty... DORYNA Ślicznego mężulka dostanie. Orgon obraca się do Doryny i z rękami założonymi wpatruje się w nią. Gdyby ze mną mężczyzna spełnił taką zbrodnię, Po ślubie karę za gwałt miałby niezawodnie, I zaraz po weselu doszedłby sekretu, Że kobieta ma zawsze pole do odwetu. ORGON do Doryny Więc moja wola za nic tu jest uważana. DORYNA Czego pan chcesz, wszakże ja nie mówię do pana. ORGON A cóż teraz robiłaś? DORYNA Do pana nic a nic, Ja do siebie mówiłam. ORGON Zuchwalstwo bez granic, Lecz wnet je tęgim razem skrócę w sposób znany. przygotowywa się do dania policzka Dorynie i za każdym wyrazem, który wymawia, obraca się do Doryny, która stoi nic nie mówiąc Moja córko, powinnaś potwierdzić te plany, I jeśli wybór męża dla ciebie się zmienia, do Doryny Mów-że co! DORYNA Nie mam sobie nic do powiedzenia. ORGON Tylko słóweczko. DORYNA Ja chcę milczeć. ORGON To nie sztuka, Czekałem tylko słówka. DORYNA Niech pan głupiej szuka. ORGON do córki Na koniec ojca wolę będziesz mieć na względzie, I sądzę, że małżeństwo wkrótce się odbędzie. DORYNA uciekając Ja za niego nie poszłabym za nic na świecie. ORGON po daremnej próbie dania policzka Dorynie Ty zarazę przy sobie trzymasz moje dziecię; Bez grzechu nie mógłbym tu wytrzymać z nią dłużéj, Tak mnie strasznie zmęczyła. Kłótnia umysł nuży, Pali mnie głowa, czuję, mówiłbym od rzeczy, Pójdę — wolne powietrze może mnie Doryna DORYNA Cóż znaczył ten w milczeniu upór nieustanny? Czyż to mnie wypadało przyjąć rolę panny? Ścierpieć by pannie związek radzono szalony, Bez żadnego oporu, bez słówka z twej strony. MARIANNA Przeciwko woli ojca cóż począć w potrzebie? DORYNA Po prostu, taką groźbę odwrócić od siebie. MARIANNA Jak? DORYNA Mówić, że w wyborze gusta same biegą, Więc że dla siebie za mąż chcesz iść, nie dla niego; Ponieważ to dla ciebie ten związek się składa, Więc tobie, a nie ojcu wybierać wypada. Gdy dla niego jest Tartuffe przystojny i młody, To może się z nim żenić bez żadnej przeszkody. MARIANNA Przyznaję, władza ojca przejmuje mnie trwogą, Słowa oporu z ust mych wyrwać się nie mogą. DORYNA Rezonujmy: Walery kocha ciebie szczerze, A panienka go kocha? cóż? MARIANNA Rozpacz mnie bierze! Nawet i ty Doryno i ty jesteś w stanie Zrobić w sposób poważny, tak dziwne pytanie? Czy żem ci ze sto razy o tym nie mówiła, Że go kocham i jaka jest mych uczuć siła? DORYNA Alboż ja wiem, czy serce mówiło przez usta? Czy to miłość prawdziwa, czy zabawa pusta? MARIANNA Krzywdzisz mnie, kiedy wątpisz o tym choć na chwilę, Ja ukrywać tę miłość nawet się nie silę. DORYNA Więc panna myśli o nim? MARIANNA Stale, nieustannie. DORYNA Jak się zdaje, on również zakochany w pannie. MARIANNA Tak sądzę. DORYNA Więc rzecz łatwa jest do przewidzenia, Że chcecie się połączyć. MARIANNA O tak, bez wątpienia. DORYNA A z tym drugim co będzie, by skończyć ambaras? MARIANNA Jak mi gwałt zrobić zechcą, zabiję się zaraz. DORYNA Ślicznie! żeśmy też dotąd o tym nie myślały! Zabije się panienka — środek doskonały, Lekarstwo przecudowne. Człowiek w wściekłość wpada, Gdy usłyszy, jak mu kto takie rzeczy gada. MARIANNA Mój Boże! czym się w tobie współczucie obudzi, Kiedy nie masz litości nad nieszczęściem ludzi. DORYNA Nie mam współczucia, gdy ktoś słowa składa zgrabnie, A jak przyjdzie do rzeczy, to jak panna słabnie. MARIANNA Jestem nadto trwożliwa. DORYNA I to mnie też złości, Bo miłość w sercu wielkiej wymaga stałości. MARIANNA Tak, a dla Walerego cóż się pozostanie; Otrzymać mnie od ojca, to jego zadanie. DORYNA Jeżeli ojciec panny jest dzikim człowiekiem, Nabiwszy sobie głowę Tartuffem jak ćwiekiem, Chce teraz cofać słowo i kręcić zaczyna, To na kochanka panny stąd ma spadać wina? MARIANNA Jeśli tamtym zbyt głośno wzgardzić się ośmielę, Dowiodę, że mam w sercu miłości za wiele Dla Walerego, że on jeden tam się mieści; A gdzie powinność córki, a gdzie wstyd niewieści? Chcesz, by wiedzieli wszyscy... bo świat się nie nagnie... DORYNA Nie, ja nic nie chcę. Widzę, że panienka pragnie Należeć do Tartuffe'a i po mojej stronie, Błąd wielki, że od tego związku pannę bronię. Co ja mam za interes zwalczać twoje chęci, To jest wyborna partia, słusznie pannę nęci. Pan Tartuffe! ho, ho! cóż to, biorąc rzecz inaczéj, Pewno pan Tartuffe także dużo w świecie znaczy. Ludzie go cenią, jego przyjaźnią się szczycą, To wielkie szczęście zostać jego połowicą. Nie ma czym tak wycierać ust, jego osoba Znakomita, jest szlachcic, przy tym się podoba, Bo ma uszy czerwone, cerę też czerwoną I szczęśliwą zostaniesz, będąc jego żoną. MARIANNA Mój Boże! DORYNA Próżno mówić, język się wytęża, Jaki los świetny dostać tak pięknego męża! MARIANNA Ulituj się nade mną i skończ już te żarty, Aby wynaleźć środek, mów w sposób otwarty. Wszystko zrobię, co każesz, by zerwać ten związek. DORYNA Nie! posłuszeństwo ojcu córki obowiązek, Choćby ci dał za męża małpę, nie człowieka, Czego się panna skarży? świetny los cię czeka. Do miasta, skąd pochodzi, w nowym koczobryku Pojedziecie z nim razem; tam znajdziesz bez liku Wujów, kuzynów jego, a co pójdzie za tem, Wkrótce poznasz się w mieście z całym wielkim światem; Z ławnikiem, burmistrzową, z całą miejską władzą, Przez szacunek miejsce ci na kanapie dadzą. Później, możesz nadzieję mieć, że w karnawale W takim mieście dla ciebie będą dawać bale, Gdzie do tańca przygrywać będą kobzy ładnie, A może i fagoty sprowadzić wypadnie. Z mężem, by ta rozrywka nie była jedyną, Pójdziesz na marionetki czasem... MARIANNA O Doryno! Poradź mi, zamiast męczyć. DORYNA Jestem panny sługą. MARIANNA Przez litość, chcesz mnie zabić, męcząc mnie tak długo. DORYNA Nie, za karę potrzeba, aby się tak stało. MARIANNA Moja droga! DORYNA Nie! MARIANNA Duszę odkrywam ci całą. DORYNA Nie chcę, próżne błagania będą z panny strony; Pokosztujesz Tartuffe'a, dla panny stworzony. MARIANNA Wszak jam ci wszystko była powierzyć gotową, Zrób to. DORYNA Nie, będziesz panna panią Tartuffe'ową. MARIANNA Dobrze, kiedy niedola moja cię nie wzrusza, Zostaw mnie, a w rozpaczy pogrążona dusza Wynajdzie sobie środek: tak jest, w samej rzeczy Znam lekarstwo, które mnie z wszystkiego uleczy. chce odchodzić DORYNA Wróć się panna. Po cóż brać moją złość tak ściśle, Mimo to co mówiłam, pomagać ci myślę. MARIANNA Gdyby się wola ojca gwałtem w tym uparła, Potrzeba, widzisz sama, ażebym umarła. DORYNA Niech się panna nie martwi, znajdziemy w tej biedzie Sposób. Ach! pan Walery właśnie tutaj Marianna, Doryna WALERY Doszła mnie tu przed chwilą nowina wesoła Proszę pani, o której nie wiedziałem zgoła. MARIANNA Co? WALERY Że w pani Tartuffe'a mam powitać żonę. MARIANNA To zamiary przez mego ojca ułożone. WALERY Przez ojca pani... MARIANNA Tak jest i wskutek tej zmiany, Przed chwilą mi przedstawiał nowe swoje plany. WALERY Na serio? MARIANNA O! nie było tu mowy o żarcie, Zalecał mi ten związek głośno i otwarcie. WALERY A jakiż wola pani obrót w tym przybiera? MARIANNA Ja nie wiem. WALERY To odpowiedź uczciwa i szczera. Nie wiesz? MARIANNA Nie. WALERY Nie? MARIANNA Niech pańskie rady drogę wskażą. WALERY Ja radzę pójść za niego, gdy tak pani każą. MARIANNA Radzisz mi pan? WALERY Tak. MARIANNA Szczerze? WALERY Nie można uczciwiéj; Związek ten, tak zaszczytny, panią uszczęśliwi. MARIANNA Przyjmuję pańską radę. WALERY Cokolwiek wypadnie, Spełnić tę radę przyjdzie pani bardzo snadnie. MARIANNA Tak jak jej udzielenie pańską duszę rani. WALERY Jam to powiedział, aby spodobać się pani. MARIANNA Jam ją także dlatego wypełnić gotowa. DORYNA schodząc w głąb sceny Zobaczmy, jak się skończy cała ta rozmowa. WALERY Tak się to kocha! Oto miłości rozkosze! Kiedy ty... MARIANNA Och! przestańmy o tym mówić, proszę. Powiedział pan otwarcie, słowa się nie zmażą, Że powinnam iść za mąż, tak jak mi rozkażą; A ja znowu oświadczam, że jestem gotowa Tę radę tak zbawienną spełnić co do słowa. WALERY Nie trzeba się tłumaczyć winą z mojej strony, Ten zamiar był przez panią dawno ułożony I nasunąłem tylko sposobność przyjemną, Żebyś z niej korzystając, mogła zerwać ze mną. MARIANNA Prawda! dobrze pan mówisz. WALERY W tym przyczyna cała, Żeś pani nigdy dla mnie nic w sercu nie miała. MARIANNA Niestety! wolno panu sądzić mnie w tym względzie. WALERY Wolno mi; lecz w tej sprawie inny koniec będzie I chociażem się pani dał uprzedzić bardzo, Znajdę takie, które też mym sercem nie wzgardzą. MARIANNA O! pan łatwo wzajemność pozyskasz kobiety. Wszakże pańskie zalety... WALERY Porzućmy zalety. Mam ich za mało, pani za dowód mi stanie; Lecz jeszcze znajdę taką, mam to przekonanie, Co zechce szczery udział przyjąć w mej niedoli, I po mej stracie kochać się jeszcze pozwoli. MARIANNA Strata nie jest tak wielką i ta losu zmiana, Bardzo się łatwo w radość zamieni dla pana. WALERY Będę się o to starać; bo godność się kładzie W tym, aby jak najprędzej zapomnieć o zdradzie; A ten, którego szczęście w ten sposób się złamie, Gdy nie może zapomnieć, niech pozorem kłamie; Niechaj na obojętność udaną się sili, Bo to hańba kochać tych, co nas porzucili. MARIANNA Takie uczucie dla mnie szczytnym się wydaje. WALERY Słusznie, bo je świat cały za takie uznaje. Jak to? sądziłaś pani, że już w głębi duszy Nic nigdy mej miłości dla ciebie nie skruszy, Że kiedy mnie porzucasz, pokocham tym bardziéj, Nie oddam innej serca, którym pani gardzi? MARIANNA Moje myśli, jak widzę, znasz pan bardzo mało; Ja bym chciała, przeciwnie, by się już tak stało. WALERY Chciałabyś pani? MARIANNA Tak jest. WALERY Nazbyt ostro ranią Te słowa, a więc idę zadowolić panią. zwraca się do wyjścia MARIANNA Bardzo dobrze. WALERY zwracając się Ja tylko słucham pani zdania, Proszę pamiętać, że to jedynie mnie skłania. MARIANNA Tak. WALERY jak wyżej I że pani zamiar spełniłem w tym względzie. To pani przykład. MARIANNA Przykład mój, niech i tak będzie. WALERY odchodząc A zatem idę spełnić treść pani rozkazu. MARIANNA Tym lepiej. WALERY wracając Już mnie w życiu nie ujrzysz ni razu. MARIANNA Dobrze. WALERY wracając Co? MARIANNA Co? WALERY Mówiłaś i słowo łaskawsze... MARIANNA Nic nie mówiłam. WALERY Zatem odchodzę na zawsze. Żegnam panią, i... MARIANNA Żegnam pana. DORYNA do Marianny A ja wnoszę, Żeście oboje rozum stracili po trosze. Dałam się wam spokojnie wykłócić do woli, By wiedzieć, co wyniknie z całej tej swawoli. Hola! panie Walery! zatrzymując go za rękę WALERY udając że się opiera Czego chcesz, Doryno? DORYNA Wróć się pan. WALERY Nie, przez wzgardę i uczucia giną. Nie wstrzymuj mnie, wypełnię to, co każe ona. DORYNA Wstrzymaj się pan. WALERY Nie, to już rzecz postanowiona. DORYNA Ach! MARIANNA na stronie Drażni go mój widok, więc odejść stąd wolę. Tak, ustąpię, będzie miał tutaj wolne pole. DORYNA puszczając Walerego i biegnąc za Marianną Teraz drugie; dokądże? MARIANNA Puść mnie. DORYNA Ależ przecie! MARIANNA Nie mogę tu pozostać, nie, za nic na świecie. WALERY na stronie Jej wstręt do mnie objawia się na każdym kroku; Potrzeba ją uwolnić od mego widoku. DORYNA puszcza Mariannę i biegnie za Walerym Dosyć do licha, skończcie raz te niepokoje. Zaprzestać mi tych żartów! chodźcie tu oboje. bierze za ręce Walerego i Mariannę i prowadzi ich razem WALERY do Doryny Jakiż twój zamiar? MARIANNA do Doryny Co chcesz w tym wszystkim odmienić? DORYNA Najprzód chcę was pogodzić, a potem pożenić. do Walerego Czyś pan zwariował, dzisiaj zwodzić taką kłótnię! WALERY Nie widziałaś, jak do mnie mówiła okrutnie. DORYNA do Marianny To szaleństwo, dziś gdy się tworzy taki przedział. MARIANNA Chyba żeś nie słyszała, co do mnie powiedział. DORYNA do Walerego To głupstwo obustronne. Pragnie jak najszczerzéj Dla pana się zachować, niechże mi pan wierzy. do Marianny Zostać twym mężem, jego pragnienie jedyne, On o tym jednym marzy tylko, niechaj zginę. MARIANNA do Walerego Kto kochając, podobną radę dawać będzie... WALERY do Marianny Kto kochając, o radę pyta w takim względzie... DORYNA Oboje zwariowali i przyznać się boją. Dajcie mi ręce. WALERY dając rękę, do Doryny Na co? DORYNA do Marianny Daj mi panna swoją. MARIANNA dając rękę Lecz na co się to przyda? DORYNA By skończyć rzecz całą. Wy się bardziej kochacie, niż wam się zdawało. Walery i Marianna trzymają się za ręce nie patrząc na siebie. WALERY Na co ten przymus, sądzę, że można najprościéj Popatrzeć w moje oczy, w twarz, bez żadnej złości. Marianna obraca się do Walerego uśmiechając się. DORYNA Widzieć takich szaleńców rzecz bardzo ciekawa. WALERY do Marianny Bo skarżyć się na ciebie, czyliż nie mam prawa? Czyż nie jesteś złośliwą, — nazywam rzecz skromnie, — Ażeby takie rzeczy dzisiaj mówić do mnie. MARIANNA A ty! czyliż niewdzięczność dalej sięgać może... DORYNA Dokończycie tych sporów, ale w innej porze. Pomyślmy, z ojcem panny jak rzecz skończyć ładnie. MARIANNA Tak! powiedz, jakich środków użyć nam wypadnie. DORYNA Będziem się bronić w sposób skryty i otwarty. do Marianny Ojciec panny kpi sobie. do Walerego To są czyste żarty. do Marianny Jednak najlepiej będzie, według mego zdania, Niechaj panna do jego zamiarów się skłania, Abyś w razie nacisku mogła z swojej strony Powstrzymać na jakiś czas związek zamierzony. Byle czas był, z wszystkiego można wybrnąć snadnie. Najprzód jakaś choroba na pannę wypadnie, Potem, gdy już cierpienia panienki ustaną, Znajdziemy nową zwłokę i niespodziewaną, Na którą bardzo łatwo wszyscy się dziś łapią, Oto, przeczucia smutne wciąż panienkę trapią: Spotkałaś pogrzeb wczoraj, dziś zbiłaś zwierciadło, To znów o mętnej wodzie w nocy śnić wypadło. Na koniec, masz najprostsze do zwłoki powody, Bo do ślubu koniecznie potrzeba twej zgody. A zatem rzecz się uda, ale nie inaczej Tylko gdy nikt was od dziś razem nie zobaczy. do Walerego Idź pan, swoich przyjaciół używaj w potrzebie, By do nas upominać się przyszli za ciebie. My tutaj pobudzimy brata do działania I macocha się również bardziej do nas skłania. A teraz do widzenia. WALERY do Marianny Cokolwiek bądź zrobię, Cała moja nadzieja jedynie jest w tobie. MARIANNA do Walerego Nie wiem, czy wolę ojca me prośby rozbroją, Lecz niczyją nie będę, Walery, jak twoją. WALERY Twe słowa jak rozkosznie moje serce ceni... DORYNA Kochankowie w rozmowie są nienasyceni! Wychodź pan. WALERY Ale... DORYNA Proszę nie gadać tak długo; Ruszaj pan w jedną stronę, a panna chodź w drogą. Doryna wypycha ich i zmusza do rozłączenia.
Tekst piosenki . Ref: Pełna chwały, pełna wdzięku Córko Króla w Jego progi wejdź 1. Córki Królewskie prowadzą ją do Króla Odzianą w Majestat i Piękno Wiodą w radości i uniesieniu Przez bramy niebieskiej chwały 2. Podobasz się Panu, który Cię poślubił Trwasz w Jego wiecznej radości On dał Ci pierścień i królewski diadem
Papież Franciszek ustanowił Niedzielę Słowa Bożego, która ma się odbywać co roku w trzecią niedzielę okresu zwykłego. W ogłoszonym 30 września 2019 r. Liście Apostolskim w formie Motu Proprio „Aperuit illis” czytamy, że ma się ona przyczynić „aby w Ludzie Bożym wzrosła religijna i bliska znajomość Pisma Świętego”. Z tej okazji publikujemy wykład ks. prof. Henryka Skoczylasa CSMA na temat Psalmu 119, który w całości jest poświęcony bezcennej wartości Słowa Bożego. 1. Umiłowanie Boga i Jego Słowa 2. Konstytucja dogmatyczna o Objawieniu Bożym 3. Cześć dla Pisma Świętego w Kościele 4. Objawienie a Słowo Boże 5. Słowo Boże a wiara i miłość 6. Wnioski i pytania Wprowadzenie Psalm 119 jest najdłuższym psalmem, liczy 176 wersetów. Dzieli się na 22 zwrotki, według liczby liter alfabetu hebrajskiego. Zwrotki składają się z 8 wersetów. Wszystkie wersety, w każdej zwrotce, zaczynają się od tej samej litery alfabetu. I tak oto wersety pierwszej zwrotki zaczynają się od litery alef, drugiej zwrotki od beth, trzeciej od gimel, itd. Każda zwrotka posiada kilku synonimów słowa „prawo”, przy czym „prawo” jest tu rozumiane jako „objawienie”, które Bóg czyni człowiekowi o sobie samym oraz ujawnia mu swoją Boską wolę. Spotykamy tutaj takie oto synonimy „prawa”: przykazanie, dekret, przepis, pouczenie, nauka, wskazanie, upomnienie, ustawa, zlecenie, polecenie, nakaz, słowo, obietnica, itp. Psalm 119 jest psalmem mądrościowym. Jest swego rodzaju hymnem na cześć Bożego Prawa. Umiłowanie Boga i Jego Słowa Bardzo wnikliwą ocenę tego psalmu podaje nam św. Augustyn, mówiąc: „Psalm 119 zawiera duchową głębię dostępną tylko nielicznym”. Odnosi się wrażenie, że Autor natchniony wprost rozkoszuje się Panem i Jego Prawem, na co wskazuje częste występowanie zaimka dzierżawczego: „Jego” upomnienia…; „Twoje” Prawo…; „Twoje” przykazania…; itd. Wprawdzie Psalm 119 jest bardzo długi, ale gdy się go czyta powoli, spokojnie, słowo za słowem, zdanie za zdaniem, to się odkrywa, że za tymi powtórzeniami ukrywa się coś nowego, jakiś nowy aspekt, nowy odcień jedynej i tej samej rzeczywistości: miłość do Słowa Bożego. Autor natchniony „zakochany” w Bogu i w Jego słowie, poniekąd wciąż Mu powtarza: kocham Cię… kocham Cię… kocham Cię… Dla Autora natchnionego nawet każda literka Słowa Bożego jest Bożym darem i posiada duże znaczenie. Poniekąd po każdym wersecie, można dodać słowo: „Ojcze”: „Ty na to dałeś swoje przykazania, by pilnie ich przestrzegano, Ojcze” (w. 4); „Będę się radował z Twych ustaw, słów Twoich nie zapomnę, Ojcze” (w. 16); „Biegnę drogą Twoich przykazań, bo rozszerzasz mi serce, Ojcze” (w. 32); „Twoje słowo jest lampą dla moich kroków i światłem na mojej ścieżce, Ojcze” (w. 105), itd. W mrokach ciemności i poniżenia Słowo Boże jest mu pochodnią jako jedyne światło. Jest jego dziedzictwem i jest mu tak miłe, jak ziemia otrzymana po przodkach. Nic więc dziwnego, że skłonił on swe serce, umysł i wolę do poznawania i przestrzegania nakazów Bożych. I choć musi walczyć o życie przeciw bezbożnym nieprzyjaciołom, nic nie zdoła go odwieść od tego postanowienia. W tym leży cała jego radość i pełnia życia. Autor natchniony czuje się maluczki, wzgardzony, dosięgło go zło i niedola ze strony nieprzyjaciół, lecz w tym wszystkim posiada swoją jedyną pociechę: umiłowanie nauki Bożej, ukochanie Bożych nakazów. Ze wszech miar pragnie on wykazać, że Prawo Pana zawiera wszystko, uczy wszystkiego, jest doskonałym przewodnikiem dla człowieka, w każdym momencie jego życia. Psalm jest dziełem artystycznym o niezwykłych walorach. Zdaje się być rodzajem muzyki, gdzie powtórzenie wezwań, dziękczynień, aktów uwielbienia, tworzy swoisty rytm i usposabia serce, by się otwarło na mądrość i piękno Słowa Bożego, które w swojej istocie jest narzędziem Bożego objawienia i naszego zbawienia. Modląc się tym psalmem, myśląc o prawie, sprawiedliwości, przykazaniach, pouczeniach, pamiętajmy, że ich pełnię i doskonałość wyraża Słowo Boże, które Bóg wypowiedział w Osobie i w nauczaniu Jezusa Chrystusa. On jest najdoskonalszym Słowem Bożym, najdoskonalszym obrazem Bożego Oblicza, najwymowniejszym objawieniem „Niewidzialnego” Boga. Psalm ten był ulubionym psalmem genialnego B. Pascala, francuskiego myśliciela i wynalazcy. Mawiał, że Prawo Pana jest „wypisane” w serce każdego człowieka. Gdy człowiek świadomie i dobrowolnie je odrzuca, tym samym strzela sobie gola do własnej bramki, bowiem bez niego czuje się on „opuszczony”, jak łódź bez steru i sternika. Bez tego wewnętrznego prawa człowiek nie wie po co żyje, co ma czynić, co jest dobrem, a co złem. Konstytucja dogmatyczna o Objawieniu Bożym (Dei Verbum) Została podpisana przez papieża Pawła VI i Ojców Soboru Watykańskiego II dnia 18 XI 1965 roku. Liczy tylko 6 rozdziałów. Dwa pierwsze rozdziały mówią o istocie objawienia (n. 1-10). Pozostałe cztery mówią wyłącznie o Piśmie Świętym, tj. o jego natchnieniu i interpretacji (n. 11-13), o Starym Testamencie (n. 14-16), o Nowym (n. 17-20) oraz o Piśmie Świętym w życiu Kościoła (n. 21-26). Aby przedstawić fundamentalną linię tej Konstytucji porównamy ją z Konstytucją o Objawieniu Bożym Soboru Watykańskiego I Dei Filius (24 IV 1870), która w dobie panującego racjonalizmu usiłuje przedstawić Objawienie Boże jako „komunikowanie Bożych prawd ludzkiej inteligencji, ludzkiemu rozumowi, oświeconemu wiarą”. Natomiast Sobór Watykański II w Konstytucji Dei Verbum idzie o wiele dalej i kładzie akcent na „komunikowanie Bożych Osób”, ich świata wewnętrznego, ich miłości trynitarnej. Jest tu ogromna różnica, jak dać komuś zamiast kromki chleba, całą piekarnię z jej sprzętem i zapasami. Sobór Watykański II podkreśla to już na samym początku Konstytucji, mówiąc: „Spodobało się Bogu w swej dobroci i mądrości objawić samego siebie i ukazać tajemnicę swej woli (por. Ef 1, 9), dzięki której ludzie przez Chrystusa, Słowo, które stało się ciałem, mają dostęp do Ojca w Duchu Świętym i stają się współuczestnikami Bożej natury (por. Ef 2, 18; 2 P 1, 4). Przez to objawienie niewidzialny Bóg (por. Kol 1, 15; 1 Tm 1, 17) w swojej wielkiej miłości przemawia do ludzi jak do przyjaciół (por. Wj 33, 11; J 15, 14n) i przestaje z nimi (por. Ba 3, 38), aby zaprosić i przyjąć ich do wspólnoty z sobą” (n. 2). Tutaj Kościół jawi się jako wspólnota ludzi, która przez łaskę Pana zrozumiała to wszystko, garnie się do Jezusa i w Nim i przez Niego dostępuje pełni człowieczeństwa. Centralnym punktem tej Konstytucji jest nauka wiary, że Bóg „komunikuje się człowiekowi w Swoim Synu Jezusie Chrystusie” i podaje się Kościołowi konkretne drogi słuchania Słowa Bożego, postawę Marii z Betanii, „która usiadłszy u stóp Pana, słuchała Jego słowa” (Łk 10, 39). Konstytucja zachęca do posłuszeństwa Słowu Bożemu. Poucza, że jedynie człowiek otwarty na „komunikującego się mu Boga”, posiada „doświadczenie” Boga, które to doświadczenie, jak mówi samo słowo, jest „do” ‒ „świadczenia”, czyli do dawania świadectwa! Człowiek otrzymuje wezwanie, by się poznawał w świetle objawiającego mu się Boga; by rozumiał, że najwyższym celem jego życia jest kochać, poznawać i doświadczać Boga, który czyni nas synami w Synu, a więc braćmi wobec siebie. Człowiek otrzymuje wezwanie, by stanął przed Bogiem na płaszczyźnie bardzo osobistej i zażyłej, by poczuł Jego miłość i czułość, by doświadczył radości i głębokiego pokoju poprzez obecność Boga w swoim życiu. Takie poznanie i doświadczenie Boga ma być owocem naszego życia, a zrodzi się ono tylko wtedy, gdy będziemy posiadać zażyłe więzy z Jezusem Chrystusem. Cześć dla Pisma Świętego w Kościele Rozdział VI Konstytucji mówi o zadaniach jakie pełni Pismo Święte w życiu Kościoła. We wstępnym paragrafie 21, fundamentalnym dla całego tego rozdziału, istnieje pięć bardzo ważnych stwierdzeń: „Kościół zawsze otaczał czcią Boże Pisma, podobnie jak i samo Ciało Pańskie. Zwłaszcza w liturgii świętej bierze ciągle chleb życia ze stołu Bożego słowa i Ciała Chrystusowego i podaje wierzącym”. „Pisma te w połączeniu ze świętą Tradycją uważał i uważa zawsze za najwyższą regułę swej wiary, ponieważ natchnione przez Boga i spisane raz na zawsze, niezmiennie przekazują Boże słowo i sprawiają, że w wypowiedziach Apostołów i proroków rozbrzmiewa głos Ducha Świętego”. „Całe przepowiadanie kościelne, jak i sama religia chrześcijańska, musi się karmić Pismem Świętym i nim się kierować”. „W świętych bowiem księgach Ojciec, który jest w niebie, z wielką miłością wychodzi swoim dzieciom naprzeciw i rozmawia z nimi”. „Tak wielka zaś w Słowie Bożym zawiera się moc i potęga, że staje się ono dla Kościoła podstawą i siłą żywotną, a dla dzieci Kościoła umocnieniem wiary, pokarmem duszy, czystym i trwałym źródłem życia duchowego”. Omówimy obecnie te pięć stwierdzeń. Ad 1: Cześć dla Pisma Świętego „Kościół zawsze otaczał czcią Boże Pisma, podobnie jak i samo Ciało Pańskie”. Mamy tutaj porównanie Bożego Pisma z Ciałem Pańskim. To porównanie jest bardzo antyczne. Znajduje ono swoją podstawę w słowach Jezusa: „Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Nie Mojżesz dał wam chleb z nieba, ale dopiero Ojciec mój daje wam prawdziwy chleb z nieba. Albowiem chlebem Bożym jest Ten, który z nieba zstępuje i życie daje światu” (J 6, 32-33). Porównanie dotyczy pokarmu: tak jak Eucharystia, tak i Pismo Święte jest pokarmem z nieba. Porównanie to zostało szeroko rozwinięte przez Ojców Kościoła św. Hieronima i św. Augustyna i znalazło wyraz w wiekopomnym dziele Tomasza a Kempis (1380-1471), pt. O naśladowaniu Chrystusa (czwarta księga, 11 rozdział). Jest ono niezwykle trafne, gdyż podczas sprawowania Eucharystii obydwa pokarmy zostają rozdawane razem jako pokarm jednego stołu. Stąd Sobór Watykański II mówi: „Zwłaszcza w liturgii świętej [Kościół] bierze ciągle chleb życia ze stołu Bożego słowa i Ciała Chrystusowego i podaje wierzącym”. O szczególnej roli Pisma Świętego w liturgii Sobór wypowiada się obszernie w Konstytucji o liturgii świętej (4 XII 1963). Stwierdza się tam, że w liturgii Chrystus „jest obecny w swoim słowie, bo gdy w Kościele czyta się Pismo Święte, On sam przemawia” (n. 7). Nieco dalej czytamy zaś: „Pismo Święte ma doniosłe znaczenie w sprawowaniu liturgii. Z niego bowiem pochodzą czytania, które wyjaśnia się w homilii, oraz psalmy przeznaczone do śpiewu. Z niego czerpią natchnienie i ducha prośby, modlitwy i pieśni liturgiczne. W nim też trzeba szukać sensu czynności i znaków. Dlatego w trosce o odnowienie, rozwój i dostosowanie świętej liturgii należy rozbudzać serdeczne i żywe umiłowanie Pisma Świętego” (n. 24). Ad 2: Pismo Święte najwyższą regułą wiary „Pisma te w połączeniu ze świętą Tradycją [Kościół] uważał i uważa zawsze za najwyższą regułę swej wiary, ponieważ natchnione przez Boga i spisane raz na zawsze, niezmiennie przekazują Boże słowo i sprawiają, że w wypowiedziach Apostołów i proroków rozbrzmiewa głos Ducha Świętego”. Sobór wskazuje tu na fakt nadprzyrodzonego pochodzenia Słowa Bożego i to stanowi zasadniczą i wystarczającą rację, by Pismo Święte stanowiło najwyższą regułę wiary. Sobór już we wstępnym paragrafie Konstytucji mówi, że Kościół „ze czcią słucha Słowa Bożego i ufnie je głosi” (n. 1) i podkreśla, że „Urząd Nauczycielski [Kościoła] nie jest ponad Słowem Bożym, lecz jemu służy, nauczając jedynie tego, co zostało przekazane. Z nakazu Bożego i przy pomocy Ducha Świętego pobożnie słucha on Bożego Słowa, święcie strzeże i wiernie wykłada” (n. 10). Ad 3: Całe przepowiadanie kościelne musi się karmić Pismem Świętym „Całe przepowiadanie kościelne, jak i sama religia chrześcijańska, musi się karmić Pismem Świętym i nim się kierować”. To zdanie znajduje swoje rozwinięcie w paragrafie 24 i 25, gdzie mówi się, że „święta teologia opiera się na spisanym Słowie Bożym w łączności ze świętą Tradycją jakby na trwałym fundamencie (…). Z tego powodu niech studium ksiąg świętych stanie się niejako duszą świętej teologii” (n. 24). A już koniecznie że skarbnicy Słowa Bożego ma czerpać „posługa słowa, to jest kaznodziejstwo, nadto katecheza i wszelkie nauczanie chrześcijańskie, w którym homilia liturgiczna powinna zajmować naczelne miejsc” (n. 24). Ad 4: W księgach Pisma Świętego Ojciec niebieski spotyka się miłościwie ze swymi dziećmi i z nimi rozmawia „W świętych bowiem księgach Ojciec, który jest w niebie, z wielką miłością wychodzi swoim dzieciom naprzeciw i rozmawia z nimi”. Sobór opiera się tutaj na biblijnych przykładach serdecznej i zażyłej rozmowy Boga z człowiekiem. W Księdze Wyjścia czytamy: „A Pan rozmawiał z Mojżeszem twarzą w twarz, jak się rozmawia z przyjacielem” (33, 11). O serdecznej rozmowie Jezusa z Apostołami mówi z kolei Ewangelia św. Jana: „Wy jesteście przyjaciółmi moimi, jeżeli czynicie to, co wam przykazuję. Już was nie nazywam sługami, bo sługa nie wie, co czyni jego pan, ale nazwałem was przyjaciółmi, albowiem oznajmiłem wam wszystko, co usłyszałem od Ojca mojego” (15, 14-15). Otóż, jak widzimy, Jezus w Wieczerniku nazywa Apostołów „przyjaciółmi” i objawia im tajemnice Ojca niebieskiego. To, że Bóg ma upodobanie przebywać z ludźmi mówią Księgi mądrościowe, np. Prz 8, 31; Mdr 1, 6; 9, 9, 18, itd. Także Ojcowie Kościoła często mówią o Piśmie Świętym jako o rozmowie Boga z ludźmi: „Bóg mówi każdego dnia do wiernych za pośrednictwem Pisma Świętego’ (św. Hieronim); „Niech każdy rozważy w sercu to, że za pośrednictwem proroków słuchamy Boga, który rozmawia z nami” (św. Jan Chryzostom). Ad 5: W Słowie Bożym zawiera się moc i potęga, które są dla Kościoła podstawą i siłą żywotną „Tak wielka zaś w Słowie Bożym zawiera się moc i potęga, że staje się ono dla Kościoła podstawą i siłą żywotną, a dla dzieci Kościoła umocnieniem wiary, pokarmem duszy, czystym i trwałym źródłem życia duchowego. Toteż bardzo słusznie do Pisma Świętego odnoszą się słowa: «Żywe bowiem jest słowo Boże i skuteczne» (Hbr 4, 12), «władne zbudować i dać dziedzictwo ze wszystkimi świętymi» (Dz 20, 32; por. 1 Tes 2, 13)”. Tekst z Hbr 4, 12 nawiązuje do tego, że Słowo Boże jest nieustannie żywe, a więc obietnice i ostrzeżenia są wciąż aktualne. Natomiast tekst z Dz 20, 32 podkreśla zdolność Słowa Bożego do „budowania” gmachu życia chrześcijańskiego. To ostatnie porównanie znajduje się często w Listach św. Pawła. Mówiąc o mocy Słowa Bożego należy podkreślić, że już w pierwszych zdaniach Pisma Świętego objawia się moc Słowa Bożego, które stwarza byty widzialne i niewidzialne (por. Rdz 1; Ps 33, 6-9; Rz 4, 17), powołuje Lud Boży z ludzi rozproszonych i skłóconych i obdarza ich Przymierzem i przykazaniami (Wj 19-20), a później za pośrednictwem proroków moc Słowa Bożego lud ten prowadzi, formuje i przemienia, by mógł odpowiedzieć swemu powołaniu (por. Iz 40, 1-8; 44, 26-28; 48, 12-16; 55, 10-11). W Ewangeliach z kolei moc Słowa Bożego objawia się w Jezusowym nauczaniu z autorytetem (por. Mt 7, 28-29; Mk 1, Łk 4, 32) i w czynieniu cudów (por. Mt 8, 27; Mk 1,25; Lk 4, 39). Także Dzieje Apostolskie, Listy św. Pawła, Listy katolickie przytaczają wiele faktów, które świadczą o szczególnej mocy Słowa Bożego. Objawienie a Słowo Boże Konstytucja dogmatyczna o Objawieniu Bożym dopatruje się w inicjatywie Bożego objawienia fundamentu relacji Boga z człowiekiem. Mówi o tym wiele znaczące sformułowanie Konstytucji: „Spodobało się Bogu w swej dobroci i mądrości objawić samego sienie” (n. 2). Spodobało się Bogu dać się poznać człowiekowi, objawić się mu, komunikować z nim, przekazać mu swój plan miłości. Oto źródło duchowej rzeczywistości: Boża wola zbawcza. Jego miłość zmierza do tego, by się dać poznać, by pokochać i obdarzyć coraz większą miłością każdego człowieka. „Przez to objawienie niewidzialny Bóg w swojej wielkiej miłości przemawia do ludzi jak do przyjaciół” (n. 2). W tym kontekście Słowo Boże oznacza Boże objawianie się. Toteż słuchając lub czytając Słowo Boże dostępujemy poznawania tajemnicy Boga i Jego zbawczego działania. Rozmowa Boga z człowiekiem „realizuje się przez czyny i słowa” (n. 2). Bardzo znacząca jest ta kolejność: najpierw są czyny, a potem słowa. Czyny są gestami Bożej miłości, począwszy od stworzenia świata i człowieka, aż po powtórne przyjście Jezusa Chrystusa. Te gesty są wyjaśniane słowami i razem stanowią całokształt Bożych zabiegów o zbawienie człowieka. Czyny i słowa są tak wymowne i czytelne, że jedynie serce zatwardziałe pozostaje wobec nich obojętne. Pomimo wielu i odległych od siebie w czasie Bożych interwencji, całe Objawienie uzyskuje jedność dzięki temu, że szczytowym punktem ekonomii zbawczej jest historyczna obecność wśród ludzi Jezusa Chrystusa, Słowa Wcielonego. Słowo Boże a wiara i miłość Powróćmy raz jeszcze do słów Listu do Hebrajczyków: „Żywe bowiem jest słowo Boże, skuteczne i ostrzejsze niż miecz obosieczny, przenikające aż do rozdzielenia duszy i ducha, stawów i szpiku, zdolne osądzić pragnienia i myśli serca” (4, 12). Taka jest moc Słowa Bożego. Ono nie jest słowem martwym, jak słowa ludzkich książek. Nie jest tylko zwykłym zapisem wydarzeń z przeszłości. Jest Słowem, które i dzisiaj ma moc, ponieważ zawiera w sobie tę sama potęgę mocy Bożej, która stwarzała świat czy wyprowadzała naród wybrany z niewoli egipskiej. Możemy się zapytać: (1) W czym Słowo Boże głównie wyraża swoją moc? Przede wszystkim rodząc i rozwijając wiarę. Na głos Słowa Bożego ludzkie serce odpowiada wiarą. Słowo Boże jest działaniem Bożym. Bóg objawia się, mówi, kocha, obiecuje, karci, rozkazuje… Wiara jest odpowiedzią człowieka na to Boże działanie. Człowiek słucha, przyjmuje, pozwala się oświecić, przygarnąć, podnieść na duchu, pocieszyć, raduje się Słowem Bożym, przy pomocy którego Bóg mu objawia, że go kocha i prowadzi do uczestnictwa w swojej Boskiej naturze; przy pomocy którego daje mu poznać, że został wybrany na syna w Synu Bożym, Jezusie Chrystusie. Jeżeli Słowo Boże jest przyjęte przez człowieka z wiarą, przynosi szczególny owoc. (2) Jaki jest owoc wiary, który rodzi się i rozwija poprzez słuchanie i przyjmowanie Słowa Bożego? Słowo Boże jest ziarnem. Serce ludzkie glebą. Owocem będzie nadprzyrodzona miłość. Stąd wynikają pewne konsekwencje. Jeśli chcemy, by w nas wzrastała nadprzyrodzona miłość, musimy coraz bardziej otwierać się na działanie Słowa Bożego. Poddawać coraz to większe „obszary” serca pod jego zasiew. Tym większym obszarem serca jest ciągle pogłębiana wiara, a ta z kolei wzrasta w miarę jak serce otwiera się na Słowo Boże niosące z sobą Bożą moc. Byłoby rzeczą złudną oczekiwać na wzrost wiary, bez głębszego zasłuchania się w Słowo Boże. Bez głębokiej wiary, nie ma głębokiej nadprzyrodzonej miłości. Działa to wszystko na zasadzie naczyń połączonych: Słowo Boże → wiara → miłość. Wszystkie trzy wzrastają równocześnie. Pismo Święte nie tylko zawiera Słowo Boże, ono jest żywym Słowem Bożym. Ono nie jest tylko swego rodzaju „składnicą” Słowa Bożego, ono jest „żywym Słowem Bożym”, stąd jest powiedziane w Konstytucji: „Kościół zawsze otaczał czcią Boże Pisma, podobnie jak i samo Ciało Pańskie” (n. 21). Pismo Święte jest Słowem Bożym, które się słyszy żywe w Kościele, które działa z mocą w Kościele, które karmi wierzących. Kto je słucha pokornie i ufnie ono go karmi, umacnia, pociesza i oświeca – podobnie jak go karmi, umacnia i pociesza Komunia święta. Słowo Boże Pisma Świętego jest nierozerwalnie złączone z Osobą Jezusa Chrystusa. Skąd my wiemy kim jest Jezus Chrystus i co zdziałał, jeśli nie z Ewangelii? Słowo Boże jest nierozerwalnie złączone również z Eucharystią, która staje się obecna pośród nas poprzez działanie Kościoła przy pomocy słów, które znajdujemy w Piśmie Świętym i jest wyjaśniana w liturgii słowami Pisma Świętego. Toteż Pismo Święte → Osoba Chrystusa → Eucharystia są trzema rzeczywistościami ściśle złączonymi z sobą, i jest rzeczą wprost konieczną, by mówiąc o nich, traktować je nierozdzielnie. Wnioski i pytania Pierwszy wniosek: otaczać czcią Pismo Święte, tak jak czcimy Jezusa Chrystusa w Eucharystii i dziękować dobremu Bogu za bezcenny dar Słowa Bożego. Niektórzy, z szacunku dla tekstu Pisma Świętego, zważają na to, by nie traktować Pisma Świętego jako jedną z książek i nie kładą na egzemplarzu Pisma Świętego żadnej innej książki. Drugi wniosek: umieszczać Pismo Święte na widocznym miejscu i w miarę możności otwarte, by w różnych momentach dnia zaglądać do niego i przeczytać choćby jedno zdanie. Tak jak ktoś czasem bierze do ust cukierka lub kostkę czekolady, przypadkowo, przy okazji. Jeśli tak będziemy czynić także ze Słowem Bożym, to nie pozostanie to bez efektu. Przed laty Paul Claudel wyraził się żartobliwie, że chrześcijanie mają tak wielką cześć do Pisma Świętego, że się do niego nawet nie zbliżają. Wiemy dobrze, że prawdziwa cześć polega właśnie na zbliżaniu się do niego i na obfitym czerpaniu z niego. Nasz osobisty egzemplarz Pisma Świętego powinien być niemal „zużyty”, przez ciągłe do niego zaglądanie. Trzeci wniosek: Uczyć się lektury modlitewnej Pisma Świętego. Innymi słowy, modlić się tekstami Pisma Świętego. Ojcowie Kościoła znali metodę, przejętą od ludzi Starego Przymierza, zwaną lectio divina. Posiada ona cztery stopnie pochylania się nad Słowem Bożym: Czytanie (lectio) Rozważanie (meditatio) Modlitwa (oratio) Kontemplacja (contemplatio) Tę metodę Guigo II, mnich kartuzjański z XII wieku, w oparciu o słowa Jezusa: „Szukajcie, a znajdziecie; kołaczcie, a otworzą wam” (Mt 7, 7), ujął słowami: „Szukajcie w czytaniu / znajdziecie w medytacji / kołaczcie na modlitwie / wejdziecie w kontemplację”. Czytanie szuka słodyczy życia szczęśliwego, rozmyślanie ją znajduje, modlitwa o nią prosi, kontemplacja odnajduje jej smak. Inaczej mówiąc, czytanie podnosi ją do ust niby pożywny pokarm, rozmyślanie żuje i rozdrabnia, modlitwa dochodzi do smaku, a kontemplacja jest samą słodyczą, która raduje i krzepi. Czytanie [zajmuje się] łupiną, rozmyślanie – miąższem, modlitwa – wyraża tęsknotę, kontemplacja raduje się z osiągniętej słodyczy. Serce potrzebujące + modlitwa = modlitwa serca Pytania: ‒ Jakie miejsce zajmuje w moim życiu Pismo Święte? ‒ Które słowa Ewangelii szczególnie do mnie przemawiają? Św. Grzegorz Wielki, papież, w liście do Teodora, cesarskiego lekarza, skierował następujące słowa: „Czym jest Pismo Święte, jeśli nie listem Boga do człowieka? Gdybyś kiedyś otrzymał list od twojego władcy, chyba byś nie poszedł spokojnie spać, albo pełnić taki czy inny obowiązek, zanim byś się nie zapoznał z jego treścią. A oto Pan nieba i ziemi, Pan Aniołów i ludzi, przysłał ci listy, które dotyczą twojego życia, a ty nie okazujesz im należnego zaciekawienia, ani chęci do ich czytania. Zabierz się do działa, błagam cię i znajdź czas i sposób na to, by każdego dnia rozważać słowa twego Stwórcy. Naucz się odkrywać tajemnicę Boga, w słowach Pisma Świętego”. Daj nam o Panie łaskę, odkrywać Twoją miłość ku nam, w Twoich czynach i słowach, objawionych nam w Księgach Pisma Świętego. Podobne artykuły
.